Opinie Oroes

Jakie są Wasze doświadczenia z stosowaniem leku Oroes? Czy zauważyliście poprawę w leczeniu depresji, zaburzeń lękowych, takich jak napady paniki, fobia społeczna, uogólnione zaburzenia lękowe czy zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne? Czy wystąpiły u Was jakieś skutki uboczne, na przykład nudności, ból głowy, zmiany apetytu, lęk, senność, zawroty głowy, suchość w jamie ustnej, zwiększona potliwość, ból mięśni i stawów czy zaburzenia seksualne? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla osób rozważających terapię tym lekiem – każda historia ma znaczenie!

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Na początku dostałam Oroes z powodu depresji. Udało mi się z tego wyjść, więc lek odstawiłam. Ale później przyszedł kolejny etap – menopauza. Zaczęły się uderzenia gorąca, huśtawki nastroju, rozdrażnienie. Lekarka zaproponowała, żebym wróciła do Oroesu – tym razem nie na depresję, ale właśnie na objawy związane z przekwitaniem.

I byłam w szoku, jak dobrze to zadziałało. Naprawdę nie spodziewałam się, że lek przeciwdepresyjny może aż tak złagodzić objawy menopauzy. Od pięciu lat jestem w okresie menopauzalnym, a moje dolegliwości ograniczają się dosłownie do kilku uderzeń gorąca w tygodniu i lekkich wahań nastroju.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Dla mnie Oroes okazał się pomocny nie tylko w leczeniu depresji, ale też jako wsparcie hormonalne – w czym się zupełnie nie spodziewałam, że może pomóc.

Biorę Oroes od niecałych dwóch lat, w dawce 10 mg. Został mi przepisany z powodu depresji, lęku i OCD. Jeśli chodzi o depresję i stany lękowe – lek bardzo mi pomógł. Uspokoiłam się, mam mniej „czarnych” myśli, łatwiej mi się funkcjonuje na co dzień. Jeśli chodzi o OCD – tutaj poprawa jest, ale niewielka. Natrętne myśli wciąż wracają, chociaż są trochę mniej natarczywe niż wcześniej. Nadal jednak mam pewne rytuały, których trudno się pozbyć. Ogólnie jestem zadowolona z działania leku, ale mam spory problem z żołądkiem. Niezależnie od tego, czy biorę go z jedzeniem czy na pusty żołądek – mam silne mdłości i ogólny dyskomfort. Dlatego zaczęłam przyjmować go co drugi dzień – tylko tak jestem w stanie to znieść. Mimo tej niedogodności nie chcę go odstawiać, bo ogólny efekt psychiczny jest dobry. Ale szkoda, że organizm tak mocno reaguje na ten lek fizycznie.

Na początku bardzo opierałam się przyjmowaniu leków. Wydawało mi się, że „jakoś sobie poradzę”, ale stres związany z adopcją dwójki starszych dzieci w końcu mnie przerósł. Zaczęłam od dawki 10 mg Oroes, ale czułam się trochę odrealniona, więc zeszłam na 5 mg. Na tej dawce jestem już od dwóch i pół roku – i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona efektami.

Czuję, że „jestem na czymś”, ale to nie przeszkadza mi w codziennym życiu. Wręcz przeciwnie – łatwiej mi zachować spokój, szybciej odpuszczam konflikty, lepiej wybieram „bitwy, które warto stoczyć”. Oroes daje mi takie jakby „pauzę” – zanim się zdenerwuję, zanim mnie coś przytłoczy, mam moment na oddech. Nadal oczywiście czuję emocje, ale mam nad nimi większą kontrolę.

Raz zapomniałam zabrać lek na tygodniowy wyjazd – odstawienie było do przeżycia, ale nikomu tego nie polecam. Przez kilka dni miałam takie dziwne „błyski” za oczami, świat przez chwilę „drgał” i zaraz przechodziło. Ale to wystarczyło, żeby wiedzieć: lepiej nie zapominać.

Co ciekawe – wszyscy mówią, że Oroes zaczyna działać po 2 tygodniach. U mnie? Dosłownie po kilku godzinach od zwiększenia dawki do 10 mg już czuję różnicę. Teraz podnoszę sobie dawkę na kilka dni w okolicy okresu – mam bardzo silne PMS/PMDD i to naprawdę pomaga. Może to placebo? Ale prowadzę kalendarzyk i wiem, że jak nie podniosę dawki – jest więcej kłótni, napięcia i smutku.

Minusy? Zdecydowanie niskie libido. I cena. To dwie rzeczy, które mnie najbardziej irytują. Próbowałam tańszego zamiennika – citalopramu – i to była tragedia. Czułam się jeszcze bardziej odcięta od rzeczywistości, rozbita, rozemocjonowana. Nigdy więcej.

Biorę Oroes od ponad 8 lat. Przez pierwsze 3 lata działał bardzo dobrze – naprawdę poczułam różnicę. Niestety, jakieś 2–3 lata temu depresja i bezsenność wróciły z pełną siłą. Próbowałam sama odstawić lek, ale nie dałam rady – w marcu wróciłam na Oroes.

Od tamtej pory przeżywam coś, czego nie umiem opisać. Mam napady niekontrolowanego płaczu, śpię po 2–4 godziny na dobę, wybudzam się po kilka razy w nocy. Fizycznie też jest coraz gorzej – od lat wypadają mi włosy, a teraz mam już wyraźne prześwity na czole. Czuję się wykończona psychicznie i fizycznie.

Najgorsze jest to, że cały mój stan pogorszył się przez chorobę córki. Ma nieuleczalną diagnozę. I choć to straszne, nie wiem, czy dam radę, jeśli jej zabraknie. Mam momenty, kiedy myślę, że po prostu nie chcę już tego wszystkiego znosić.

Nie piszę tego, żeby się żalić, tylko dlatego, że nie wiem, co dalej. Oroes kiedyś pomagał, ale teraz nie czuję już, żeby cokolwiek mnie ratowało. Jeśli ktoś był w podobnym punkcie – będę wdzięczna za słowo, radę, cokolwiek.

Ten lek działa naprawdę dobrze. U mnie zaczął działać tak „na serio” dopiero po około 4 miesiącach – wtedy, gdy zwiększono dawkę Oroesu do 20 mg. Wcześniej efekty były bardzo subtelne, właściwie zastanawiałam się, czy w ogóle coś się zmienia.

Na początku wspomagałam się też doraźnie Xanaxem 0,5 mg, szczególnie w chwilach ostrych ataków paniki – bez tego nie dałabym rady funkcjonować. Ale z czasem, gdy Oroes się „rozkręcił”, ataki ustały i od wielu miesięcy nie potrzebuję już Xanaxu.

Minął prawie rok odkąd zaczęłam leczenie i czuję, że zbliżam się do momentu, kiedy będę mogła odstawić też Oroes. Po raz pierwszy od dawna czuję kontrolę nad własnymi emocjami – bez wspomagaczy.

Biorę Oroes od 2016 roku, czyli już około 8 lat. Przez pierwsze 5 lat byłam na dawce 10 mg – pomagała, ale z czasem lęk zaczął znowu narastać. W 2021, mimo oporów, lekarz zasugerował zwiększenie do 20 mg. Na początku było ciężko – organizm długo się przestawiał, ale kiedy już weszłam w ten nowy poziom, odczułam znaczną ulgę. Lęki stały się mniej przytłaczające, przestałam się ciągle zamartwiać o wszystko.

Mam też wrażenie, że coś u mnie przypomina ADD – problemy z koncentracją, rozkojarzenie – ale nie wiem, czy to faktycznie ADHD, czy po prostu efekt długotrwałego napięcia i niepokoju.

Nie podoba mi się myśl, że być może będę musiała brać Oroes do końca życia, ale wygląda na to, że taka może być moja rzeczywistość. Próbowałam analizować, co będzie „po”, ale na razie się tego nie podejmuję.

Zgadzam się z tym, co mówią inni – Oroes to chyba jeden z najlepszych SSRI, przynajmniej dla mnie. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was był na dawce większej niż 20 mg? Albo czy komuś udało się zejść z tego leku po tylu latach?

Miałam potężne ataki paniki – budziłam się po dwóch, trzech godzinach snu z potwornym lękiem, serce waliło jak szalone, a ciało dosłownie drżało. Napady pojawiały się falami, często bez żadnej przyczyny, jakby mózg sam się nakręcał. Byłam wrakiem – wykończona psychicznie i fizycznie.

Odkąd zaczęłam brać Oroes, to wszystko ustało. Nocne przebudzenia zniknęły, ataki paniki dosłownie przestały istnieć. Czuję się znowu jak ja – normalnie, bez wiecznego napięcia, strachu, tego irracjonalnego poczucia zagrożenia.

Oroes dosłownie przywrócił mi życie. Rok temu o tej porze byłam w karetce, po przedawkowaniu leków i zatruciu alkoholem. Musiałam zrezygnować ze studiów i przez kilka tygodni nie byłam w stanie nawet wstać z łóżka. Diagnoza: ciężka depresja i zaburzenia lękowe. Trafiłam pod nadzór psychiatryczny i wtedy właśnie przepisano mi Oroes.

Dziś mogę powiedzieć, że znowu odzyskałam siebie. Pracuję kilka dni w tygodniu, spotykam się ze znajomymi, staram się wrócić na uczelnię – tym razem już na takich zasadach, jakie sama wybieram. Od wielu miesięcy nie doświadczyłam tej paraliżującej beznadziei, która kiedyś towarzyszyła mi codziennie. Dziś jestem po prostu spokojniejszym, bardziej spełnionym człowiekiem.

To nie była łatwa ani szybka droga. Oroes to nie „magiczna tabletka”, po której budzisz się uśmiechnięta jak w reklamie. Potrzeba czasu, cierpliwości i wielu momentów zwątpienia. U mnie proces dostosowania się trwał kilka miesięcy – bywały skutki uboczne, zmiany nastroju, frustracja. Ten lek nie działa na każdego i nie zawsze od razu.

Czasem nadal odczuwam smutek, melancholię, bywa gorzej – ale nie wpływa to już na moją zdolność do życia, pracy, relacji. Wiem, że kiedyś przyjdzie czas na odstawienie leku i nie będzie to łatwe – ale jestem na to gotowa.

Najważniejsze, czego się nauczyłam? Nigdy nie ma powodu, żeby się poddać. Depresja nie definiuje człowieka, nie trwa wiecznie. To nie jest wieczna noc – to tylko chmura, która czasem przesłania słońce. I nie ma nic złego w tym, że potrzebujemy pomocy, żeby ją odsunąć.

Oroes to naprawdę dobry lek. Biorę go już ponad rok i muszę przyznać, że działa skutecznie. Moje stany lękowe się wyciszyły, emocje są bardziej stabilne, nie mam już ciągłego napięcia w klatce piersiowej i tej nieznośnej gonitwy myśli.

Niestety skutki uboczne są dla mnie zbyt uciążliwe. Przytyłam ponad 9 kg i praktycznie cały czas czuję się zmęczona, jakbym działała na pół gwizdka. Mimo dobrego wpływu na psychikę, fizycznie zaczęłam się czuć coraz gorzej – spadek energii, senność, brak motywacji do ruchu.

Planuję zmienić lek, ale mimo wszystko uważam, że warto dać Oroes szansę. Dla wielu osób może być ogromnym wsparciem, szczególnie na początku leczenia, kiedy najważniejsze jest po prostu poczuć ulgę.

To świetny lek na depresję. Z depresją zmagam się od ponad 20 lat i Oroes jako jedyny sprawił, że poczułam się „normalnie”. Przestałam się wściekać o każdą drobnostkę, nie zadręczałam się błahostkami, zaczęłam naprawdę czuć radość. Byłam spokojniejsza, bardziej wyważona, miałam więcej energii i chęci do życia.

Z czasem zdecydowałam się odstawić Oroes, co zajęło mi ponad 9 miesięcy – i od razu podkreślam: odstawienie tego leku nie jest łatwe. Trzeba być bardzo konsekwentnym i cierpliwym, zmniejszać dawkę naprawdę powoli. Jeśli zrobi się to za szybko, można poczuć się okropnie – zawroty głowy, lęki, drażliwość… Organizm potrafi się zbuntować, dlatego nie polecam nikomu rzucać go z dnia na dzień.

U mnie cała terapia – mimo trudnego zakończenia – była przełomem. Oroes pomógł mi odnaleźć spokój, którego przez dekady nie potrafiłam znaleźć.