Femoston najlepiej przyjmować o stałej porze – rano lub wieczorem – jednak najczęściej zaleca się przyjmowanie go wieczorem, szczególnie jeśli występują działania niepożądane takie jak senność.
Hej dziewczyny, mam pytanko – od kilku dni biorę Femoston i zapomniałam zapytać lekarza, o jakiej porze najlepiej go brać. Na ulotce niby nic konkretnego nie pisze, tylko że „raz dziennie”. Bierzecie go rano czy wieczorem? I czy od tej pory zależy jakieś samopoczucie albo skutki uboczne? Będę wdzięczna za Wasze doświadczenia
U mnie to już trzeci miesiąc i na początku też się głowiłam, kiedy go najlepiej brać. Pierwsze dni brałam rano, bo myślałam, że jak się bierze leki „na stałe”, to z rana i z głowy. Ale… powiem Ci szczerze, że miałam potem cały dzień takie lekkie zawroty głowy, byłam jakaś taka otumaniona i miałam wrażenie, że mi się kręci świat. Nie wiem, może to tylko moje ciało tak reagowało, ale po tygodniu przerzuciłam się na wieczór i od razu było lepiej. Biorę koło 21, przed kąpielą, i jakoś się lepiej czuję.
Moja koleżanka z pracy też bierze Femoston i mówiła mi, że dla niej pora dnia nie robiła różnicy, ale znowu jej mama (tak, trzy pokolenia Femostonu ) nie mogła spać po wieczornej dawce. Więc jak widzisz – każda z nas inaczej. Ja osobiście polecam wieczór, przynajmniej na początek, żeby się „zgrać” z hormonami.
Padło na rano – jem śniadanie, łykam Femoston i lecę ogarniać dzieciaki. I szczerze? U mnie to działa. Nie mam żadnych skutków ubocznych, a jak raz wzięłam wieczorem, to… zapomniałam Więc dla mnie nie ma zmiłuj – tylko rano!
Ale! Dodam, że moja teściowa (bo też brała) mówiła, że tylko wieczorem, bo rano miała wzdęcia i była ospała. Więc to naprawdę zależy od organizmu. Najważniejsze to brać o stałej porze, bo jak zaczęłam robić sobie przeskoki, to miałam potem rozchwianie nastroju. Dosłownie jeden dzień wzięty później i już było „nie tak”.
Femoston stosowałam przez dwa lata i pamiętam, jak na początku też mnie to nurtowało. Mój lekarz powiedział wtedy: “ważne, żeby o tej samej godzinie, a pora to już wedle samopoczucia”. Ja zaczęłam wieczorem, bo tak mi było wygodniej – kolacja, herbatka, pigułka i spać. I powiem Ci, że czułam się bardzo dobrze. Nie miałam uderzeń gorąca, nie budziłam się w nocy, tylko spałam jak kamień.
Ale potem przez kilka dni brałam rano – z ciekawości. No i u mnie to był błąd. Czułam się taka „puchnięta”, jakby coś mi się zatrzymywało w organizmie, brzuch napięty… więc wróciłam do wieczora i tak już zostało.
Teraz nie biorę, bo mi lekarz zmienił terapię, ale zawsze będę wspominać Femoston dobrze, tylko trzeba się dogadać z własnym organizmem.
Spróbuj wieczorem, zobacz jak się czujesz, ale pamiętaj – każda z nas jest inna. Słuchaj siebie!