Opinie Iporel

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Iporelu (klonidyny) w leczeniu nadciśnienia albo w innych wskazaniach, w których był Wam przepisany? Czy zauważyliście wyraźną poprawę w kontroli ciśnienia, zmniejszenie kołatań serca, napięcia czy uczucia „wewnętrznego pobudzenia”? A może lek pomógł także w uspokojeniu, poprawie snu albo ogólnym wyciszeniu organizmu? Jestem też ciekawa/ciekawy, jakie działania niepożądane pojawiły się u Was w trakcie terapii, np. senność w ciągu dnia, zawroty głowy, uczucie osłabienia, suchość w ustach, spowolnienie tętna, spadki ciśnienia przy wstawaniu czy problemy z koncentracją. Jak organizm reagował na początek leczenia i czy z czasem te objawy się zmniejszały? Jeśli ktoś z Was miał doświadczenie z odstawianiem Iporelu lub zmianą dawki, dajcie znać, jak to przebiegało i czy pojawiły się jakieś nieprzyjemne objawy. Wasze opinie mogą być bardzo pomocne dla osób, które dopiero zaczynają terapię Iporelem albo zastanawiają się, czego realnie mogą się po nim spodziewać.

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Przez pierwsze dwa miesiące działało naprawdę dobrze – objawy wyraźnie się uspokoiły i byłam zadowolona. Niestety, wchodząc w trzeci miesiąc, zaczęłam zauważać, że uderzenia gorąca stopniowo wracają i są coraz częstsze.

Lekarz zdecydował się zmienić preparat z markowego na generyczny i teraz czekam, żeby zobaczyć, czy to coś zmieni. Na razie obserwuję, bo trudno powiedzieć, czy to kwestia dawki, samego plastra, czy po prostu organizm się „przyzwyczaił”.

Jeśli chodzi o skutki uboczne, to mam dwa, które są dość uciążliwe:

  • Miejscowa reakcja skórna w miejscu przyklejenia plastra – po każdym zostaje ślad, taki jakby kwadratowy „odcisk”, więc mam ich już sporo w różnych miejscach. Skóra jest podrażniona i wygląda to mało estetycznie.

  • Od pewnego czasu pojawiają mi się małe ranki wewnątrz nosa. Nie mam pewności, czy to faktycznie przez lek, czy zbieg okoliczności, ale wcześniej nigdy czegoś takiego nie miałam, więc zaczęłam to ze sobą łączyć.

Na razie daję temu jeszcze trochę czasu po zmianie na generyk, ale szczerze mówiąc – liczyłam, że efekt utrzyma się dłużej, a nie zacznie słabnąć po dwóch miesiącach. Jeśli ktoś miał podobnie na plastrach z klonidyną, to chętnie poczytam, jak to wyglądało u Was.

Jestem dopiero czwarty dzień, ale pierwszą noc od wielu miesięcy przespałam naprawdę spokojnie. Byłam już w takim stanie wyczerpania, że psychicznie było bardzo ciężko – czułam się na granicy (nie w sensie dosłownym, ale wiecie, jak człowiek jest kompletnie zajechany).

Dziś wstałam wypoczęta i po raz pierwszy od dawna mam wrażenie, że wraca „stara ja” – spokojniejsza, bardziej obecna, mniej rozbita. Sama nie mogę uwierzyć, jak duża to różnica po tak krótkim czasie.

Bardzo, bardzo mam nadzieję, że ten efekt się utrzyma, bo po długim okresie bez snu i ciągłego napięcia to jest jak łyk powietrza. Na razie trzymam kciuki i chłonę każdy normalny dzień.

Mój mąż bierze Iporel na nadciśnienie dopiero od dwóch tygodni i szczerze mówiąc – średnio to wygląda. Owszem, ciśnienie trochę się obniżyło, więc pod tym względem coś tam działa, ale kosztem codziennego funkcjonowania. Jest ciągle senny, praktycznie cały dzień chodzi jak nieprzytomny, a do tego ma tak strasznie suchą buzię, że non stop jest po prostu poirytowany i czuje się niekomfortowo.

Najgorsze jest to, że ta senność i suchość w ustach wcale nie słabną – myśleliśmy, że organizm się przyzwyczai, ale na razie nie widać poprawy. Pije wodę bez przerwy, ssie bezcukrowe cukierki, a i tak narzeka, że to nic nie daje. Ciężko mu normalnie pracować i skupić się na czymkolwiek.

Naprawdę nie wierzę, że to jedyna opcja, skoro skutki uboczne są aż tak uciążliwe. Ciśnienie to jedno, ale jeśli człowiek przez lek ledwo funkcjonuje, to też nie jest rozwiązanie. Musi być coś innego, co można spróbować, bo w tej formie to leczenie jest dla niego bardzo trudne.

Trafiłam na SOR z ciśnieniem 170/131. Wiem, brzmi strasznie. Ten lek faktycznie bardzo szybko obniżył mi ciśnienie, ale uczciwie mówiąc – czuję się jak zombie. Marzyłabym o czymś, co działałoby tak samo skutecznie, ale bez tego efektu otępienia. Na razie jednak nie wybrzydzam, bo stawka była dużo wyższa.

Próbowałam wcześniej odstawić alkohol „z dnia na dzień” i dopiero teraz wiem, że to był najgorszy możliwy pomysł (przynajmniej w moim przypadku). Byłam szczera z lekarzem i pielęgniarkami na SOR-ze – wszystko im powiedziałam – i naprawdę podeszli do tego ze zrozumieniem. Jednocześnie jasno usłyszałam, że ciśnienie było niebezpiecznie wysokie i nie ma tu miejsca na eksperymenty.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jak realne są zagrożenia przy nagłym odstawieniu alkoholu albo innych substancji. Udar, drgawki, zawał – to nie są teoretyczne straszaki. Dlatego serio: nie próbujcie robić tego sami. Jeśli ktoś chce zejść z alkoholu albo leków, trzeba szukać pomocy, a nie grać bohatera.

Od bardzo dawna żyłam z potwornie wysokim ciśnieniem. Ciągle miałam wrażenie, jakby głowa miała mi zaraz eksplodować, do tego dziwne uczucie za oczami – nie typowy ból ani ucisk, tylko coś trudnego do opisania. Przerobiłam praktycznie wszystkie leki na nadciśnienie, jakie dało się zaproponować, i każdy kończył się tym samym: fatalne samopoczucie, mdłości, osłabienie, poczucie, że zaraz padnę. Mimo to zawsze byłam gotowa spróbować kolejnego, „działającego inaczej”, bo chciałam w końcu normalnie funkcjonować.

W końcu, po całej serii porażek, przyszła kolej na Iporel. Szczerze? Ten lek kompletnie zmienił moje życie. Na początku cieszyłam się już z samego faktu, że minął tydzień i nie wyrzuciłam tabletek do kosza, bo wcześniej często tak się kończyło – miałam wrażenie, że zaraz umrę po innych lekach. Tutaj… nic takiego. Poza lekkim zmęczeniem na początku, kiedy organizm przyzwyczajał się do tego, że ciśnienie wreszcie przestało być zabójcze, nie miałam praktycznie żadnych skutków ubocznych.

Co najważniejsze – ciśnienie spadło niemal od razu do całkiem normalnych wartości i… po prostu tam zostało. Bez huśtawki, bez dramatów. Wraz z tym nagłym spadkiem zauważyłam coś jeszcze: więcej energii i przede wszystkim spokój. Zniknęło to ciągłe napięcie i lęk „bez powodu”, z którym żyłam latami i myślałam, że to po prostu moja natura.

Działa, ale na skutki uboczne trzeba się trochę uodpornić. Nie mogę brać ani leków moczopędnych, ani beta-blokerów, a Iporel okazał się najskuteczniejszy ze wszystkich leków na ciśnienie, jakie próbowałam.

Najgorsze działania niepożądane to suchość w ustach i suchość oczu, ale da się nad tym zapanować – woda pod ręką, bezcukrowe gumy albo cukierki, krople do oczu i jest dużo lepiej.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć jedno: jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony, pierwsza tabletka potrafi „uderzyć” konkretnie. U mnie to było uczucie mocnego uspokojenia i senności – serio, jak po trzech martini naraz. Z czasem organizm się przyzwyczaja i ten efekt jest znacznie słabszy, ale początek potrafi zaskoczyć.

Miałam poważny wypadek – doszło do zmiażdżenia nerwów w odcinku piersiowym kręgosłupa. Przez 8 lat nikt tego nie wykrył, ciągle byłam źle diagnozowana, aż w końcu trafiłam na świetnego anestezjologa zajmującego się leczeniem bólu. To on w końcu znalazł trzy poziomy zmiażdżonych nerwów i aż trudno uwierzyć, że tyle lat żyłam w bólu 24/7 i nikt wcześniej tego nie ogarnął.

Zabieg ablacji nerwów bardzo mi pomógł. Od początku czułam, że to jest ból fizyczny, a nie „w głowie”, i że zamiast robić się lepiej, było tylko gorzej. Znajomy, który jest lekarzem-specjalistą, nie mógł uwierzyć, jak silny ból znosiłam, i to on doradził mi wizytę u anestezjologa. Do dziś żałuję, że nie trafiłam do takiego specjalisty od razu, tylko dopiero po 8 latach ciągłego bólu.

Przez ten czas byłam na bardzo wysokich dawkach OxyContinu – dochodziło nawet do 80 mg. Teraz schodzę z dawek naprawdę szybko: z 80 mg → 40 mg → 80 mg, a obecnie jestem już na 40 mg trzy razy dziennie, wszystko w niecały miesiąc. Daje się, ale są skutki uboczne – strasznie suche oczy, sucho w ustach, czasem aż trudno mówić, jeśli nie żuję bezcukrowych cukierków albo nie popijam wody. Noszę wodę dosłownie wszędzie.

Budzę się praktycznie każdej nocy około 2:30–3:00, biorę dawkę i idę spać dalej. Dopiero niedawno tak naprawdę dotarło do mnie, jak bardzo to są leki uzależniające, więc dziś spróbuję wziąć tylko jedną tabletkę. W dni, kiedy biorę je w ciągu dnia, nigdy nie prowadzę auta, bo jestem zbyt zmęczona i przymulona.

Zaskoczyło mnie też to, że ograniczają palenie – nie wiedziałam, że tak może być. Potrafię nie palić przez kilka godzin, jeśli chcę. Szkoda, że mój lekarz rodzinny nigdy nie powiedział mi, że takie leki mogą w ogóle w tym pomóc. Dzięki temu, że funkcjonuję lepiej, mogę też pomagać chorej mamie, zamiast siedzieć zamknięta w ośrodku leczenia uzależnień.

Z wzrokiem mam niestety słabo – oczy są suche, musiałam kupić krople i ciągle je stosować, ale raczej nie wiążę tego bezpośrednio z lekami. Możliwe, że to po prostu zbieg okoliczności, bo laserową korekcję wzroku i tak będę musiała robić ponownie. Mdłości też czasem się pojawiają, ale podejrzewam, że to raczej przez to, że wciąż palę.

Od zawsze miałam drżenia i takie nerwowe „szarpnięcia” mięśni – odkąd pamiętam. Nikt nigdy się tym na serio nie zajął, zawsze było zamiatane pod dywan. Ostatnio sama poprosiłam o Iporel, bo wiedziałam, że klonidyna bywa stosowana przy różnych problemach, które u mnie się nakładają. I powiem szczerze: pomaga prawie na wszystko. Po raz pierwszy od lat mogę normalnie jeść, nie rozlewając i nie rozsypując jedzenia, i wyjść do ludzi bez tego ciągłego uczucia, że wszyscy widzą, jak mi się trzęsą ręce. Nogi prawie przestały mi się trząść, a wcześniej było to masakryczne – szczególnie przy schodzeniu w dół, gdzie czułam się totalnie niepewnie. Biorę Iporel dopiero od kilku dni, a już jestem zachwycona. Na początku miałam wątpliwości, bo dawka jest mała – 0,1 mg na dobę i myślałam: „no nie ma opcji, żeby to coś zrobiło, przecież to się rozkłada na całą dobę”. A jednak… byłam w błędzie. Efekt pojawił się mniej więcej po pełnych 24 godzinach. Nie od razu, nie po pierwszej tabletce, tylko tak stopniowo – aż nagle zorientowałam się, że jest po prostu spokojniej w ciele. Mam wrażenie, że 0,2 mg na dobę byłoby dla mnie idealne i wtedy objawy zniknęłyby całkowicie. Naprawdę dawno nie czułam się tak dobrze i tak spokojna. Po raz pierwszy mam poczucie, że coś w końcu trafiło w sedno problemu, a nie tylko maskuje objawy na chwilę.