Jaka dawka hydroksyzyny na sen?

Dawkowanie hydroksyzyny na sen może się różnić w zależności od konkretnych potrzeb pacjenta i reakcji na leczenie. Dawkowanie jest zwykle ustalane indywidualnie przez lekarza prowadzącego.


Temat jest powiązany z: https://medyk.online/lek/hydroksyzyna/jaka-dawka-hydroksyzyny-na-sen

Od jakiegoś czasu sięgam regularnie po hydroksyzynę, chociaż pierwotnie była przepisana mojej siostrze do sporadycznego stosowania przy problemach z zasypianiem. Początkowo zażywałam ją tylko okazjonalnie, gdy czułam się źle, ale w ostatnim czasie robię to znacznie częściej. Stosuję ją przed snem, kiedy mam trudności z zaśnięciem, ale także w ciągu dnia, gdy czuję, że emocje zaczynają mnie przytłaczać.

I tutaj zaczyna się problem – dawka, którą zwykle przyjmowałam (około łyżki stołowej), przestała być skuteczna. Zaczęłam zwiększać ilość, czasami do dwóch lub trzech łyżek, co prowadziło do sytuacji, że spałam nawet przez 20 godzin.

Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia z hydroksyzyną? Jakie mogą być skutki jej nadmiernego stosowania? Ostatnio zaczęłam się tym martwić, bo chyba trochę przesadziłam. Czy macie jakieś porady albo wiedzę na temat tego, co mi grozi przy takim dawkowaniu? Chętnie dowiem się, jak inni radzą sobie z podobnymi problemami.

Hej! Miałam kiedyś podobny problem z zasypianiem, szczególnie w trudnym okresie, kiedy zmagałam się z depresją. Hydroksyzyna bardzo mi wtedy pomogła – brałam ją regularnie, a na noc dodatkowo stosowałam afobam. Z czasem jednak udało mi się stopniowo odstawić te leki i od dawna niczego nie biorę, co uważam za duży sukces.

Z własnego doświadczenia radziłabym Ci spróbować ograniczyć stosowanie hydroksyzyny. Choć faktycznie daje przyjemne uczucie rozluźnienia i ułatwia zasypianie, to nie jest dobre rozwiązanie na dłuższą metę, ponieważ może prowadzić do uzależnienia. Warto poszukać innych metod na radzenie sobie z problemami ze snem. Mnie pomogła przede wszystkim ciężka praca nad sobą i wprowadzenie zdrowych nawyków. Trzymam kciuki, żeby i Tobie się udało! Powodzenia!

Czy ktoś z Was brał hydroksyzynę na problemy ze snem / bezsenność? Wrzucam zdjęcie opakowania, bo właśnie taką hydroksyzynę dostałam — Hydroxyzinum Adamed 25 mg. Od razu zaznaczę: wiem, że wiele osób męczy się z bezsennością dużo dłużej niż ja i trochę się wahałam, czy w ogóle pisać, bo u mnie trwa to „dopiero” od około dwóch miesięcy. Ale szczerze mówiąc, zaczyna mnie to już naprawdę dobijać, więc proszę o wyrozumiałość.

U mnie zaczęło się od problemów ze snem jakieś 2 miesiące temu. Na początku myślałam, że to chwilowe, ale z czasem zrobiło się coraz gorzej. Teraz mam już taki błędny krąg: nie śpię, bo stresuję się tym, że znowu nie zasnę. Wieczorem zamiast się wyciszać, czuję napięcie, lęk i takie oczekiwanie najgorszego. Od około roku zmagam się też z lękiem/nerwicą, ale miałam wrażenie, że było już trochę lepiej, dopóki nie zaczęły się te problemy ze snem.

Próbowałam już chyba większości rzeczy, które wszyscy polecają: ruch w ciągu dnia, magnez, witaminy rano, herbata rumiankowa, ograniczenie ekranu wieczorem, okulary blokujące światło niebieskie, zero alkoholu, medytacje, wyciszanie się przed snem itd. Niby robię wszystko „książkowo”, a i tak wieczorem dopada mnie panika, że znowu będę leżeć do rana.

W końcu poszłam do lekarza i opisałam całą sytuację. Powiedziałam też, że nie chcę niczego uzależniającego ani mocno „odcinającego”, bo kiedyś miałam problem z używkami/alkoholem i bardzo uważam na takie rzeczy. Dostałam właśnie hydroksyzynę 25 mg, tę ze zdjęcia. Ponieważ jestem dość lękową osobą i boję się skutków ubocznych, wczoraj nie wzięłam całej tabletki, tylko przecięłam ją na pół i wzięłam około godzinę przed snem.

I tu zaczyna się problem, bo zamiast się uspokoić, miałam wrażenie, że zrobiło mi się jeszcze gorzej. Nie wiem, czy to było w mojej głowie, czy faktycznie reakcja po leku, ale czułam jakby serce szybciej mi biło, byłam spięta i wcale nie poczułam takiego rozluźnienia, na jakie liczyłam. Finalnie prawie nie spałam całą noc, a dziś czuję się gorzej, niż gdybym po prostu nie wzięła niczego.

Czy ktoś miał podobne pierwsze doświadczenie z hydroksyzyną? Czy u kogoś na początku też zamiast wyciszenia pojawił się większy niepokój? Teraz trochę boję się spróbować ponownie, ale z drugiej strony zastanawiam się, czy może ta połówka była za mała i dlatego efekt był dziwny albo żaden. Boję się też brać całą tabletkę, bo czytałam, że po większej dawce można być bardzo zamulonym następnego dnia, a tego też chciałabym uniknąć.

To jest po prostu lek przeciwhistaminowy, coś w stylu leków z difenhydraminą. U mnie też próbowali hydroksyzyny na początku problemów ze snem. Jedna rzecz, której nie lubiłam w hydroksyzynie i podobnych lekach nasennych/przeciwhistaminowych, to to, że jeśli nie zasnęłam w tej pierwszej fali senności, to potem czułam się dziwnie, jakby bardziej pobudzona niż uspokojona.

To kołatanie serca mogło być od lęku, ale równie dobrze mogło być jakąś reakcją po leku. Nie brzmi mi to jednak jak coś niebezpiecznego, bardziej jak nieprzyjemne i stresujące odczucie. Jeśli to był Twój pierwszy raz z hydroksyzyną, to też może mieć znaczenie, bo pierwszy kontakt z nowym lekiem potrafi sam w sobie nakręcić niepokój. Ja bym dała sobie trochę czasu i obserwowała, jak reagujesz, bo czasem organizm musi się przyzwyczaić, a część dziwnych odczuć po kilku dniach słabnie.

Ja biorę hydroksyzynę doraźnie i u mnie wyglądało to tak: faktycznie pomagała mi na napięcie i lęk, ale na początku też byłam bardzo nakręcona, bo bałam się i bezsenności, i samego leku. Za dużo siedziałam w swojej głowie i przez to wszystko wydawało się jeszcze gorsze. Byłam już jednak tak zmęczona brakiem snu, że brałam po jednej tabletce przez trzy noce z rzędu, zanim zaczęłam jej ufać i trochę się rozluźniłam.

Potem zaczęło działać całkiem dobrze i zwiększyłam do 2 tabletek, czyli 50 mg. Wtedy faktycznie mnie „ścinało” na noc, ale senność mocno ciągnęła się też następnego dnia. Brałam 2 tabletki codziennie przez około 2 tygodnie, a kiedy odstawiłam, po dwóch dniach miałam mocne napady paniki bez konkretnego powodu. Nie byłam wtedy jakoś szczególnie zestresowana, a mimo to lęk był ogromny. Potem wróciłam do rozmowy z lekarzem i uznaliśmy, że mogło to być coś w rodzaju odbicia po odstawieniu. Po około 2 tygodniach przeszło.

Kiedy bezsenność wróciła, znowu sięgnęłam po hydroksyzynę, ale już ostrożniej: jedna tabletka 25 mg raz na kilka dni. U mnie najlepiej działała, kiedy brałam ją na pusty żołądek i dosłownie wtedy, gdy już kładłam się do łóżka. Efekt czułam po mniej więcej godzinie i zwykle zasypiałam właśnie wtedy, kiedy zaczynałam czuć senność.

Moim zdaniem może działać, ale trzeba wyłapać swój schemat. Ja bym na Twoim miejscu zapisywała sobie, ile bierzesz, o której godzinie, czy jadłaś wcześniej, jak szybko przyszła senność i jak się czułaś rano. U mnie dopiero takie obserwowanie pokazało, co ma sens, a co tylko pogarsza sprawę. Mam nadzieję, że w końcu uda Ci się trochę odetchnąć i przespać noc.

Mi też przepisano hydroksyzynę, mimo że mówiłam, że od lat brałam zolpidem. I znowu usłyszałam klasyczne gadanie o higienie snu. Tyle że ja naprawdę robię wszystko: ćwiczę mocno 6–7 dni w tygodniu, w dni odpoczynku joga albo medytacja, wieczorne rytuały, ograniczanie bodźców itd. Najbardziej wkurzyło mnie to, że nikt mnie nie uprzedził, że następnego dnia mogę się czuć jak po leku z difenhydraminą albo mocnym preparacie na przeziębienie/noc. Wzięłam i rano czułam się po prostu fatalnie, zamulona i ciężka. Więc rozumiem Twoje obawy przed większą dawką, bo u mnie właśnie ten „kac” następnego dnia był najgorszy.

Jeśli u Ciebie bezsenność mocno miesza się z lękiem, to możliwe, że największym problemem nie jest samo zasypianie, tylko ten lęk nakręcający się wieczorem. U mnie zaczęło się bardzo podobnie — około 2 miesiące problemów ze snem, do tego ogromny stres i niepokój, aż w końcu łóżko zaczęło mi się kojarzyć z pułapką. Leżałam, półprzysypiałam po godzinę czy półtorej i byłam coraz bardziej przerażona każdą kolejną nocą.

Też próbowałam wszystkich metod behawioralnych i u mnie nie dawały praktycznie nic. Dopiero kiedy wróciłam do leku przeciwdepresyjnego, który kiedyś brałam, po około 8 dniach udało mi się znowu zasnąć samodzielnie. Teraz zasypiam naturalnie, chociaż często śpię tylko 3–4 godziny, a potem czasem muszę ratować się lekiem nasennym, żeby dociągnąć resztę nocy.

U mnie zajęcie się lękiem bardzo pomogło. Nawet jeśli to na razie tylko kilka godzin naturalnego snu, to i tak daje mi nadzieję, że kiedyś wrócę do spania całej nocy bez żadnych tabletek. Przy Twoim opisie brzmi to trochę tak, jakby lęk przed samym snem był już dużą częścią problemu.

Dla mnie to jest absurdalne, że przepisuje się coś na lęk, co u części osób może ten lęk jeszcze bardziej nakręcić. Brałam w tym roku lorazepam doraźnie na lęk i szczerze mówiąc, bardzo mi pomógł. Kiedy brałam go zgodnie z dawkowaniem, wyciszał mnie, pomagał zasnąć i zatrzymywał atak lęku, zanim się rozkręcił. Problem w tym, że lekarze bardzo niechętnie go przepisują.

Miałam 60 tabletek i rozciągnęłam je praktycznie na cały rok, bo wiedziałam, że potem może być problem z kolejną receptą. Na szczęście mój lęk był na tyle rzadki, że potrzebowałam go mniej więcej raz w tygodniu. Potem mój lekarz przeszedł na emeryturę, a nowy odmówił przepisania lorazepamu i dał mi hydroksyzynę. Efekt? Tak jak się obawiałam — następnego dnia miałam po niej atak paniki.

Teraz mam zapas leku przeciwhistaminowego, który u mnie jest bezużyteczny, i lęk, z którym nadal nie mam co zrobić. Dlatego rozumiem, że boisz się wziąć ją drugi raz, bo jeśli pierwsze doświadczenie było takie dziwne, to łatwo się potem nakręcić jeszcze bardziej.