Tak, Trittico XR (rozextended-release trazodon) ma właściwości nasenne i jest często wykorzystywany w leczeniu różnych form zaburzeń snu, zwłaszcza jeśli są one powiązane z innymi stanami, takimi jak depresja czy lęki. Trazodon, substancja czynna w Trittico XR, jest klasyfikowany jako antydepresant, ale ma również silne działanie uspokajające i nasenne, które jest efektem jego wpływu na neurotransmitery w mózgu, takie jak serotonina i noradrenalina.
Lekarz przepisał mi go bardziej „na wieczór”, bo od miesięcy źle śpię, budzę się po kilka razy w nocy i rano jestem jak zombie. Z jednej strony słyszałam, że to lek na depresję, a z drugiej, że wiele osób bierze go typowo na sen. Jak to było u Was w praktyce? Usypia normalnie czy raczej tak „po cichu”, że człowiek nawet nie wie kiedy zasnął?
U mnie to wyglądało tak, że na początku byłam sceptyczna, bo też myślałam „antydepresant na sen? no bez jaj”. A jednak… Pierwsze dni były dziwne, bo czułam się taka spokojniejsza, jakby ktoś mi ściszył głowę. Nie było takiego typowego „odcięcia”, tylko po prostu nagle orientowałam się, że zasnęłam i przespałam kilka godzin ciągiem, co wcześniej było nie do pomyślenia. Rano trochę ciężko się zbierałam, kawa była obowiązkowa, ale po tygodniu organizm się przyzwyczaił. Teraz śpię normalnie, bez latania po domu o 3 w nocy. Z tego co wiem, sporo osób bierze Trittico właśnie głównie na sen, nawet jeśli nie mają ciężkiej depresji, tylko nerwy i gonitwę myśli.
U mnie trochę inaczej, bo nie zadziałało od razu. Pierwsze noce niby byłam senna, ale sen taki płytki, byle szelest i oczy otwarte. Dopiero po jakichś 10–14 dniach zauważyłam, że śpię dłużej i spokojniej. Koleżanka z pracy ma podobnie – ona mówi, że to nie jest typowa tabletka nasenna, tylko raczej coś, co uspokaja cały organizm i dopiero wtedy sen przychodzi sam. No i ważne, że to XR, bo podobno zwykłe Trittico działa krócej, a tu sen jest bardziej „ciągły”. Tak że moim zdaniem działa nasennie, tylko trzeba dać mu czas i nie nastawiać się jak na tabletkę „pyk i śpisz”.
Mam straszny problem ze snem. Śpię maksymalnie 4–6 godzin na dobę, a w ciągu nocy potrafię budzić się nawet 20–30 razy. Jestem już kompletnie wykończona, fizycznie i psychicznie. Lekarz przepisał mi Trittico XR, ale prawda jest taka, że boję się leków i bardzo się waham, czy w ogóle zacząć. Cały czas się zastanawiam, czy to jest bezpieczne i czy nie zrobi mi więcej szkody niż pożytku.
Z drugiej strony mam coraz częściej myśl, że ciągły brak snu chyba jest gorszy niż sam lek. Jestem już na granicy wytrzymałości, wszystko mnie męczy, nerwy mam w strzępach i naprawdę zaczynam poważnie rozważać, żeby dać temu leczeniu szansę, bo tak dalej funkcjonować się po prostu nie da.
Brałam kiedyś Trittico XR i ogólnie było okej, ale serio warto trzymać się dokładnie tego, co zalecił lekarz co do dawki. Raz miałam taką sytuację, że zwykle brałam mniejszą porcję, a wtedy wzięłam całą tabletkę, bo nie miałam przy sobie nic do podzielenia. Efekt był taki, że przespałam 12 godzin i jak już wstałam, to byłam strasznie „zamulona”, ciężka głowa, totalnie bez energii, jakby mnie ktoś wyłączył i dopiero później włączył z opóźnieniem.
Tak. Biorę Trittico XR mniej więcej co drugą noc i u mnie działa dość szybko – po około 30 minutach. Nie ma żadnego nagłego „odcięcia”, tylko pojawia się takie uczucie ciężkości, jakby człowiek miał na sobie kamizelkę obciążeniową, i w głowie pojawia się myśl: „no dobra, czas spać”.
Zdarza mi się czasem poranna senność, ale to raczej w tym sensie, że trudniej wstać z łóżka, a nie że cały dzień jestem nie do życia. Jak już się rozruszam, to normalnie funkcjonuję – nie mam problemów z koncentracją ani z ogarnięciem codziennych spraw.