Mój synek (ma 4 lata i 2 miesiące) zmaga się z zapaleniem spojówek. Pierwsze objawy pojawiły się jakieś trzy tygodnie temu – wtedy okulistka przepisała Sulfacetamidum, krople do oczu, które mieliśmy zakraplać 3 razy dziennie po 2 krople do obu oczu. Dość szybko zadziałały i wydawało się, że wszystko wróciło do normy.
Potem jeszcze kilka razy pojawiła się lekka ropka w jednym oku, ale nie wyglądało to na coś poważnego, więc już nie poszliśmy z tym ponownie do lekarza. Aż do poniedziałku – wtedy rano nie mógł otworzyć oczu, tak bardzo były zaropiałe. Tym razem pediatra zaleciła, żeby nadal przemywać oczka Sulfacetamidum, ale dodatkowo przepisała Biodacynę Ophthalmicum – po 1 kropli do każdego oka, 2 razy dziennie, przez 7 do 10 dni.
Dziś mamy piątek i poprawa jest, ale bardzo powolna. Ropki trochę mniej niż wcześniej, ale oczy nadal są lekko zaróżowione, a rano trochę sklejone. Martwi mnie, że po tylu dniach nie widać szybszej poprawy.
Lekarka nie potrafiła jednoznacznie określić, czy to wirusowe, bakteryjne, czy może alergiczne zapalenie spojówek. Powiedziała, że wygląda to raczej na niedoleczone wcześniejsze zakażenie, które teraz się zaostrzyło. Poza tym synek od kilku dni ma bardzo nieprzyjemny zapach z buzi rano, a w kącikach ust robi mu się sucha, podrażniona skóra – pewnie od śliny. Migdałki ma też lekko powiększone (ale to już od dłuższego czasu). Dla spokoju jakiś czas temu zrobiliśmy wymaz z gardła – nie wykryto ani bakterii, ani grzybów.
Nie wiem, czy kontynuować Biodacynę przez pełne 10 dni, skoro poprawa jest tak powolna… Czy ktoś miał podobną sytuację z tymi kroplami? Czy one potrzebują więcej czasu, żeby zadziałać? Będę wdzięczna za każde doświadczenie.