Powiem szczerze, że z odstawianiem Sertagenu to się nie ma co spieszyć. Ja brałam przez dwa lata, po różnych przejściach – śmierć taty, rozwód, problemy z pracą. Wszystko się nawarstwiło i się posypałam. Brałam 100 mg dziennie i przez pierwszy rok w ogóle nie myślałam o odstawianiu, bo byłam w takim stanie, że ledwo funkcjonowałam. Ale później, jak się wszystko trochę uspokoiło, zaczęłam chodzić na terapię, zaczęłam znowu spotykać się z ludźmi, nawet trochę sportu – to poczułam, że może już pora.
I tak z lekarzem zaczęliśmy kombinować. Co dwa-trzy tygodnie schodziłam o 25 mg, i to było spoko, dopóki nie zeszłam do 25. Potem to się zaczęło robić gorzej – miałam huśtawki nastroju, takie dziwne „mrowienia” w głowie, czułam się jakbym miała gorączkę, choć nie miałam. Ale najgorsze było to, że miałam wrażenie, że ludzie mnie denerwują bez powodu – wszystko mnie wkurzało.
Pomogło mi to, że się do tego przygotowałam – zaczęłam więcej spać, jadłam lepiej, nie piłam alkoholu (chociaż raz mnie podkusiło i to był błąd!). Miałam też wsparcie psychoterapeutki, która mnie prowadziła przez to wszystko i jak miałam chwilę słabości, to pisałam do niej na czacie.
I wiesz co? Przeszłam to. Jestem bez Sertagenu już prawie 8 miesięcy. Mam czasem gorszy dzień, ale nie wróciłam do stanu z tamtego okresu. Czuję, że lepiej znam siebie i wiem, co robić, jak coś się psuje w środku.
Więc jeśli pytasz jak odstawić – to nie „czytać w necie i sama kombinować”, tylko na spokojnie z lekarzem. I jak masz wątpliwości, to nawet lepiej potrzymać się tego leku trochę dłużej niż za wcześnie zejść. Bo to nie cukierki, tylko poważna sprawa. Ale da się!