Ja może nie napiszę jakiejś bardzo medycznej odpowiedzi, tylko tak po ludzku, z życia. Sama brałam Chlorprothixen przez jakiś czas, ale bardziej na bardzo silne napięcie i problemy z zasypianiem. Miałam taki okres, że wszystko mnie przerastało – praca, dom, dzieci, zero odpoczynku, człowiek chodził jak nakręcony i potem wieczorem niby padał ze zmęczenia, a i tak nie mógł zasnąć. Lek mi pomógł o tyle, że trochę mnie wyciszył i przestałam się aż tak nakręcać, ale od razu czułam, że to nie są żarty, tylko konkretny lek, po którym człowiek nie powinien robić głupot.
Ja akurat nie połączyłam tego z alkoholem, bo się bałam, ale moja znajoma tak zrobiła i mówiła, że już nigdy więcej. U niej było tak, że myślała, że jedno piwo to przecież nic wielkiego. A potem opowiadała, że zrobiła się strasznie senna, ciężka i taka jakby odłączona od rzeczywistości. Nie było jakiegoś dramatu typu karetka czy coś, ale czuła się po prostu fatalnie. Mówiła, że nie mogła się skupić, wszystko ją męczyło, a najgorsze było to uczucie, że organizm nagle bardzo zwolnił. I właśnie to mnie najbardziej przekonuje, że to połączenie jest zwyczajnie bez sensu.
Zresztą nawet bez wielkiej wiedzy człowiek czuje, że jak bierze coś na uspokojenie i sen, to dokładanie do tego alkoholu nie jest mądre. Alkohol sam w sobie potrafi zamulić, osłabić i rozregulować organizm, a jak dojdzie do tego Chlorprothixen, to może człowieka po prostu za bardzo ściąć. Ja mam taką zasadę, że przy takich lekach nie robię żadnych prób, bo szkoda zdrowia dla jednego wieczoru. Na imprezie można wypić colę, sok czy wodę i też przeżyć. Ludzie czasem gadają, że „eee, przesadzasz”, ale to oni potem nie będą się źle czuć, tylko Ty. Ja bym nie ryzykowała, nawet dla świętego spokoju.