Zaczęłam brać Setaloft po ogromnym kryzysie – depresja po porodzie, trójka dzieci, zero snu, wszystko mnie przerastało. Lekarka dała mi 25 mg przez tydzień, potem 50. I co? Przez pierwsze dwa tygodnie byłam wrakiem człowieka. Miałam wrażenie, że wszystko się nasiliło – serce mi waliło, w brzuchu ścisk, a najgorsze było to uczucie “odcięcia” od siebie.
Ale nie przerwałam, bo miałam wsparcie męża i wiedziałam, że ten lek musi się rozkręcić. U mnie konkretna poprawa zaczęła się po 4 tygodniach. Nagle któregoś dnia obudziłam się i nie miałam lęku w klatce. Pierwszy raz od miesięcy.
Teraz biorę już 100 mg i żyję! Nie jestem euforyczna, ale jestem stabilna. Mogę się zająć dziećmi, ugotować obiad, obejrzeć serial i się nawet zaśmiać.