Atoris zwykle stosuje się długoterminowo – często do końca życia, zwłaszcza jeśli pacjent ma miażdżycę, przebył zawał, udar, ma cukrzycę lub genetycznie wysoki cholesterol. Możliwe są jednak sytuacje, w których leczenie można zakończyć lub ograniczyć.
Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/atoris/jak-dlugo-stosowac-atoris
Biorę Atoris od około pół roku, miałam bardzo wysoki cholesterol (LDL ponad 200), teraz jest już dużo lepiej – LDL 90, całkowity 170. Czuję się dobrze, wyniki w porządku. Czy ktoś z Was odstawił kiedyś ten lek? Czy to się bierze do końca życia? Mam 49 lat, żadnych zawałów ani cukrzycy, tylko ten cholesterol kiedyś był kosmiczny.
Jakbym siebie słyszała 10 lat temu. Ja też zaczynałam od wysokiego cholesterolu – całkowity miałam 260, LDL prawie 190. Lekarz od razu włączył Atoris, chyba 20 mg na dzień, i powiedział mi wtedy, że to raczej na długo. Ja wtedy, taka głupia, pomyślałam: „A wezmę kilka miesięcy, wyniki się poprawią i koniec!” No i owszem – po pół roku miałam jak u niemowlaka, wszystko w normie. No to odstawiłam. I co? Po trzech miesiącach cholesterol znowu skoczył. Potem to już musiałam wracać z podkulonym ogonem do lekarza.
Teraz wiem, że to nie syrop na kaszel, że jak przejdzie to przestajesz brać. To jest lek, który działa dopóki się go bierze. Ja mam miażdżycę, przeszłam też mały incydent sercowy (nic wielkiego, ale wystarczyło, żeby się przestraszyć) i teraz biorę Atoris codziennie, 10 mg. I nie kombinuję. Bo jak człowiek się raz poparzy, to potem już wie.
Więc jak nie masz innych chorób, to może lekarz kiedyś spróbuje Ci odstawić, ale ja bym się tak nie spieszyła. Dobre wyniki masz, bo bierzesz lek, nie odwrotnie.
Słuchaj, ja brałam Atoris przez 3 lata, potem lekarz stwierdził, że możemy spróbować odstawić – bo schudłam, zaczęłam chodzić na kijki, dietę miałam jak z gazetki zdrowia – zero smażonego, zero sera żółtego, codziennie jabłko, płatki owsiane, nawet męża namówiłam!
I faktycznie, przez jakiś czas było OK. Ale potem przyszła zima, mniej się ruszałam, wrócił stres (bo teściowa się rozchorowała i było dużo nerwów w domu) i bach – cholesterol znowu w górę. Nie tak strasznie jak kiedyś, ale lekarz od razu mi powiedział: „Pani Bożenko, my tu się nie bawimy, znowu wracamy do Atorisu”.
Więc u mnie to wygląda tak: jak dbam o siebie, to mogę być bez, ale życie jest życiem – nie zawsze się da. Teraz biorę 10 mg co drugi dzień i to też pomaga. Tak że może nie na całe życie, ale… na dłużej niż by się chciało 
Ja od razu uprzedzę – nie mam żadnych chorób serca, nie miałam zawału, udaru, cukrzycy też nie. Tylko ten cholesterol był wysoki. Atoris 10 mg dostałam jakieś 2 lata temu. Działał pięknie, po 4 miesiącach wyniki książkowe. Lekarz powiedział, że możemy spróbować bez, jak będę dobrze się prowadzić. No i próbowałam. Ale to wymaga dyscypliny, a ja… no nie oszukujmy się – nie jestem robotem. Czasem serniczek się trafi, czasem weekendowe piwko i chipsy z mężem. Życie!
Po pół roku – znowu pod górkę. Więc wróciłam do leku. Teraz biorę, ale nie mam żalu. Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, wyniki super. I już nie myślę, że „muszę odstawić”. Po prostu wiem, że mam coś, co pomaga mi utrzymać zdrowie. A to też coś warte.
Z Atorisem to jest tak, że jak lekarz mówi „długo”, to znaczy: dopóki coś się nie zmieni. I to „coś” to nie tylko wyniki, ale cały tryb życia. Ja mam 71 lat, brałam różne statyny, a Atoris mi najlepiej pasuje. Nie mam skutków ubocznych, a cholesterol mam jak trzeba. Kiedyś jak próbowałam odstawić, to po 3 miesiącach już czułam się jakaś taka ciężka, zmęczona. Wyniki – masakra. I co? I wróciłam.
Moja córka (40 lat) też teraz zaczęła brać Atoris, bo miała cholesterol ponad 250 i lekarz się przeraził. Ale ona się zaparła, że schudnie, zmieni dietę. No i schudła 12 kilo, codziennie rower, dieta bez mięsa, dużo warzyw. Po roku lekarz jej powiedział, że może spróbować bez leku. Więc są wyjątki. Ale musi być silna wola.
Ja tam wolę brać i mieć święty spokój. Tabletka dziennie, a głowa spokojna.