Efectin ER (wenlafaksyna) jest lekiem, który, jeżeli jest nagle odstawiony, może powodować poważne objawy odstawiennych. Dlatego ważne jest, aby proces odstawiania był starannie zarządzany i dokładnie monitorowany przez lekarza.
Ktoś z Was odstawiał Efectin ER? Brałam przez kilka lat, różne dawki, teraz jestem na 75 mg i czuję, że chciałabym już zakończyć leczenie. Mam trochę stracha, bo naczytałam się o objawach odstawiennych i nie wiem, jak to ugryźć. Czy naprawdę jest tak źle, jak piszą? Jakie macie doświadczenia?
Ja odstawiałam Efectin ER po 6 latach brania, byłam na 150 mg i schodziłam do zera przez prawie 4 miesiące, z pomocą lekarza rodzinnego, bo psychiatra wtedy miał długie terminy. I powiem Ci – nie było łatwo, ale DA SIĘ.
Najgorsze było ostatnie zejście z 37,5 mg – serio. Myślałam, że oszaleję. Miałam takie „strzały w głowie”, jakby mnie prąd przechodził, co chwilę zawroty, płacz z byle powodu, spałam źle, a do tego lęki wróciły jak tsunami. Ale! Wiedziałam, że to przez odstawienie i starałam się nie nakręcać. Dużo spałam, piłam melisę, magnez i chodziłam na spacery. I pomagało.
Nie chcę Cię straszyć, tylko przygotować. To nie jest tak, że u każdego będzie masakra – moja sąsiadka schodziła z Efectinu bez większych problemów, tylko trochę jej się kręciło w głowie i więcej spała. Każdy organizm reaguje inaczej. Ja mam chyba bardziej wrażliwą głowę i tak mi się to odbiło.
Ale jak przeszłam przez to wszystko, to dzisiaj jestem mega dumna z siebie. Czuję się wolna, oddycham lżej, nie jestem już „na czymś” i to jest super uczucie. Tylko błagam, nie schodź z dnia na dzień. I miej kogoś obok, do pogadania. Mi bardzo pomógł mąż, jak miałam dni „rozsypki”, to po prostu mnie tulił i mówił, że to minie. I mijało.
Ja odstawiałam Efectin ER… chyba z 5 razy i dopiero za piątym razem się udało. Dlaczego? Bo wcześniej robiłam to źle. Za szybko, za odważnie i bez planu. A to lek, z którym nie ma żartów – jakby człowiek zjeżdżał z górki bez hamulców.
Pierwsze podejście to był dramat. Z 75 mg na 0 w tydzień, bo akurat miałam dość – i BAM: zawroty głowy jak po karuzeli, dreszcze, płacz z niczego, myśli, że wszystko jest bez sensu. A ja mam dzieci, muszę funkcjonować, więc po tygodniu wróciłam do leku z płaczem. Lekarka powiedziała, że niepotrzebnie się pospieszyłam.
Potem już leciałam ostrożniej – z 75 na 37,5 przez miesiąc, potem co dwa-trzy dni brałam 37,5, potem co trzy, co cztery… aż organizm zapomniał. Ale i tak przez kilka tygodni byłam taka „niby okej, ale nie do końca”. Zmęczona psychicznie. Pomogło mi to, że codziennie rano robiłam sobie listę rzeczy do zrobienia – nawet głupie: zrobić pranie, podlać kwiatki. Żeby poczuć, że jestem „w tu i teraz”.
Mam też znajomą, która przez Efectin wróciła do życia – ale nie potrafi z niego zejść. Próbowała kilka razy i za każdym razem objawy ją przerastały. I mówi, że trudno, woli brać do końca życia. I ja to też rozumiem.
Więc moja rada – nie rób nic na szybko. Z lekarzem, z cierpliwością i z czułością do siebie. Bo to nie jest żadna słabość, tylko droga do zdrowia. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, bo wiem, jaka to walka
Brałam Efectin ER przez trzy miesiące, zawsze w najmniejszej dawce – 37,5 mg. Lekarz zdecydował, że mam go odstawić nagle, „z dnia na dzień”, bo zaczęłam mieć bardzo niepokojące objawy: silne problemy z pamięcią, poty, duszności i trudności z wybudzaniem się rano – byłam jak nieprzytomna.
Po odstawieniu niestety nie zrobiło się od razu lepiej. Nadal mam szum w uszach, mdłości i zawroty głowy. Mam ogromną nadzieję, że to w końcu minie, bo jest to bardzo trudne do zniesienia.
To był najgorszy lek, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia! Skutki uboczne podczas brania Efectinu ER były okropne, ale to nic w porównaniu z tym, co działo się po odstawieniu. Serio – samo branie tego leku to była męka, ale schodzenie z niego to istny koszmar!
Nie potrafię sobie wyobrazić żadnej sytuacji, w której mogłabym komukolwiek polecić wenlafaksynę. Trzymać się od tego z daleka – za wszelką cenę!