Depakine Chrono to lek, który jest głównie używany do leczenia różnych form padaczki oraz w pewnych przypadkach w leczeniu zaburzeń nastroju, w szczególności zaburzeń dwubiegunowych. Chociaż może mieć pewne efekty stabilizujące nastrój i kontrolować drgawki, co może teoretycznie prowadzić do stanu odczuwanego jako „uspokojenie”, nie jest to lek przeciwlękowy czy uspokajający w klasycznym rozumieniu.
Lekarz powiedział, że to pomoże mi się „wyciszyć”, bo mam duże napięcie, wybuchy złości i ciągły chaos w głowie. Tylko że ja się zastanawiam, czy to faktycznie jest lek na uspokojenie, czy coś zupełnie innego. Czy po tym człowiek jest senny, otępiały, czy da się normalnie funkcjonować – praca, dom, dzieci? Jak było u Was?
U mnie Depakine Chrono to był trochę strach na początku, bo też myślałam, że będę chodzić jak zombie. Pierwsze dwa tygodnie faktycznie były ciężkie – senność, brak energii, najchętniej bym spała cały dzień. Ale potem coś się przestawiło i nagle zauważyłam, że nie reaguję tak nerwowo na wszystko. Wcześniej byle pierdoła potrafiła mnie wyprowadzić z równowagi, a teraz dalej się denerwuję, ale bez tej eksplozji. Nie powiedziałabym, że to lek na uspokojenie jak melisa czy coś na sen. Bardziej mam wrażenie, że mi „wygładził emocje”. Pracuję normalnie, ogarniam dom, tylko głowa jest spokojniejsza.
Ja biorę Depakine Chrono od kilku miesięcy i z mojego doświadczenia to nie jest takie uspokajanie wprost. To nie działa od razu i nie daje efektu „o, spokój, cisza”. Raczej po czasie człowiek zauważa, że jest mniej napięty od środka, jakby ktoś ściszył radio w głowie. Znam też dziewczynę, która bierze to na padaczkę i mówi dokładnie to samo – nie czuje się uspokojona, tylko bardziej stabilna. U mnie senność była na początku, potem minęła. Jak ktoś się spodziewa tabletki na nerwy, to może się rozczarować, ale jak ktoś chce przestać żyć na ciągłym wkurzeniu i napięciu, to może się pozytywnie zaskoczyć.