Słuchaj, ja brałam Atoris przez 3 lata, potem lekarz stwierdził, że możemy spróbować odstawić – bo schudłam, zaczęłam chodzić na kijki, dietę miałam jak z gazetki zdrowia – zero smażonego, zero sera żółtego, codziennie jabłko, płatki owsiane, nawet męża namówiłam!
I faktycznie, przez jakiś czas było OK. Ale potem przyszła zima, mniej się ruszałam, wrócił stres (bo teściowa się rozchorowała i było dużo nerwów w domu) i bach – cholesterol znowu w górę. Nie tak strasznie jak kiedyś, ale lekarz od razu mi powiedział: „Pani Bożenko, my tu się nie bawimy, znowu wracamy do Atorisu”.
Więc u mnie to wygląda tak: jak dbam o siebie, to mogę być bez, ale życie jest życiem – nie zawsze się da. Teraz biorę 10 mg co drugi dzień i to też pomaga. Tak że może nie na całe życie, ale… na dłużej niż by się chciało ![]()