Tizanor i Sirdalud to dwa leki, które mają tę samą substancję aktywną – tizanidynę, lecz mogą różnić się dawkowaniem zawartym w jednej tabletce. Oznacza to, że oba leki działają w podobny sposób, pomagając w łagodzeniu spastyczności mięśniowej, ale istotne jest dostosowanie dawki Tizanoru tak, aby odpowiadała dawce zaleconej przez lekarza w przypadku Sirdaludu.
Stosowałam i Tizanor, i Sirdalud, dlatego wrzucam zdjęcie, bo akurat mam oba opakowania pod ręką. U mnie oba były na spięte plecy i ból w lędźwiach, więc temat bardzo podobny.
Działanie było podobne, tylko Sirdalud 4 mg był dla mnie wyraźnie mocniejszy. Po Tizanorze 2 mg czułam rozluźnienie, ale jeszcze jakoś normalnie funkcjonowałam. Po Sirdaludzie już bardziej miałam efekt „dobra, idę spać”, bo mocno mnie przymulał. Na sam ból nie działało to u mnie tak jak zwykły przeciwbólowy. Bardziej pomagało wtedy, kiedy plecy były spięte, twarde, jakby zablokowane. Wtedy po tabletce mięśnie trochę puszczały i łatwiej było się położyć albo przespać noc. Ale jak ktoś liczy, że to zadziała jak Ketonal czy ibuprofen, to raczej nie ten typ leku.
Najbardziej trzeba uważać na senność. Ja po Sirdaludzie 4 mg nie brałabym się za jazdę autem ani za pracę. Tizanor 2 mg był łagodniejszy, ale też było czuć, że to ten sam rodzaj działania. Raz po Sirdaludzie za szybko wstałam z łóżka i aż mi się zakręciło w głowie, więc od tamtej pory brałam go tylko wieczorem.
Dla mnie różnica była taka: Tizanor 2 mg delikatniej rozluźniał, Sirdalud 4 mg mocniej rozluźniał, ale też mocniej usypiał. Ogólnie oba pomagają bardziej na napięte mięśnie niż na sam ból. Jeśli plecy są „zabetonowane”, to może być ulga, ale na dzień bym uważała, zwłaszcza przy większej dawce.