Brałam Atywię, ponieważ miałam problem z bardzo długimi i obfitymi krwawieniami, które ciągnęły się tygodniami i nie chciały się unormować. Sama sytuacja była dla mnie stresująca, ale początki stosowania tabletek okazały się jeszcze trudniejsze, niż się spodziewałam. Po pierwszych tabletkach czułam się naprawdę dziwnie — miałam wrażenie, jakby wszystko wokół mnie lekko „pływało”, byłam oszołomiona i trudno było mi normalnie funkcjonować.
Kolejne dni były trochę lepsze, więc przez chwilę miałam nadzieję, że organizm po prostu musi się przyzwyczaić. Niestety po około półtora tygodnia zaczęły się bardzo silne migreny, a do tego pojawiał się regularny ból w klatce piersiowej. To mnie mocno zaniepokoiło i dość szybko zdecydowałam, że nie chcę dalej brać Atywii, mimo że pod względem krwawienia faktycznie zadziałała — krwawienie się zatrzymało i pod tym kątem lek zrobił to, czego oczekiwałam.
Problem polegał na tym, że skutki uboczne były dla mnie zbyt mocne. Wcześniej brałam już inne tabletki antykoncepcyjne i też zdarzały mi się różne objawy, ale przy Atywii czułam się wyjątkowo źle. Najbardziej przeszkadzały mi właśnie migreny, dziwne zawroty/oszołomienie i ból w klatce piersiowej, bo to nie były lekkie dolegliwości, które dało się po prostu zignorować.
Warto też uważać na regularność przyjmowania tabletek. Przy takich lekach bardzo łatwo zestresować się, jeśli zapomni się tabletki albo weźmie ją z dużym opóźnieniem, bo potem trzeba pilnować zaleceń dotyczących dalszego stosowania i dodatkowego zabezpieczenia. Dla mnie było to kolejne źródło napięcia, zwłaszcza że nie chciałam zaczynać kolejnego opakowania tylko po to, żeby znowu przerwać je przez złe samopoczucie.
Ostatecznie Atywia pomogła mi na krwawienie, ale całościowo nie mogę powiedzieć, że dobrze ją tolerowałam. U mnie bilans wyszedł na minus — efekt był, ale cena w postaci samopoczucia była za wysoka. Teraz skupiam się na rozwiązaniu przyczyny problemu, a nie tylko na maskowaniu objawów tabletkami. Jeśli kiedyś znowu miałabym wrócić do antykoncepcji hormonalnej, to raczej nie wybrałabym ponownie Atywii.