Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Histigenu (betahistyny) w leczeniu zawrotów głowy, szumów usznych lub w przebiegu choroby Ménière’a? Czy zauważyliście realną poprawę – rzadsze napady wirowania, mniejsze nasilenie szumów, zmniejszenie uczucia pełności w uchu albo poprawę komfortu codziennego funkcjonowania? Po jakim czasie od rozpoczęcia terapii pojawiły się pierwsze efekty? Czy działanie było stopniowe, czy raczej wyraźnie odczuwalne po kilku tygodniach? Jak wyglądały u Was ewentualne działania niepożądane? Czy występowały takie objawy jak bóle głowy, nudności, dolegliwości żołądkowe, nasilenie zawrotów na początku leczenia albo inne niepokojące reakcje? Wasze doświadczenia mogą być bardzo pomocne dla osób, które dopiero zaczynają terapię Histigenem albo zastanawiają się, czy ten lek może przynieść im ulgę w problemach z błędnikiem.
U mnie zaczęło się od dziwnych zawrotów głowy – nie takich zwykłych, tylko jakby świat nagle robił obrót o 360 stopni. Najgorzej było rano i w sklepach pod światłem. Do tego dochodziło uczucie pełności w uchu i czasem szum, jakby ktoś włączył cichy czajnik.
Na początku myślałam, że to przemęczenie albo kręgosłup szyjny, ale jak atak złapał mnie w pracy i musiałam się położyć w pokoju socjalnym, to stwierdziłam, że coś jest nie tak. Dostałam Histigen i powiem tak – cudów po pierwszej tabletce nie było. Wręcz przez pierwsze dni miałam wrażenie, że nic się nie zmienia.
Dopiero po około 3–4 tygodniach zaczęłam zauważać różnicę. Napady były rzadsze i słabsze. Już nie miałam takiego wirowania, że musiałam łapać się ściany. Nadal czasem czuję lekką niestabilność, ale to nie to samo co wcześniej. Mogę normalnie wyjść z domu bez stresu, że zaraz mnie „odetnie”.
Jeśli chodzi o skutki uboczne, u mnie praktycznie nic poważnego. Może lekki ból głowy na początku i trochę dyskomfort w żołądku, ale minęło. Największy problem był psychiczny – strach, że to wróci.