Dziewczyny, bardzo proszę o poradę, bo strasznie się stresuję. Mój synek ma pół roku i dziś złapał rączką gorące jedzenie. Od razu pojechaliśmy do lekarza, bo spanikowałam. Lekarz przepisał nam Argosulfan, ale mam teraz spore wątpliwości, czy to na pewno dobre postępowanie przy takim maluszku. Czytałam już tyle różnych opinii, że sama nie wiem, co myśleć, bo wszędzie piszą co innego i podobno teraz często odchodzi się od smarowania poparzeń różnymi maściami.
Posmarowałam mu to tak, jak zostało zalecone, potem delikatnie owinęłam bandażem i dałam jałowy gazik, żeby sobie tego nie rozdrapał i dodatkowo nie uszkodził. Wrzucam też zdjęcia, które zrobiłam, żeby było lepiej widać, jak to wygląda na paluszkach. Na zdjęciach widać, że porobiły się takie pęcherzyki i skóra wygląda na podrażnioną, dlatego tym bardziej się martwię, czy wszystko zostało dobrze zabezpieczone.
Byliśmy u lekarza od starszych dzieci, bo tylko taki był dostępny na szybko i mógł nas przyjąć od ręki. Nie ukrywam, że to też trochę zwiększa mój niepokój, bo zastanawiam się, czy z takim małym dzieckiem nie powinnam jednak skonsultować tego jeszcze raz z kimś innym, najlepiej bardziej „niemowlęcym”.
Czy któraś z Was miała podobną sytuację u takiego malucha? Czy przy takim poparzeniu Argosulfan i opatrunek faktycznie są okej, czy lepiej jutro pojechać jeszcze do innego lekarza dla pewności? Będę bardzo wdzięczna za każdą odpowiedź, bo naprawdę siedzi mi to w głowie i boję się, żeby mu nie zaszkodzić.

