Opinie Bioxetin

Jakie są Wasze doświadczenia z lekiem Bioxetin? Czy zauważyliście poprawę w leczeniu depresji, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych lub bulimii? Czy wystąpiły u Was jakieś skutki uboczne, takie jak nudności, bóle głowy, zaburzenia snu czy zmniejszenie libido? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla innych osób stosujących ten lek – każda historia ma znaczenie!

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Mało jest pozytywnych historii o lekach przeciwdepresyjnych albo trafiam na takie, gdzie ludzie przyjmują je w niewłaściwy sposób. Chciałam podzielić się swoją historią – pozytywną.

Od zawsze cierpiałam na uogólnione zaburzenie lękowe, bardzo ciężką postać zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (OCD) oraz zaburzenia paniczne. Pierwszy epizod lękowy pamiętam jeszcze z przedszkola. Mam wrażenie, że urodziłam się już z tymi problemami. Jako dziecko byłam ekstremalnie niespokojna, miałam silny lęk separacyjny wobec rodziców i bardzo nasilone OCD. Myślałam, że wszyscy tak mają, nie wiedziałam, że się czymkolwiek różnię.

Z czasem było coraz gorzej. W szkole podstawowej rozwinęła się u mnie trichotillomania (kompulsywne wyrywanie włosów). W liceum moje wyniki w nauce gwałtownie spadły – z bardzo dobrych ocen do zupełnych porażek. Przestałam wychodzić z domu. Moje zaburzenia lękowe i napady paniki były tak intensywne, że objawiały się także fizycznie – całe ciało drżało, gdy miałam opuścić dom. Nie piłam alkoholu, bo bałam się wymiotowania. Moje życie było koszmarem pełnym fobii i lęków. Każdej nocy modliłam się, żeby to minęło.

W wieku 16 lat czułam się jak więźniarka własnego umysłu. Każdy dzień był najgorszym dniem mojego życia. Nie miałam ani chwili przerwy od myśli. Moi rodzice nie rozumieli problemu, bo w mojej kulturze zdrowie psychiczne to temat tabu. Trafiłam do wielu lekarzy, ale wszyscy mówili, że „to dojrzewanie”, nikt nie wspomniał, że powinnam iść na terapię. Nie miałam żadnego wsparcia.

W wieku 22 lat próbowałam popełnić samobójstwo. Przeżyłam i zmuszono mnie do rozpoczęcia leczenia farmakologicznego. Byłam wściekła. Byłam przeciwko lekom przeciwdepresyjnym. Przerażało mnie to, czułam, że to coś „nienaturalnego”. Lekarz rodzinny przepisał mi wenlafaksynę (SNRI). Po 8 tygodniach jej stosowania faktycznie nie miałam już myśli samobójczych, ale za to przytyłam ogromnie, co tylko pogorszyło mój stan. Pojawiły się także omamy słuchowe – pewnego wieczoru usłyszałam głos, który kazał mi udusić mamę. Wpadłam w panikę, a rodzice natychmiast zawieźli mnie do szpitala.

Tam spotkałam pielęgniarkę psychiatryczną, która mnie uspokoiła i zorganizowała mi wizytę u psychiatry na następny dzień. Ta jedna wizyta uratowała moje życie. Zrozumcie jedną rzecz – NIE idźcie do lekarza rodzinnego po leki na depresję, OCD czy zaburzenia lękowe. To BŁĄD. Musicie udać się do psychiatry, bo tylko on jest w stanie dobrać odpowiednie leczenie.

Następnego dnia po raz pierwszy w życiu zobaczyłam psychiatrę. Opowiedziałam jej wszystko – o dzieciństwie, fobiach, OCD. Wezwała moich rodziców, żeby wyjaśnić im całą sytuację. Powiedziała im, że moje zaburzenia to wynik nierównowagi chemicznej w mózgu i że cierpię na nie od zbyt długiego czasu. Moja rodzina wreszcie zrozumiała.

Lekarka oznajmiła, że jestem na złym leku. Powiedziała, że wenlafaksyna (SNRI) nie jest właściwym wyborem przy OCD i uogólnionym lęku – potrzebowałam SSRI, a konkretnie fluoksetyny. Stwierdziła, że ponieważ moje ścieżki neuronowe przez ponad 20 lat funkcjonowały w określony sposób, będę potrzebować wysokiej dawki, zwłaszcza na OCD i lęk.

Wielu ludzi bierze 20 mg lub 40 mg fluoksetyny na lęki i OCD, ale to często za mało. Prawidłowa dawka to co najmniej 60 mg. Ludzie, którzy mówią, że SSRI im „nie pomogły”, często brali zbyt niską dawkę. 40-80 mg to skuteczna dawka na OCD i zaburzenia lękowe – nie bójcie się jej zwiększać.

Zaczęłam od 40 mg fluoksetyny (Bioxetinu), potem stopniowo zwiększałam dawkę do 100 mg, aż finalnie ustabilizowałam się na 80 mg dziennie. Tak, efekty uboczne były koszmarne – mdłości, bezsenność, drżenie, niepokój. Ale dostałam dodatkowo lorazepam (zamiennik Xanaxu) na początek terapii, by przetrwać pierwsze tygodnie zanim fluoksetyna zacznie działać. To było kluczowe – warto wspomagać się doraźnymi lekami uspokajającymi na początku kuracji SSRI, bo organizm potrzebuje czasu na adaptację.

Cztery miesiące po rozpoczęciu leczenia obudziłam się pewnego dnia i byłam zdrowa. Tak, wyleczona. Nie miałam OCD. Nie miałam lęków. Nie miałam fobii. Po prostu byłam wolna.

Nie potrzebowałam terapii. Po prostu wysokie dawki fluoksetyny (Bioxetinu) przeprogramowały mój mózg.

I teraz najważniejsze: NIE odstawiajcie leków. OCD, lęki, depresja – to nie są rzeczy, które „same miną”. Nie kombinujcie z niskimi dawkami. Jeśli lekarz zaleci 20 mg – poproście o więcej, jeśli objawy nie ustępują. Trzeba dostosować leczenie do swojego organizmu.

Dziś, po 5 latach na 80 mg Bioxetinu dziennie, mogę powiedzieć, że moje życie jest pełne szczęścia. Bez tego leku już by mnie nie było.

Przepisano mi Bioxetin na lęk, zaburzenia paniczne i łagodną depresję.

Pierwszy tydzień był naprawdę trudny – czułam się bardzo smutna, osłabiona, miałam tachykardię. Mój lęk się nasilił, nie potrafiłam się w ogóle zrelaksować.

W drugim tygodniu zaczęłam jeść trochę więcej, mdłości nieco ustąpiły, ale nadal miałam zawroty głowy i mój sen był kompletnie rozregulowany.

Trzeci tydzień był już lepszy – lęk trochę się zmniejszył, ale nadal było ciężko. A potem, w czwartym tygodniu, obudziłam się i czułam się inaczej. Byłam bardziej stabilna emocjonalnie, prawie nie płakałam, a co najważniejsze – zaczęłam czuć się obecna w swoim życiu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam takie poczucie.

Minął miesiąc i mam nadzieję na dalszą poprawę.

Jeśli się zmagasz i boisz się leczenia – nie bój się! Dasz radę!