Depakine, znany również jako kwas walproinowy, nie jest tradycyjnym lekiem uspokajającym, jak na przykład benzodiazepiny. Jest to lek przeciwpadaczkowy, który wykazuje również działanie stabilizujące nastrój. Jego pierwotnym zastosowaniem jest leczenie różnych typów padaczki, w tym napadów częściowych, napadów toniczno-klonicznych i napadów niezwiązanych z padaczką.
Dostałam Depakine i zastanawiam się, czy to w ogóle jest lek „na uspokojenie”, czy raczej coś zupełnie innego. Bo jedni piszą, że uspokaja, inni że to nie jest żaden lek uspokajający, tylko przeciwpadaczkowy. Ja mam wrażenie, że jestem strasznie roztrzęsiona, wszystko mnie denerwuje i liczyłam, że coś mnie wyciszy. Czy Depakine faktycznie uspokaja, czy to raczej mit? Jak to było u Was, bo serio nie wiem, czego się spodziewać.
Hej, ja też na początku myślałam, że Depakine to coś w stylu „na nerwy”, a prawda jest trochę inna. U mnie to nie było tak, że wzięłam tabletkę i nagle zrobiło się spokojnie jak po herbatce z melisy. Raczej po kilku tygodniach zauważyłam, że mniej wybucham, mniej się nakręcam i nie reaguję tak emocjonalnie na byle co. Wcześniej potrafiłam płakać albo krzyczeć bez powodu, a potem było po prostu bardziej równo. Z tego co wiem i co czytałam, to Depakine bardziej stabilizuje niż uspokaja. Dla mnie to było takie „cichsze życie w głowie”, ale na pewno nie działa od razu.
Ja mogę napisać z doświadczenia rodzinnego, bo mój mąż brał Depakine przez dłuższy czas. On też na początku pytał, czy to jest coś na uspokojenie, bo był bardzo pobudzony i nerwowy. I powiem tak – to nie jest lek jak xanax czy coś takiego, bo nie działa doraźnie. U niego pierwsze tygodnie to była senność i zmęczenie, a dopiero później zauważyliśmy, że jest spokojniejszy, mniej nerwowy i nie wpada w takie stany jak wcześniej. On sam mówił, że nie czuje się „uspokojony”, tylko jakby bardziej poukładany. Tak że moim zdaniem Depakine nie jest typowo na uspokojenie, ale po czasie potrafi wyciszyć człowieka, tylko zupełnie inaczej niż leki uspokajające.