Czy Soolantra leczy Nużeńca?

Soolantra zawiera substancję czynną zwana iwermektyną, która jest powszechnie używana w leczeniu różnych rodzajów infekcji pasożytniczych, w tym niektórych typów nużeńca. Iwermektyna działa poprzez zwiększanie ilości neuroprzekaźnika zwanej kwasem gamma-aminomasłowym (GABA) w układzie nerwowym pasożyta. GABA hamuje impulsy nerwowe, co powoduje paraliż i śmierć pasożyta.


Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/soolantra/czy-soolantra-leczy-nuzenca/

Dziewczyny (i chłopaki, jeśli tu ktoś jest), mam pytanie – czy Soolantra faktycznie działa na Nużeńca?
Dermatolog powiedziała mi, że mam właśnie tego paskudnego „roztocza”, od którego zrobił się trądzik różowaty. Przepisała Soolantrę, ale jak poczytałam opinie w internecie, to jedni piszą, że działa cudownie, inni że pogorszenie, wysyp, pieczenie i że trzeba czekać miesiącami.
U mnie policzki wiecznie czerwone, grudki, czuję jakby skóra paliła. Czy komuś naprawdę pomogła ta maść na Nużeńca, czy to tylko chwilowa poprawa? Bo zaczynam się zastanawiać, czy nie wyrzucam pieniędzy w błoto.

U mnie Soolantra zrobiła robotę, ale dopiero po czasie. Też miałam Nużeńca – potwierdzony badaniem w laboratorium (mikroskop, wszystko czarno na białym).
Pierwsze dwa tygodnie to była tragedia. Skóra jak papier ścierny, swędziała, miałam wrażenie, że wszystko się zaostrzyło. Chciałam rzucić to w kąt, serio. Ale po 3 tygodniach nagle – mniej krostek, mniej rumienia. Po 2 miesiącach nie wierzyłam, że to moja twarz. Zniknęły te mikrogrudki, które miałam od lat. Dermatolożka mówiła, że to „efekt oczyszczania”, jak roztocza obumierają, więc się chwilowo pogarsza. I faktycznie, tak było.
Więc odpowiadając wprost – tak, działa na Nużeńca, tylko trzeba cierpliwości i nie przerywać po tygodniu. Teraz jestem pół roku po kuracji i skóra dalej spokojna, zero rumienia. Jak nowa.

U mnie to wyglądało trochę inaczej. Też Soolantra, też diagnoza – Nużeniec. Tyle że ja mam wrażliwą cerę i nie wytrzymałam tego pierwszego „pogorszenia”. Po 10 dniach miałam suchą skorupę, oczy łzawiły, a skóra szczypała jak po poparzeniu słonecznym. Odstawiłam, poszłam po drugą opinię i inna lekarka kazała stosować co drugi dzień, cieniusieńką warstwę. Dopiero wtedy zaczęło działać. Po miesiącu – w końcu spokojna skóra, przestało swędzieć, a te „robaczki” (sorry, ale inaczej ich nie nazwę) w końcu dały spokój. Mój mąż się śmiał, że wyglądam jak po wakacjach, a nie po leczeniu. Więc tak, Soolantra działa, tylko nie każdy dobrze znosi początek. Warto przetrwać i dostosować częstotliwość do swojej skóry. No i nie nakładać ton kremu – tu mniej znaczy więcej.