Perazyna, będąca lekiem przeciwpsychotycznym z grupy pochodnych fenotiazyny, posiada znaczące właściwości uspokajające, co czyni ją skutecznym narzędziem w leczeniu różnych stanów psychotycznych, w tym schizofrenii. Jej działanie uspokajające wynika przede wszystkim z hamowania aktywności centralnego układu nerwowego, zwłaszcza poprzez blokadę receptorów dopaminowych D2 w mózgu, co przyczynia się do redukcji objawów takich jak urojenia, omamy, nadmierne pobudzenie, agresja czy lęk.
Hej, mam pytanie do osób, które brały Pernazynę. Czy ona faktycznie uspokaja? Lekarz wspomniał o niej przy moich stanach lękowych i dużym napięciu, ale trochę się boję, że będę po tym jak „zombie”. Nie mam psychozy ani nic takiego, tylko silny niepokój, bezsenność i takie nakręcanie się myślami. Czy ktoś brał i może powiedzieć, jak to działa w praktyce? Bardziej wycisza czy usypia?
Ja brałam Pernazynę jakieś dwa lata temu, co prawda nie stricte na lęk, tylko przy epizodzie z bardzo dużym pobudzeniem i bezsennością. I tak – ona uspokaja, tylko to nie jest takie uspokojenie jak po melisie czy nawet hydroksyzynie. To jest takie „mocniejsze wyciszenie głowy”. U mnie po kilku dniach było widać różnicę – przestałam się tak nakręcać, mniej analizowałam wszystko w kółko, łatwiej było zasnąć.
Ale powiem szczerze – na początku byłam senna i trochę zamulona. Nie jakoś tragicznie, ale czułam spowolnienie. Po około 2 tygodniach organizm się przyzwyczaił i było lepiej. Moja koleżanka też to brała (schizofrenia w remisji) i mówiła, że ją bardzo wyciszyło, ale też miała suchość w ustach i lekkie drżenie rąk.
To nie jest lek „lekki”, więc trzeba się liczyć z tym, że coś poczujesz. Ale jeśli masz silne napięcie i nic innego nie pomaga, to może faktycznie dać ulgę.
Ja co prawda nie brałam długo, tylko kilka miesięcy, ale mogę coś napisać. U mnie było tak, że miałam straszne napięcie, lęk i ciągłe pobudzenie – takie, że aż w brzuchu ściskało. Pernazyna mnie uspokoiła, ale bardziej w sensie „przytłumiła”. Myśli nie pędziły, emocje nie były tak intensywne. Spałam lepiej, nie budziłam się co godzinę.
Natomiast trzeba wiedzieć, że to nie jest typowy lek przeciwlękowy. On działa bardziej ogólnie na psychikę. Ja czułam się trochę jakby ktoś ściszył głośność świata o kilka stopni. Nie byłam zombie, ale byłam spokojniejsza i mniej reaktywna.
Mój brat też miał epizod psychotyczny i wtedy dostał ten lek – u niego uspokojenie było bardzo wyraźne, wręcz mocne. Więc wszystko zależy od dawki i osoby.