O matko, ja też brałam Izotek, ale to już będzie z 10 lat temu! Pamiętam, że wtedy byłam zachwycona, bo trądzik zniknął jak ręką odjął, a wcześniej walczyłam z tym dziadostwem całe życie. Skóra była gładka, zero pryszczy – no cudo! Ale jak teraz sobie myślę… to może faktycznie coś tam po tym zostało.
Po pierwsze, moja skóra do dziś jest sucha jak wiór. Kremy, maseczki, olejki – wszystko muszę używać, żeby jakoś wyglądać. W zimie szczególnie, bo jak nie posmaruję, to aż się sypie, jakbym łuszczycę miała, chociaż nigdy jej nie zdiagnozowano.
A te stawy, o których mówisz? Ojj, coś w tym jest. Mam 35 lat, a czasem czuję się, jakbym miała 60. Kolana trzeszczą, plecy bolą, a jak dłużej posiedzę na kanapie, to potem wstaję jak babcia. Czy to przez Izotek? Nie wiem, ale pamiętam, że już w trakcie kuracji bolały mnie stawy, szczególnie jak za długo chodziłam.
No i włosy… Kiedyś miałam takie gęste, że fryzjerki mnie zawsze chwaliły. A teraz? Cienkie jak niteczki, puszą się, wypadają… Może to kwestia hormonów, może stresu, ale czasem myślę, że ten Izotek mógł coś namieszać, bo przecież to silna chemia.
Z drugiej strony… nie żałuję. Jak patrzę na zdjęcia sprzed kuracji, to wiem, że zrobiłabym to jeszcze raz, bo życie z trądzikiem to był koszmar. Ale fakt, czasem się zastanawiam, czy to, co mam teraz, nie jest właśnie „prezentem” po Izoteku.