Stosuję Hydroquenin od około półtora roku w dawce 400 mg dziennie. Lek pomaga mi w pewnym stopniu kontrolować objawy choroby, chociaż nie mogę powiedzieć, że całkowicie je eliminuje. Mój lekarz tłumaczył mi jednak, że Hydroquenin jest jednym z najłagodniejszych i najbezpieczniejszych leków stosowanych w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów, dlatego często jest wybierany jako podstawa terapii. Na początku leczenia zauważyłam pewne dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, głównie dyskomfort żołądka, ale okazało się, że można to łatwo ograniczyć. Wystarczy, że przyjmuję Hydroquenin po posiłku, wtedy żołądek reaguje znacznie lepiej i problem praktycznie przestaje być uciążliwy. Ze względu na sposób działania hydroksychlorochiny jestem także regularnie kontrolowana przez okulistę, zgodnie z zaleceniami mojego reumatologa. Badania wykonywane są co pewien czas, aby sprawdzić, czy lek nie wpływa na wzrok. Na szczęście jak dotąd wszystkie wyniki badań są prawidłowe i nie pojawiły się żadne problemy ze wzrokiem.
Jeśli chodzi o działania niepożądane, zauważyłam jedynie delikatne swędzenie skóry, ale nie pojawiła się pokrzywka ani żadna wyraźna wysypka. Objaw jest raczej łagodny i nie przeszkadza mi w codziennym funkcjonowaniu.
W zeszłym roku lekarz zdecydował się rozszerzyć leczenie i dodał do terapii metotreksat oraz kwas foliowy, ponieważ mimo stosowania Hydroquenin nadal nie czułam się w pełni dobrze. Niestety w moim przypadku ta kombinacja okazała się bardzo trudna do tolerowania. Pojawiły się bolesne owrzodzenia w jamie ustnej, silne bóle głowy, nudności oraz duże zmęczenie, przez co codzienne funkcjonowanie stało się znacznie trudniejsze.
Z tego powodu lekarz zdecydował o odstawieniu metotreksatu i kwasu foliowego, ponieważ działania niepożądane były zbyt uciążliwe. Obecnie stosuję tylko Hydroquenin oraz ibuprofen, co pozwala mi w miarę normalnie funkcjonować zarówno w pracy, jak i w domu.
Lekarz wspominał, że kolejnym możliwym etapem leczenia mogłyby być leki biologiczne podawane w formie zastrzyków, jednak na razie staram się tego uniknąć. Trochę obawiam się takiej terapii, zwłaszcza ze względu na ryzyko infekcji, dlatego na ten moment pozostaję przy obecnym schemacie leczenia, który nadal pozwala mi utrzymać chorobę w dość stabilnym stanie.