Brałam Paroksetynę przez dwa miesiące, ale zaczęły się pojawiać skutki uboczne, które były dość trudne do zniesienia, więc lekarz powiedział, że mogę zacząć ją odstawiać. Brałam 10 mg, więc zeszłam na 5 mg przez dwa tygodnie, potem co drugi dzień, a teraz biorę co dwa dni. I niestety zaczęły się mocne objawy odstawienia – mam zawroty głowy, tzw. „brain zaps”, nasilony lęk, napady złości i… nawet omamy. Ale ta złość to jest coś, co mnie przeraża najbardziej.
Dosłownie potrafię wpaść w szał o byle co, a potem cały dzień ryczę, wybucham, rozmyślam o wszystkim złym, co mnie w życiu spotkało i co mnie jeszcze bardziej wkurzało. To się potem zmienia w taką spiralę myśli: „nikt mnie nie lubi”, „wszyscy mają mnie dość”, „jestem nie do zniesienia”.
Dla kontekstu – wcześniej przez dwa lata brałam Citalopram, ale przytyłam na nim sporo, co zaczęło obciążać mi stawy, więc odstawiłam. Potem wróciły lęki i natrętne myśli, więc lekarka przepisała mi Paroksetynę. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że po zaledwie dwóch miesiącach stosowania odstawienie może być aż tak trudne. Lekarka niestety nie powiedziała mi nic konkretnego o tym, jak może wyglądać zejście z tego leku.
Modlę się, żeby to wszystko było tylko przejściowe, a nie jakiś nawrót. Zwłaszcza ta agresja i wybuchowość… To jest naprawdę przerażające. Dodatkowo niedawno straciłam swojego psa, który był ze mną 16 lat, więc emocjonalnie jestem rozwalona na wszystkie strony.
Czy ktoś z Was miał podobne objawy przy odstawianiu Paroksetyny? Czy to możliwe, że schodzę za szybko, mimo że brałam tylko 2 miesiące?