Ranofren jest lekiem z grupy neuroleptyków, który jest zazwyczaj stosowany do leczenia schorzeń psychicznych, takich jak schizofrenia. Efektywność leczenia tą substancją i czas potrzebny na ustąpienie objawów choroby mogą znacznie się różnić między poszczególnymi pacjentami.
Hej wszystkim. Mam pytanie do osób, które brały Ranofren dłużej niż kilka dni. Po jakim czasie zauważyliście, że objawy zaczęły ustępować? Chodzi mi zarówno o lęk, pobudzenie, jak i te bardziej „ciężkie” objawy typu natrętne myśli czy urojenia. Jestem dopiero na początku i nie wiem, czego się spodziewać, a trochę się denerwuję, że nic się jeszcze nie zmienia. Jak to było u Was?
U mnie pierwsza jakakolwiek zmiana była dopiero po ok. tygodniu. I to nie tak, że nagle świat był piękny, tylko… trochę mniej wrzeszczał na mnie w głowie. Miałam mniej takiego napięcia, nie skakałam z myśli na myśl, łatwiej było mi zasnąć. Prawdziwa poprawa zaczęła się dopiero po 3–4 tygodniach. Przestałam mieć takie „katastroficzne” myślenie, nie budziłam się z biciem serca, a te moje natrętne lęki zaczęły tracić siłę. Pamiętam, jak mąż powiedział „Magda, ty znowu jesteś sobą” – i to był pierwszy moment, kiedy pomyślałam, że to leczenie naprawdę ma sens. U mnie końcówki urojeń zaczęły znikać po sześciu tygodniach, ale każdy lekarz mi powtarzał, że to normalne, że to jest proces. Mam też kuzynkę, która brała Ranofren i ona mówiła, że u niej dopiero po prawie dwóch miesiącach zrobiło się stabilnie. Ale ona miała gorszy stan niż ja na początku. Tak że serio – nie panikuj, nie porównuj się do nikogo. To nie jest sprint, tylko maraton. I to taki maraton, że każdy biegnie własnym tempem.
Ja zaczęłam Ranofren brać z polecenia psychiatry, bo miałam tyle lęków i napięcia, że codziennie myślałam, że umrę od samego stresu. Pierwsze trzy dni? Nic. Zero. Myślałam już, że mnie oszukali, że dali mi witaminy zamiast leku, bo ja zawsze na wszystko reaguję błyskawicznie, a tu cisza. Ale po około tygodniu nagle poczułam, że mój mózg już nie chodzi jak pralka na wirowaniu. W pracy przestałam panikować od byle czego, a w domu zauważyłam, że nie wybucham tak szybko na męża (chociaż on twierdzi, że w ogóle się nie zmieniłam, ale co on tam wie ). Najwięcej dało mi to, że przestałam mieć te dziwne przebłyski lękowe, które przychodziły jak znikąd. Objawy takie poważniejsze, te które mnie najbardziej męczyły, zaczęły znikać po miesiącu. To nie był jakiś fajerwerk, tylko takie powolne, spokojne „wygaszanie”. Trochę jakby ktoś codziennie przykręcał pokrętło hałasu w mojej głowie o pół milimetra. Po sześciu tygodniach byłam już o niebo lepsza, a po dwóch miesiącach to znajomi mówili, że wyglądam jak inny człowiek. I powiem ci jeszcze jedno – ja mam sąsiadkę, która też bierze Ranofren, i ona mówiła, że u niej zadziałał błyskawicznie, po trzech dniach. Ale ona to jest taka osoba, że jak wypije melisę, to już mówi, że „jej zeszło”. Więc wiesz – każdy jest inny