U mnie lek został włączony przez psychiatrę przy bardzo silnym lęku, napięciu i problemach ze snem. Nie mam schizofrenii ani nic takiego, tylko depresję z lękami i momentami taką gonitwę myśli, że w nocy praktycznie nie spałem. Na początku jak przeczytałem ulotkę i zobaczyłem, że to lek stosowany też przy psychozach, to się trochę przestraszyłem, bo brzmi to poważnie. Lekarz jednak wytłumaczył mi, że w małych dawkach Pernazinum często stosuje się po prostu na wyciszenie i sen.
Pierwsze dni były dziwne, nie będę ukrywał. Czułem się trochę zamulony, miałem suchość w ustach i momentami takie spowolnienie. Sen też nie poprawił się od razu – dopiero po kilku dniach zacząłem zasypiać szybciej. Po mniej więcej dwóch tygodniach zauważyłem, że lęk się trochę uspokoił, a nocne wybudzenia zdarzają się dużo rzadziej.
Największa różnica jest w tym, że głowa przestała tak „pracować” w nocy. Wcześniej leżałem i analizowałem wszystko godzinami, a teraz po prostu zasypiam. Nie jest to może jakiś cudowny lek, który od razu wszystko naprawia, ale w moim przypadku pomógł wyciszyć organizm.
Jeśli chodzi o minusy, to u mnie na początku była senność w ciągu dnia i lekkie zawroty głowy przy wstawaniu. Po jakimś czasie organizm się przyzwyczaił i jest dużo lepiej. Ważne też jest dobranie dawki, bo z tego co wiem u różnych osób wygląda to inaczej.