Pylera, który jest stosowany w leczeniu infekcji Helicobacter pylori, składa się z trzech różnych leków, w tym omeprazolu, który jest inhibitorem pompy protonowej. Omeprazol jest odpowiedzialny za zahamowanie produkcji kwasu żołądkowego, co jest kluczowe dla skuteczności leczenia Pylera.
Zaczęłam brać Pylerę 3 dni temu na Helicobacter pylori i mam wrażenie, że nic się jeszcze nie poprawiło. Nadal czuję takie pieczenie w żołądku i odbijanie po jedzeniu, czasem nawet gorsze niż wcześniej Czy to normalne, że na początku nie ma poprawy? Po jakim czasie u Was zaczęło działać? Czy ktoś czuł się lepiej dopiero po skończeniu leczenia? Trochę się martwię, bo te kapsułki są duże i czuję się po nich ciężko.
Miałam dokładnie to samo – pierwsze dni to była masakra, też myślałam, że coś jest nie tak. U mnie poprawa zaczęła się dopiero około 5. dnia, wcześniej miałam uczucie ciężaru w żołądku, a przez dwa dni nawet nudności. Pylera działa powoli, bo to antybiotyki, one muszą najpierw „dopaść” tę bakterię, a zanim się ją wypleni, to żołądek i tak jest jeszcze podrażniony.
Ja brałam wszystko zgodnie z zaleceniem – 3x3 kapsułki dziennie po posiłku + omeprazol rano i wieczorem. Dopiero po tygodniu poczułam, że brzuch przestał mnie tak palić, a po zakończeniu leczenia byłam jak nowa. Ale serio – trzeba dokończyć całe 10 dni, nawet jak w połowie ma się wrażenie, że nic nie działa. Potem już tylko test kontrolny po kilku tygodniach, u mnie wyszło negatywnie Więc głowa do góry, Pylera działa, tylko potrzebuje czasu.
ja zaczęłam czuć pierwszą ulgę mniej więcej po 4 dniach – wcześniej miałam wrażenie, że wszystko mnie pali od środka, jakby żołądek był żywym ogniem. W pierwszych dniach było nawet trochę gorzej, bo te antybiotyki potrafią nieźle namieszać w jelitach. Ale potem z każdym dniem było coraz lepiej.
Mój lekarz mówił, że to normalne, że poprawa nie przychodzi od razu, bo Pylera nie tylko działa na bakterie, ale też potrzebuje czasu, żeby błona śluzowa żołądka zaczęła się regenerować. U mnie dopiero po całej kuracji wrócił apetyt i zniknęły te kwaśne odbijania. Mój mąż też to brał parę miesięcy wcześniej i mówił, że dopiero po zakończeniu 10 dni poczuł się normalnie – więc raczej trzeba trochę cierpliwości.
Najgorsze to pierwsze dni, potem już z górki. Ja sobie pomagałam lekką dietą – zupy kremy, kleik ryżowy, gotowane warzywa, zero kawy i zero alkoholu. I faktycznie po 5–6 dniach czułam, że idzie ku lepszemu. Więc spokojnie, u większości poprawa przychodzi powoli, ale skutecznie.