Jak odstawić Paroksetynę?

Odstawienie paroksetyny, podobnie jak wielu innych leków przeciwdepresyjnych, powinno odbywać się stopniowo i pod ścisłym nadzorem lekarza. Nagłe odstawienie paroksetyny może prowadzić do objawów odstawienia, takich jak zawroty głowy, niepokój, bóle głowy, nudności, drżenie, zaburzenia snu, a nawet zespołu odstawienia SSRI, który może być poważny.


Tenmat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/paroxetine/jak-odstawic-paroksetyne/

Brałam Paroksetynę przez dwa miesiące, ale zaczęły się pojawiać skutki uboczne, które były dość trudne do zniesienia, więc lekarz powiedział, że mogę zacząć ją odstawiać. Brałam 10 mg, więc zeszłam na 5 mg przez dwa tygodnie, potem co drugi dzień, a teraz biorę co dwa dni. I niestety zaczęły się mocne objawy odstawienia – mam zawroty głowy, tzw. „brain zaps”, nasilony lęk, napady złości i… nawet omamy. Ale ta złość to jest coś, co mnie przeraża najbardziej.

Dosłownie potrafię wpaść w szał o byle co, a potem cały dzień ryczę, wybucham, rozmyślam o wszystkim złym, co mnie w życiu spotkało i co mnie jeszcze bardziej wkurzało. To się potem zmienia w taką spiralę myśli: „nikt mnie nie lubi”, „wszyscy mają mnie dość”, „jestem nie do zniesienia”.

Dla kontekstu – wcześniej przez dwa lata brałam Citalopram, ale przytyłam na nim sporo, co zaczęło obciążać mi stawy, więc odstawiłam. Potem wróciły lęki i natrętne myśli, więc lekarka przepisała mi Paroksetynę. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że po zaledwie dwóch miesiącach stosowania odstawienie może być aż tak trudne. Lekarka niestety nie powiedziała mi nic konkretnego o tym, jak może wyglądać zejście z tego leku.

Modlę się, żeby to wszystko było tylko przejściowe, a nie jakiś nawrót. Zwłaszcza ta agresja i wybuchowość… To jest naprawdę przerażające. Dodatkowo niedawno straciłam swojego psa, który był ze mną 16 lat, więc emocjonalnie jestem rozwalona na wszystkie strony.

Czy ktoś z Was miał podobne objawy przy odstawianiu Paroksetyny? Czy to możliwe, że schodzę za szybko, mimo że brałam tylko 2 miesiące?

Właśnie przeszłam przez odstawienie Paroksetyny. Minęło 18 dni i czuję się już naprawdę dużo lepiej. Brałam ją przez rok w dawce 20 mg. Zeszłam najpierw na 10 mg – bez większych problemów, potem na 5 mg i wtedy zaczęły się te okropne „brain zaps”. Ale najgorsze zaczęło się dopiero, jak odstawiłam całkowicie.

To był koszmar – emocjonalny rollercoaster, poczucie totalnej beznadziei, zawroty głowy, mgła mózgowa, bezsenność, bóle głowy. Miałam wrażenie, że mózg mi się rozładowuje jak telefon na mrozie. Ale przeczekałam to – około 2 tygodnie czułam się fatalnie, ale potem zaczęło puszczać i teraz naprawdę widzę ogromną różnicę.

Jeśli ktoś się zastanawia, czy warto to przetrwać – moim zdaniem tak, ale to zależy, ile jesteś w stanie znieść. Ja musiałam wziąć dwa tygodnie wolnego w pracy, bo nie byłam w stanie funkcjonować normalnie. Wiem, że nie każdy może sobie na to pozwolić.

Dodam też, że przez 4 dni brałam Xanax, żeby jakoś przetrwać najgorsze momenty – nie polecam tego rozwiązania wszystkim, ale mi osobiście pomogło. Nie robiłam tego na własną rękę – wcześniej skonsultowałam to z lekarzem.

Teraz, z perspektywy tych 18 dni, widzę, że było warto. Ale Paroksetyna to nie jest lek, z którego się schodzi bez planu – trzeba się przygotować i być dla siebie cierpliwym.

Brałam paroksetynę przez 3,5 roku. Pamiętam, że pierwsze dwa–trzy miesiące to była męka – skutki uboczne dawały w kość, ale potem lek zaczął naprawdę działać i przez długi czas czułam się stabilnie.

Próbowałam kiedyś zejść z leku i za każdym razem pojawiała się straszna drażliwość. Wystarczyło, że pominęłam dwie dawki i już zaczynałam warczeć na ludzi, traciłam cierpliwość o byle co. To było trudne do opanowania i totalnie nie w moim stylu.

Teraz znowu jestem w trakcie odstawiania – tym razem bardziej świadomie. Jestem mniej impulsywna, bo lekarz zalecił mi wspomagająco Buspiron (Buspar), żeby złagodzić objawy. I powiem szczerze – złości nie mam prawie wcale, ale za to dopadła mnie mocna depresja. Taka bez energii, bez radości, bez celu.

Mija dopiero 10 dzień od momentu, kiedy zaczęłam schodzić z dawki, więc mam nadzieję, że to jeszcze się unormuje. Ale widzę, że to lek, z którego naprawdę trudno zejść bez porządnego planu. Trzeba to robić powoli i najlepiej z jakimś wsparciem – i psychicznym, i farmakologicznym.

Boże, aż się boję. Brałem paroksetynę przez dwa miesiące – i naprawdę zaczęło mi pomagać na lęki. Czułem, że coś wreszcie działa, że jest lżej, że wraca spokój. Ale potem, nagle, jakby znikąd, walnęła mnie fala depresji. Taka ciężka, dusząca. Zaczęły się też myśli samobójcze, które wcześniej nie były aż tak silne.

Lekarz powiedział, że mam natychmiast odstawić lek, i tyle. Zero słowa o tym, co może się dziać po odstawieniu, żadnej informacji o objawach odstawiennych, o tym, że trzeba schodzić powoli. A teraz jestem rozbity, psychicznie i fizycznie. Nie wiem, czy to efekt nagłego odstawienia, czy nawrót, czy po prostu coś poszło nie tak.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten lek naprawdę mi pomagał na lęk, a teraz zostałem z tą czarną chmurą nad głową i masą wątpliwości. Czuję się zostawiony sam sobie i nie wiem, co robić dalej. Ktoś miał podobnie? Czy to możliwe, żeby po tak krótkim czasie organizm aż tak zareagował na odstawienie?

Chciałabym odstawić paroksetynę, bo ostatnio zauważyłam, że bardzo łatwo się złoszczę, wybucham o byle co – co wcześniej aż tak się nie działo. Do tego przytyłam 40 kilo, odkąd zaczęłam ją brać… i to mnie dosłownie rozwala psychicznie. Z jednej strony lek pomógł mi wyjść z depresji, ale te skutki uboczne są już dla mnie nie do zniesienia.

Problem polega na tym, że mam czwórkę dzieci i naprawdę nie wiem, jak pogodzić odstawianie z opieką nad nimi. Boję się objawów odstawienia – wiem, co się może dziać, już kilka razy próbowałam odstawić i zawsze wracałam z powrotem do leku. Biorę 25 mg od 3 lat i mam wrażenie, że to mnie trzyma jak w klatce.

To nie jest moja pierwsza próba – i niestety do tej pory kończyła się porażką. Chciałabym, żeby w końcu ktoś wynalazł jakiś lek, który łagodziłby te potworne objawy schodzenia z paroksetyny.

Czytam uważnie każdy komentarz, każdą historię, bo naprawdę szukam najłagodniejszego sposobu na zejście z tego leku. Dziękuję wszystkim, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami – to naprawdę daje mi otuchę i poczucie, że nie jestem sama.

U mnie sprawdziło się to, że wydłużyłam czas między kolejnymi redukcjami dawki – jak próbowałam schodzić za szybko, to od razu zaczynało się piekło. Te „brain zaps” doprowadzały mnie do szału, ale trochę pomagał zwykły Aleve (naproksen) – brałam na własną rękę przeciwbólowo i serio było odrobinę lżej.

Jeśli chodzi o złość i te szybkie, napędzające się myśli, to miałam straszny problem – robiłam się impulsywna, roztrzęsiona, wpadałam w czarne scenariusze w głowie. Lekarz dał mi klonazepam 1 mg, ale brałam tylko połówkę tabletki, doraźnie, jak już naprawdę nie dawałam rady. I powiem szczerze – bardzo mi to pomogło. Nie na stałe, ale wystarczająco, żeby zwolnić tempo tych gonitw myślowych i nie wpaść w panikę.

To wszystko trzeba robić z głową i na spokojnie. Ja już wiem, że im wolniejsze schodzenie z paroksetyny, tym mniejsze piekło, a każde ciało reaguje inaczej – warto siebie obserwować i nie śpieszyć się na siłę.