Odstawienie leku Orizon powinno być dokonywane zawsze pod ścisłym nadzorem lekarza. Nigdy nie powinno się samodzielnie decydować o przerwaniu leczenia tym lekiem, bez uprzedniej konsultacji z profesjonalistą służby zdrowia.
Od kilku miesięcy biorę Orizon na zaburzenia nastroju i lęki, zaczynałam od 1 mg, teraz jestem na 2 mg dziennie. Lek pomagał, ale przytyłam 12 kg, jestem wiecznie senna i coraz częściej czuję się „zamglona”, jakby mnie nie było. Lekarz powiedział, że możemy próbować go odstawić, ale przyznam szczerze – mam stresa. Czy ktoś tu odstawiał Orizon? Jak długo to trwało, jakie były objawy, czy coś się działo z psychiką? Strasznie się boję nawrotu i nie wiem, czy robię dobrze… Będę wdzięczna za każdą opinię i radę.
Oj, ja właśnie przez to przechodziłam, więc doskonale Cię rozumiem. Też brałam Orizon – u mnie to była schizofrenia paranoidalna, ale na szczęście stabilna od lat. Po 3 latach brania lekarz zaproponował odstawienie, bo czułam się dobrze, tylko skutki uboczne mnie wykańczały – też tyłam jak szalona, do tego brak miesiączki i zero energii, jakby ktoś mnie od środka wyłączył.
Zaczęliśmy schodzić bardzo powoli – z 2 mg zeszłam do 1,5 mg, potem do 1 mg, potem pół i dopiero wtedy stop. Całość trwała ponad 2 miesiące. Powiem tak – przez pierwsze dni po każdej zmianie miałam rozbicie, lekkie lęki, gorzej spałam, ale dało się wytrzymać. Pomagała mi stała rutyna, spacery, melisa i rozmowy z bliskimi. I co ważne – miałam plan awaryjny z lekarzem: jakby coś się działo, od razu miałam wrócić do poprzedniej dawki.
Nie chcę straszyć, ale nie każdy odstawia bez problemów. Trzeba naprawdę siebie obserwować. Ale jak się to robi z głową i powoli, to można wyjść z tego leku i poczuć, że się wraca do życia. Ja po odstawieniu schudłam 10 kg i czuję się znów sobą.
Cześć, nie brałam osobiście Orizonu, ale mój syn (18 lat) miał go przepisany, jak zdiagnozowano u niego zaburzenia schizoafektywne. Brał ponad rok i w pewnym momencie powiedział do mnie „Mamo, czuję się jakbym nie był sobą”. Pustka, brak energii, przyrost wagi i w ogóle żadnej radości z życia.
Lekarz był bardzo ostrożny, kazał rozpisywać dawki tygodniami, wręcz z kalkulatorem w ręce. Zeszliśmy z 3 mg do zera w ciągu prawie 3 miesięcy. Najgorsze były momenty, kiedy organizm zaczynał „się budzić” – nerwowość, płaczliwość, a raz nawet atak paniki, ale przeszło. Pomagało mu wtedy dużo rozmów z psychologiem, robiliśmy też ćwiczenia oddechowe i regularne spacery.
Nie będę ściemniać – łatwo nie było, ale nie żałujemy. Syn wrócił do szkoły, odzyskał motywację, nawet zaczął znów grać na gitarze, co kiedyś kochał. A ja – jako matka – byłam dumna i szczęśliwa, że przetrwaliśmy ten etap. Więc nie bój się, tylko rób to powoli i z dobrym wsparciem. Trzymam kciuki!