Opinie Mirzaten

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Mirzaten (mirtazapiny) w leczeniu depresji, zaburzeń lękowych lub problemów ze snem? Czy zauważyliście poprawę nastroju, zmniejszenie napięcia i lęku, lepszą jakość snu albo powrót apetytu? Po jakim czasie pojawiły się pierwsze pozytywne efekty i czy były one stopniowe, czy raczej wyraźnie odczuwalne? Jakie działania niepożądane wystąpiły u Was na początku terapii lub w jej trakcie – np. senność, uczucie „zamulenia”, zwiększony apetyt, przyrost masy ciała, suchość w ustach czy zawroty głowy? Czy z czasem te objawy ustępowały, czy utrzymywały się dłużej?

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Biorę Mirzaten 15 mg od prawie roku. Na tej dawce faktycznie poprawił mi się sen i trochę się wyciszyłem, ale przez cały dzień czułem się zmęczony i taki „ociężały”. Czytałem w internecie, że dawka 30 mg może działać mniej usypiająco, poprawiać czujność i zmniejszać napady objadania się, co pomaga kontrolować wagę.

Postanowiłem spróbować 30 mg przez około 3 tygodnie, ale u mnie zupełnie się to nie sprawdziło. Spałem średnio po 12–13 godzin na dobę, a dodatkowo mój lęk lekko się nasilił. Zamiast czuć się bardziej energicznie, byłem jeszcze bardziej senny i „wyłączony”.

Wróciłem więc do 15 mg i przez pierwszy tydzień czułem się trochę rozchwiany – jakby organizm znowu musiał się przyzwyczaić do zmiany dawki. Teraz jednak wiem, że w moim przypadku niższa dawka działa lepiej pod kątem snu i ogólnego funkcjonowania, nawet jeśli w ciągu dnia bywam trochę senny.

Mirzaten dosłownie zmienił moje życie na lepsze. Po wielu miesiącach walki z silnym lękiem, depresją i wyniszczającymi mdłościami o podłożu psychosomatycznym to był pierwszy lek, który naprawdę zrobił różnicę.

Wcześniej próbowałem kilku antydepresantów – m.in. Amitryptyliny oraz Tianeptyny. – ale niestety u mnie się nie sprawdziły. Jedyną rzeczą, która przynosiła chwilową ulgę, był Relanium. jednak wiedziałem, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę i potrzebuję czegoś stabilniejszego.

Po włączeniu Mirzatenu już w pierwszych dniach zauważyłem poprawę – przewlekłe mdłości zaczęły się wyciszać, a sen w końcu stał się normalny. Po około dwóch tygodniach mój lęk stał się dużo bardziej do opanowania, a ja powoli zacząłem czuć się jak dawniej. Wróciła motywacja – znów zacząłem komponować i grać na pianinie, chodzić na siłownię i po prostu czerpać radość z codzienności.

Najbardziej doceniam to, że Mirzaten nie „wyłączył” moich emocji. Nie czułem się otępiały ani sztucznie szczęśliwy. Po prostu odzyskałem równowagę emocjonalną. A teraz Relanium potrzebuję już tylko sporadycznie, co dla mnie jest ogromnym krokiem do przodu.

Na ten moment Mirzaten pomógł mi zarówno na depresję, jak i na sen. Natomiast 15 mg to była dla mnie zdecydowanie za wysoka dawka. Czułem się dosłownie jak „naćpany” – rano byłem kompletnie wyłączony i potrzebowałem pół dnia, żeby dojść do siebie.

Zszedłem do 7,5 mg i jest dużo lepiej. Nadal śpię dobrze i nastrój się poprawił, ale bez takiego mocnego otępienia rano.

Najgorszy skutek uboczny to zdecydowanie ogromny wzrost apetytu. Przytyłem około 7 kg i mam wrażenie, że wieczorem głód jest nie do opanowania. Jakbym nigdy nie był syty – szczególnie późnym wieczorem mam ciąg na jedzenie.

Od około 18 miesięcy zmagam się z depresją – raz jest trochę lepiej, raz gorzej, ale ogólnie to był ciężki czas. Odkąd biorę Mirzaten, naprawdę widzę pozytywne efekty.

Szczególnie pomaga mi przetrwać te gorsze momenty, kiedy wszystko zaczyna się sypać i wraca beznadzieja. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony, jak dobrze to u mnie działa.

Zawsze byłem sceptyczny wobec antydepresantów, wręcz je wyśmiewałem i uważałem, że „to nie dla mnie”. Teraz cieszę się, że życie zweryfikowało moje podejście.

Ten lek zdecydowanie nie jest dla mnie. Lekarz przepisał mi Mirzaten, żeby pomóc mi się wyciszyć i poprawić sen. Wziąłem pierwszą dawkę 30 mg przed snem i dosłownie po 20 minutach mnie „ścięło”. Spałem twardo przez 12 godzin. Problem zaczął się następnego dnia. Przez kolejne 24–36 godzin byłem w stanie silnych zawrotów głowy, totalnego otępienia i takiego „zombie-trybu”. Miałem wrażenie, jakbym nie był do końca obecny, ciężko było mi normalnie funkcjonować. Szczerze mówiąc, skutki odczuwałem ponad 48 godzin od jednej tabletki. Dopiero potem przeczytałem w ulotce, że silne zawroty głowy są możliwym działaniem niepożądanym. Dla mnie jednak to było za dużo – nie jestem w stanie pozwolić sobie na dwa dni bycia kompletnie wyłączonym z życia po jednej dawce. U mnie ta reakcja była zbyt intensywna, więc wiem już, że to nie jest lek dla mnie.

Moja mama (57 lat) chorowała na ciężką depresję. Kilka lat wcześniej była hospitalizowana na oddziale psychiatrycznym, ale wtedy udało jej się wyjść na prostą. Gdy choroba wróciła, była pod opieką dwóch psychiatrów i przepisano jej Avanzę (mirtazapina, odpowiednik Mirzatenu).

Mieszkałam blisko niej i praktycznie codziennie mój ojczym dzwonił do mnie, żebym przyszła, bo mama nie wstawała z łóżka. Pamiętam, że namawiałam ją, żeby brała lek, mimo że mówiła mi, że źle się po nim czuje i nie podoba jej się to, jak na nią działa. Do dziś mam z tego powodu ogromne poczucie winy.

Kilka dni później podjęła próbę odebrania sobie życia. Została przetransportowana śmigłowcem do szpitala i podłączona do aparatury podtrzymującej życie. Następnego dnia, po informacji od lekarzy, że nie ma żadnych szans na przeżycie, musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzję – o odłączeniu maszyn. To było w 2004 roku.

Jej śmierć całkowicie mnie złamała. Miałam wtedy 37 lat i sama trafiłam do psychiatry. Paradoksalnie przepisano mi również Avanzę. Ten lek bardzo mnie przeraził. W trakcie jego przyjmowania pojawiły się u mnie silne myśli samobójcze. Dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego mama tak bardzo nie chciała go brać.

Pamiętam moment, kiedy stałam na balkonie i byłam gotowa skoczyć. Gdyby nie mój ówczesny partner, który mnie złapał i wciągnął do środka, nie byłoby mnie dziś tutaj.

Nie twierdzę, że ten lek jest zły dla każdego – wiem, że wielu osobom pomaga. Ale u niektórych może wywołać bardzo silne i niebezpieczne skutki uboczne. Słyszałam też od innych osób, że doświadczyły podobnych myśli podczas jego stosowania. To trudny temat, ale uważam, że warto mówić o takich doświadczeniach.

Przepisano mi Mirzaten wyłącznie na bezsenność. Niestety u mnie sam w sobie praktycznie nie działał – żeby w ogóle zasnąć, musiałem łączyć go z innymi lekami albo suplementami.

Brałem go tylko miesiąc i postanowiłem odstawić. I wtedy zaczęło się piekło. Przez 6 kolejnych nocy nie spałem ani minuty. Dosłownie ani chwili snu. Próbowałem wszystkiego – nawet silnych leków nasennych na receptę – i nic nie pomagało. Organizm jakby kompletnie odmówił snu.

W końcu musiałem wrócić do Mirzatenu, żeby w ogóle przespać noc. Potem odstawianie zajęło mi aż 13 miesięcy. Schodziłem bardzo powoli, zmniejszając dawkę o około 10% miesięcznie, żeby uniknąć kolejnej totalnej bezsenności.

Dla mnie to było bardzo trudne doświadczenie. Wiem, że niektórym ten lek pomaga, ale w moim przypadku przejście przez odstawianie było koszmarem.