Z góry przepraszam za długość, ale mam sporo do powiedzenia, bo biorę wiele leków i mam kilka zaburzeń, więc uważam, że to wszystko ma znaczenie. Nigdy wcześniej nie pisałem opinii o żadnym leku, ale przed rozpoczęciem Doxepinu naczytałem się przerażających recenzji i prawie zrezygnowałem. Dlatego chcę dorzucić swoje „trzy grosze”, żeby może kogoś zachęcić, żeby przynajmniej spróbował, zanim z góry powie lekarzowi „nie”.
Trochę o mnie: mam chorobę afektywną dwubiegunową, bezsenność, uogólnione zaburzenia lękowe, napady paniki i ADHD. Jak można się domyślić, same te zaburzenia plus leki na nie sprawiają, że porządny sen to koszmar (bez gry słów). Problemy ze snem mam od nastolatka. W dzień z kolei całe życie chodziłem zmęczony – nawet na stymulantach na ADHD czułem się jak zombie. Zacząłem nawet podejrzewać u siebie jakąś formę narkolepsji.
Przez lata brałem chyba wszystko, co istnieje na sen: Ambien, Lunesta, Hydroxyzine, Trazodone – dosłownie wszystko. Albo byłem następnego dnia totalnie zamulony, albo miałem skutki uboczne. Ambien zafundował mi np. czterogodzinne halucynacje – widziałem wróżki latające po „lesie”, który rósł na moich ścianach. Serio. Totalnie mijało się to z celem, skoro lek miał pomóc spać.
W końcu powiedziałem psychiatrze nie tylko o bezsenności, ale też o chronicznym zmęczeniu w dzień. Uznała, że to może być po prostu efekt kiepskiej jakości snu, nawet jeśli nie pamiętam wybudzeń. Zaproponowała Silenor, czyli Doxepin – wyjaśniła, że w wyższych dawkach to lek przeciwdepresyjny, ale w bardzo małych dawkach stosuje się go na sen. Spodobało mi się, że nie uzależnia, bo naprawdę nie potrzebuję kolejnych leków o potencjale uzależniającym.
Biorę najniższą dawkę 3 mg i to w zupełności mi wystarcza. Nie zwiększałem do 6 mg. Szczerze mówiąc, bardzo bałem się jednego z opisywanych działań niepożądanych – tzw. „sleep driving” czy chodzenia przez sen, jak po Ambienie. Przez pierwsze pięć dni oddawałem mamie kluczyki do auta, pochowałem potencjalnie niebezpieczne rzeczy, rodzina miała mnie obserwować. Na szczęście nie wydarzyło się absolutnie nic niepokojącego.
I teraz najlepsze – obudziłem się po kilku dniach i czułem się najlepiej wypoczęty w całym swoim życiu. Serio. Wstawałem przed budzikiem, bez wciskania drzemki dziesięć razy. Zero porannego zamulenia. Miałem energię przez cały dzień i ogarniałem wszystko, co było do zrobienia.
Biorę Doxepin od około dwóch miesięcy i nadal działa tak samo dobrze. Każdego ranka budzę się wypoczęty. Mam nadzieję, że nie przestanie działać jak niektóre inne leki w przeszłości. Zdarzyło mi się zapomnieć dawki i wtedy od razu czuję różnicę – następnego dnia jestem znowu senny i przymulony.
Jeśli chodzi o „łatwość stosowania”, dałbym 4/5 tylko dlatego, że trzeba brać go na pusty żołądek (min. 3 godziny od ostatniego posiłku). Czasem o tym zapominam, ale szczerze mówiąc, nie zauważyłem dużej różnicy w działaniu.