Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Parogenu (paroksetyny) w leczeniu depresji, zaburzeń lękowych, napadów paniki, OCD lub PTSD? Czy zauważyliście poprawę nastroju, zmniejszenie napięcia, rzadsze ataki paniki albo lepszą kontrolę nad natrętnymi myślami? Po jakim czasie pojawiły się pierwsze efekty i kiedy odczuliście pełne działanie leku? Czy w trakcie terapii wystąpiły działania niepożądane, takie jak nudności, senność lub bezsenność, wzmożona potliwość, spadek libido, trudności seksualne, przyrost masy ciała albo problemy przy próbie zmniejszania dawki? Jak wyglądało u Was odstawianie – czy pojawiły się zawroty głowy, niepokój lub charakterystyczne „prądy” w głowie?
Jakiś czas temu byłam bardzo rozdrażniona i powiedziałam lekarzowi, że „nienawidzę wszystkich”, więc przepisał mi Parogen 20 mg. Na tej dawce byłam dość senna, więc zmniejszył mi do 10 mg dziennie.
Chyba jest w porządku – przynajmniej nie mam już ochoty nikogo „uderzyć”. Na co dzień nie czuję jakiejś wyraźnej reakcji, dopóki regularnie biorę lek. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestanę go przyjmować.
Już trzeciego dnia bez tabletki mam wrażenie, że świat jakby się wokół mnie poruszał. Kręci mi się w głowie, czuję się niestabilnie. Mój syn, który pracuje w policji, powiedział mi wprost, żebym w takim stanie nie prowadziła samochodu – bo gdyby mnie zatrzymano do kontroli, mogłabym wyglądać jak osoba pod wpływem alkoholu.
Biorę Parogen z powodu objawów menopauzy i muszę przyznać, że bardzo mi pomógł. Przez cały dzień czuję się bardziej „wyrównana” emocjonalnie. Zawsze byłam raczej spokojną osobą, ale kiedy zaczęła się menopauza, stałam się drażliwa i łatwo wybuchałam. Parogen naprawdę pomaga mi zdjąć to napięcie. Dodatkowo uderzenia gorąca wyraźnie się zmniejszyły, co jest ogromną ulgą.
Jeśli chodzi o skutki uboczne, to mam głównie bardzo intensywne, momentami wręcz „dzikie” sny. Zdarzało mi się też mówić przez sen, a nawet chodzić po domu. Poza tym przytyłam około 4–5 kilogramów.
Myślę, że gdybym wróciła do regularnych ćwiczeń i większej aktywności fizycznej, mogłabym zrzucić te dodatkowe kilogramy.
Biorę Parogen od około 6 miesięcy i szczerze mówiąc – bardzo zmienił moje życie na plus. Ustabilizował mnie, uspokoił lęki, ogólnie funkcjonuję dużo lepiej niż przed leczeniem.
Niestety pojawił się problem ze spadkiem libido, dlatego zdecydowałam się zmienić lek. Teraz, kiedy stopniowo schodzę z Parogenu, zaczęły się objawy odstawienne – mam drżenia, zawroty głowy i te charakterystyczne „brain zaps”, czyli takie jakby prądy w głowie.
Szczerze? To jest naprawdę nieprzyjemne. Samo schodzenie z leku potrafi dać w kość.
Parogen działa u mnie lepiej niż inne leki na lęk, naprawdę robi robotę. Ale ma jedną wadę – jak pominę dawkę albo dwie, to zaczyna się jazda. Mam coś, co nazywam „dziwną głową” – jakby mózg mi się trząsł w czaszce, takie uczucie wstrząsów czy „prądów”. Bardzo nieprzyjemne.
Poza tym większych skutków ubocznych nie miałam. Biorę go już ponad 10 lat i generalnie jestem zadowolona z działania.
Tylko teraz pojawił się inny temat – z mężem chcemy starać się o dziecko. I zaczęłam się zastanawiać, co dalej. Co w takiej sytuacji zrobić z Parogenem? Czy w ogóle można go brać przy planowaniu ciąży, czy trzeba zmieniać lek? Trochę mnie to stresuje, bo działa na mnie naprawdę dobrze i boję się znowu rozhuśtać lęk.
Brałam 30 mg Parogenu, potem dawka została zmniejszona do 20 mg. W tym samym czasie podniesiono mi dawkę leku na tarczycę, więc trochę się to wszystko nałożyło.
Po około dwóch tygodniach na 20 mg zaczęłam czuć, że objawy lęku wracają – takie znajome napięcie, niepokój, uczucie, że coś jest „nie tak”.
Czy ktoś wie, ile czasu potrzeba, żeby znowu poczuć działanie 30 mg, jeśli wrócę do tej dawki? Czy to działa od razu, czy znowu trzeba czekać kilka tygodni, aż się ustabilizuje?
Biorę Parogen dopiero tydzień. I powiem tak: podoba mi się to, że nie płaczę co minutę i że te ataki paniki się uspokoiły. W końcu mam wrażenie, że łapię oddech.
Ale z drugiej strony kompletnie nie podoba mi się to poranne „chorowanie” – mam mdłości, czuję się jakby żołądek był przewrócony na drugą stronę. Do tego już widzę u siebie większą chęć podjadania i boję się, że zaraz zacznę tyć.
Czytam opinie o spadku libido i o przybieraniu na wadze i szczerze… to mnie bardziej dobija niż to, z czym przyszłam na leczenie. I zaczynam myśleć: czy ja serio mam zwiększać dawkę po to, żeby „mniej mnie obchodziło”, że robię się grubsza i bez życia seksualnego? Trochę przerażające.
Macie jakieś inne propozycje, o które mogę zapytać – coś, co u Was zadziałało i ma mniejsze ryzyko tych efektów? Bo nie wiem, czy chcę ciągnąć lek, który może mi narobić większych problemów niż te, z którymi startowałam… zwłaszcza że już teraz boję się tego, co będzie przy odstawianiu.
Niesamowite. Moja depresja, która ciągnęła się 10 lat, i lęk zniknęły w ciągu 3 tygodni. Skutki uboczne praktycznie żadne albo minimalne. Jedynie lekki spadek popędu seksualnego, ale dla mnie to i tak było warte – serio, w porównaniu z tym, jak się wcześniej męczyłam, to drobiazg.
Bardzo polecam. Ja byłam totalnie przeciwna „tabletkom”, długo się broniłam. Chodziłam na terapię przez 2 lata i to też mi coś dało, ale dopiero Parogen zrobił taką różnicę, że poczułam realną zmianę w codziennym funkcjonowaniu.
Najlepsze jest to, że nie czuję się jak „inna osoba”. Ja jestem nadal sobą – tylko taką wersją siebie, jaką byłam 10 lat temu, zanim to wszystko mnie rozjechało.
Naprawdę – zanim się poddasz, spróbuj. Tylko daj temu czas. Minimum trzy tygodnie, bo wcześniej może być różnie i łatwo się zniechęcić.
Teraz dużo lepiej potrafię poukładać swoje myśli i emocje. Przez długi czas paliłam marihuanę bardzo często, praktycznie codziennie – po pracy aż do pójścia spać. Niedawno całkiem z tym skończyłam. Przez lata zmagałam się z silnym lękiem i depresją, ale tak naprawdę dopiero kiedy moja córka weszła w okres dojrzewania (ma teraz 13 lat), dotarło do mnie, że coś jest ze mną nie tak i że nie mogę dalej uciekać w palenie.
Zostałam samotną mamą w wieku 16 lat. Wychowywanie córki samej było dla mnie ogromnym obciążeniem. Kiedy zaczęła dojrzewać – okres, piersi (większe niż moje), typowy bunt nastolatki – to mnie kompletnie przytłoczyło. Byłam wyczerpana psychicznie.
Najpierw próbowałam innego leku z grupy SSRI i w ciągu miesiąca przytyłam około 4 kg. Czułam się wprawdzie szczęśliwsza, ale kompletnie nie panowałam nad apetytem – ciągle miałam ochotę na węglowodany, słodycze, jedzenie „na pocieszenie”. W dwa miesiące przytyłam z około 62 kg do ponad 72 kg. Zrezygnowałam z tego leczenia.
Potem brałam bupropion, ale budziłam się w nocy zalana zimnym potem i nie mogłam zasnąć ponownie. To było nie do wytrzymania.
Teraz przyjmuję Parogen i jak na razie jedynym skutkiem ubocznym jest bezsenność. Za to czuję, że mam większą kontrolę nad koncentracją i emocjami. Nie mam takiego napadu jedzenia jak wcześniej. Co ważne – odkąd przestałam palić marihuanę, nie czuję już takiej potrzeby, żeby do niej wracać. Czuję się bardziej stabilna i obecna w swoim życiu.
Został mi przepisany Parogen na lęki, kiedy miałem około 9–10 lat. W pewnym stopniu pomagał i z czasem objawy lękowe praktycznie zniknęły. Problem w tym, że mimo że od lat nie mam już lęków, nadal biorę ten lek.
Dlaczego? Bo próby odstawienia kończyły się katastrofą. Objawy odstawienne po SSRI były tak silne, że nie byłem w stanie normalnie funkcjonować. Zawroty głowy, „prądy” w głowie, rozdrażnienie, dziwne uczucie jakby świat się poruszał – to wszystko było nie do zniesienia.
W efekcie czuję się trochę tak, jakbym był zmuszony brać Parogen do dziś, mimo że pierwotny problem dawno minął. Nie dlatego, że go potrzebuję na lęk, tylko dlatego, że organizm bardzo źle reaguje na próby całkowitego odstawienia.
Przeszedłem z 20 mg Parogenu na 40 mg po około 9 miesiącach leczenia. Do końca nie wiem, czy to mój stan się pogorszył, czy po prostu organizm przyzwyczaił się do 20 mg i potrzebowałem większej dawki.
Nie zauważyłem jakiegoś wyraźnego przyrostu masy ciała, chociaż muszę przyznać, że schudnąć jest mi teraz trudniej niż kiedyś. Najbardziej widzę różnicę wtedy, kiedy skończy mi się lek albo zapomnę go wziąć – wtedy mój nastrój i reakcje są kompletnie rozchwiane. Czuję się przytłoczony emocjonalnie, jakby wszystko było za mocne.
Wcześniej brałem jednocześnie inne leki z grupy SSRI, więc przejście na jedną tabletkę dziennie jest dla mnie dużym ułatwieniem. Łatwiej ogarnąć dawkowanie i pilnować recept niż przy dwóch różnych preparatach.
Brałam Parogen przez prawie 12 lat. Przez pierwsze 10 lat naprawdę mi pomagał – dzięki niemu byłam w stanie normalnie funkcjonować, mimo że w mojej rodzinie działy się bardzo trudne rzeczy. To był ciężki okres, a ten lek pozwolił mi przeżyć go w miarę stabilnie i prowadzić w miarę normalne życie.
W ostatnim roku zauważyłam jednak, że nie działa już tak skutecznie jak wcześniej. Dlatego lekarz zdecydował o zmianie leczenia. Teraz jestem w trakcie odstawiania i muszę przyznać, że to wcale nie jest łatwe. Schodzenie z dawki daje w kość.
Szczerze mówiąc, przez te lata prawie zapomniałam, że Parogen ma jakiekolwiek skutki uboczne. Dopiero przy zmianie leku człowiek sobie przypomina, że organizm jednak przyzwyczaił się do jego działania.
Zmagałam się z bardzo ciężką depresją, doszło nawet do próby samobójczej. Wtedy włączono mi Parogen. Początki nie były spektakularne – dawka była stopniowo zwiększana przez kilka miesięcy. Ostatecznie doszłam do 80 mg dziennie i dopiero wtedy poczułam wyraźną poprawę.
Powrót do równowagi zajął mi około pięciu miesięcy systematycznego leczenia i dostosowywania dawki. Jedynym skutkiem ubocznym, jaki pamiętam, były uderzenia gorąca. Poza tym lek był dobrze tolerowany.
Brałam Parogen mniej więcej przez dwa lata. Gdy mój stan się ustabilizował, zaczęłam bardzo powoli zmniejszać dawkę, aż w końcu udało się całkowicie odstawić. W moim przypadku ten lek spełnił swoje zadanie – pomógł mi wyjść z bardzo ciemnego miejsca i wrócić do normalnego życia.