Opinie Depakine

Mój syn zaczął brać Depakine, gdy zdiagnozowano u niego padaczkę potyliczną w wieku 3 lat (teraz ma 5,5 roku). Od razu zauważyłam skutki uboczne – bardzo trzęsły mu się ręce, do tego stopnia, że przestał rysować i kolorować, bo nie był w stanie utrzymać kredki. Skarżył się też na zawroty głowy i miał częste koszmary nocne. Po kilku miesiącach stosowania było widać, że sam wie, kiedy zbliża się pora dawki, bo jeśli się spóźnialiśmy albo zdarzyło się pominąć lek, drżenie i zawroty wyraźnie się nasilały. Mimo tych minusów muszę przyznać, że lek działa u niego bardzo dobrze. Poza koniecznością wykonywania badań krwi (enzymy wątrobowe) co 6 miesięcy, od momentu rozpoczęcia leczenia miał tylko dwa napady. Z czasem nauczyliśmy się żyć ze skutkami ubocznymi. Syn nie korzysta już z kolorowanek, tylko rysuje odręcznie, dzięki czemu nie stresuje się wychodzeniem poza linie. Na koszmary kupiliśmy mu łapacz snów i faktycznie teraz dużo rzadziej narzeka na złe sny. Patrząc całościowo – mimo trudnych początków i skutków ubocznych – leczenie Depakine było tego warte, bo kontrola napadów okazała się dla nas najważniejsza.