Dorastałam z tym problemem trochę „w rodzinie”, bo moja mama też miała umiarkowany albo nawet mocny trądzik. U mnie zaczęło się już w 4 klasie podstawówki. Na początku były to dosłownie jedna albo dwie małe krostki na czole. W 7 klasie z kilku krostek zrobiły się już większe skupiska zmian, które pojawiały się na policzkach i nosie. Czułam się z tym strasznie samotna, bo miałam wrażenie, że nikt w moim wieku nie ma takiej skóry.
Kiedy poszłam do lekarza, dostałam krem, który naprawdę zadziałał świetnie. Po dwóch tygodniach skóra była czysta. Przez jakiś czas myślałam, że mój problem z trądzikiem się skończył. Ale potem, w 8 klasie, dostałam pierwszą miesiączkę i wszystko się zmieniło. Trądzik wrócił dużo mocniejszy, a krem, który wcześniej był dla mnie wybawieniem, przestał działać.
Przez kolejne miesiące próbowałam nowych kremów przepisywanych przez lekarza. Jeden po drugim wysuszały mi skórę, która zaczęła się łuszczyć i boleć, ale trądzik dalej zostawał. Twarz była ciągle podrażniona, piekąca, a krostki pojawiały się dalej. W pewnym momencie odpuściłam leki na receptę i zaczęłam próbować wszystkiego innego: przykładania lodu do twarzy, drogich kosmetyków, punktowych preparatów wysuszających, serum, żeli do mycia na trądzik. Spędzałam godziny na szukaniu i testowaniu produktów, które obiecywały poprawę, ale nic nie pomagało.
W pierwszej klasie liceum miałam więcej trądziku niż kiedykolwiek wcześniej, a skóra była pokryta czerwonymi śladami i bliznami. Czułam, jakby trądzik przejmował kontrolę nad moim życiem. Każdego ranka budziłam się i widziałam nowe krostki. Nieważne, ile makijażu nakładałam — nie dało się ukryć zaczerwienienia ani nierównej struktury skóry. Czułam się przez to jeszcze gorzej. Unikałam luster, zdjęć, a czasem nawet wychodzenia z domu, bo nienawidziłam tego, jak wyglądam. Czułam się brzydka, zawstydzona i miałam wrażenie, że moja skóra wszystko mi niszczy.
W końcu trafiłam do dermatologa. Dostałam kilka opcji: drogie zabiegi laserowe, tabletki albo Izotek. Ponieważ Izotek wiąże się z wieloma możliwymi skutkami ubocznymi, najpierw zaproponowano mi doksycyklinę, czyli antybiotyk. Znowu miałam nadzieję, ale po kilku tygodniach pojawiły się u mnie silne działania niepożądane. Przełykanie stało się tak bolesne, że przez kilka dni prawie nie mogłam jeść. Musiałam odstawić lek, a potem dostałam coś innego, żeby uniknąć dalszych problemów.
Antybiotyk trochę zmniejszył trądzik, ale zdecydowanie za słabo. Skóra nadal była tłusta, zmiany zaczęły pojawiać się też na klatce piersiowej, a moja pewność siebie dalej spadała. Po trzech miesiącach słabych efektów zdecydowałam się na Izotek, mimo wszystkich strasznych historii, które czytałam w internecie. Bałam się, ale nie chciałam już dłużej tak żyć.
Patrząc z perspektywy czasu, żałuję, że tak długo zwlekałam. Izotek zmienił u mnie naprawdę dużo. Po raz pierwszy od lat moja skóra zrobiła się całkowicie czysta. Nadal mam blizny, ale stopniowo bledną, a najważniejsze jest to, że znowu czuję się dobrze we własnej skórze. Jedynym skutkiem ubocznym, który mocniej odczułam, była suchość, ale dało się ją opanować i szczerze mówiąc, po latach bardzo tłustej skóry było to dla mnie nawet trochę ulgą.
Do wszystkich osób, które walczą z trądzikiem — naprawdę rozumiem, przez co przechodzicie. Wiem, jak ciężko jest codziennie rano patrzeć w lustro i czuć, że nieważne, czego próbujesz, to i tak za mało. Wiem, jak to jest unikać zdjęć, marzyć o tym, żeby filtry działały w prawdziwym życiu, i ciągle mieć nadzieję, że skóra w końcu się zagoi. Trądzik potrafi sprawić, że człowiek czuje się jak więzień we własnym ciele.
Jeśli próbowaliście już wszystkiego i nic nie działa, nie bójcie się rozważyć Izoteku. To nie chodzi tylko o czystą skórę, ale o odzyskanie siebie. O wyjście z domu bez strachu i wstydu. Izotek oddał mi pewność siebie. Nie jesteście sami, a droga do poprawy jest tego warta. Trzymajcie się — zasługujecie na to, żeby znowu dobrze czuć się ze sobą.