Ja już od dwóch lat jestem „czysta”, ale jak schodziłam z Velaxinu, to myślałam, że oszaleję. Najgorsze były te zawroty głowy i jakieś dziwne „przeskoki” w głowie – trudno to opisać, ale jakby mi się obraz rozmazywał na ułamek sekundy. Strasznie mnie to wkurzało.
Co do uzależnienia – moim zdaniem to bardziej przyzwyczajenie organizmu niż faktyczne uzależnienie. Bo uzależnienie to by było tak, że masz głód, musisz brać więcej, nie możesz bez tego żyć. A tutaj po prostu trzeba uważać przy schodzeniu, bo inaczej organizm się buntuje.
Jak odstawiałam, to miałam dni, że ryczałam bez powodu, a potem byłam wściekła, że kot na mnie spojrzał. Ale to mija. Najważniejsze, żeby nie odstawiać nagle. Ja byłam głupia i w pewnym momencie myślałam „a, dobra, już prawie nic nie biorę, to rzucam”. No i zgadnij, kto leżał dwa dni na kanapie, bo nie mógł wstać? Także polecam schodzić stopniowo i nie panikować – to nie narkotyk, po prostu organizm musi się dostosować