Opinie PolaRing

Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem PolaRing? Czy zauważyłyście poprawę w regularności cyklu menstruacyjnego, zmniejszenie dolegliwości menstruacyjnych lub poprawę stanu skóry? Jakie skutki uboczne wystąpiły podczas stosowania? Wasze opinie mogą być niezwykle pomocne dla osób rozważających rozpoczęcie stosowania PolaRing lub borykających się z podobnymi wyzwaniami.

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Stosowałam PolaRing przez około 8 lat jako środek antykoncepcyjny po urodzeniu pierwszego dziecka. Moje miesiączki były krótkie i skąpe (3 dni), a PolaRing nie wpływał na mój nastrój. Zawsze cierpiałam na obfite miesiączki, a tabletki antykoncepcyjne sprawiały, że byłam drażliwa. Zdarzało się, że mój mąż odczuwał obecność pierścienia podczas stosunku, ale oznaczało to, że nie był on prawidłowo założony. Po skorygowaniu położenia kontynuowaliśmy bez problemu. Choć ulotka informuje, że można wyjąć pierścień na 6 godzin, nigdy nie odważyłam się tego zrobić (na wszelki wypadek). Przestałam stosować PolaRing, gdy byłam gotowa na drugie dziecko; zaszłam w ciążę po 4 miesiącach i przeszłam zabieg podwiązania jajowodów. Polecam ten pierścień wszystkim moim koleżankom!

PolaRing bardzo mi pasuje, zwłaszcza dlatego, że nie lubię pamiętać o codziennym braniu tabletek. Przy tabletkach zawsze miałam stres, czy na pewno wzięłam je o tej samej porze, a tutaj jest dużo wygodniej. Zakładam pierścień na 3 tygodnie, potem wyjmuję go na tydzień przerwy i właściwie przez większość czasu nie muszę o nim myśleć. Dla mnie to naprawdę duże ułatwienie. Samo stosowanie jest proste i nie sprawia mi problemu. Po założeniu PolaRing jest wygodny, nie przeszkadza mi w ciągu dnia i praktycznie go nie czuję. W porównaniu z codziennym pilnowaniem tabletek to dla mnie dużo spokojniejsza forma antykoncepcji. Wkładam, zapominam na kilka tygodni, potem robię przerwę — prościej chyba się nie da. To już moje 3 opakowanie

To mój pierwszy miesiąc stosowania PolaRing i na razie mam trochę mieszane odczucia. Z jednej strony ta forma antykoncepcji wydaje mi się naprawdę wygodna, bo nie muszę codziennie pamiętać o tabletce, pilnować godziny ani stresować się, że coś pominęłam. Wkładam krążek i teoretycznie mam spokój na kilka tygodni, więc organizacyjnie jest to dla mnie ogromny plus.

Niestety od początku stosowania pojawiły się u mnie nieregularne plamienia. Nie jest to jakieś bardzo mocne krwawienie, raczej takie brudzenie/plamienie w ciągu cyklu, ale jednak trochę mnie to denerwuje, bo wcześniej nie miałam z tym aż takiego problemu. Do tego doszły bóle głowy, co jest dla mnie dziwne, bo praktycznie nigdy wcześniej głowa mnie nie bolała. Teraz zdarza się to częściej i od razu skojarzyłam to z PolaRingiem, bo zbiegło się z rozpoczęciem stosowania.

Na razie chcę dać temu jeszcze jeden miesiąc, bo wiem, że przy antykoncepcji hormonalnej organizm czasem potrzebuje trochę czasu, żeby się przyzwyczaić. Zobaczę, czy plamienia się uspokoją i czy bóle głowy miną albo przynajmniej będą rzadsze. Bardzo bym chciała, żeby się unormowało, bo sama forma PolaRingu jest dla mnie super wygodna. Szczerze mówiąc, nie chciałabym wracać do tabletek, bo codzienne pamiętanie o nich było dla mnie dużo bardziej męczące.

Stosowałam PolaRing łącznie chyba przez około 5 lat i ogólnie naprawdę dobrze wspominam ten czas. Wiem, że wiele osób szybko się zniechęca, kiedy po rozpoczęciu antykoncepcji hormonalnej pojawiają się jakieś plamienia, dziwne samopoczucie albo inne objawy, ale ja zawsze wychodziłam z założenia, że organizm potrzebuje trochę czasu, żeby się przyzwyczaić. U mnie akurat początki nie były jakieś dramatyczne i po czasie wszystko się ustabilizowało. Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby PolaRing wypadał albo przesuwał się w sposób, który byłby dla mnie uciążliwy. Mam za sobą jeden poród, więc nie wiem, jak to wygląda u innych kobiet, ale u mnie krążek trzymał się normalnie i nie sprawiał problemów. Samo stosowanie było dla mnie bardzo wygodne — zakładałam, nosiłam przez wyznaczony czas i nie musiałam codziennie pamiętać o tabletce. Próbowałam różnych metod antykoncepcji, między innymi plastrów, ale PolaRing był dla mnie zdecydowanie jedną z wygodniejszych opcji.

Co ciekawe, miałam wrażenie, że przy PolaRingu moje nastroje były bardziej stabilne. Nie miałam takich mocnych wahań emocjonalnych jak przy niektórych innych metodach. Miesiączki też zrobiły się mniej obfite, skóra wyglądała lepiej, a ja nie zauważyłam u siebie przyrostu masy ciała. Pod tym względem byłam naprawdę zadowolona, bo bałam się, że hormony mogą mi mocno namieszać, a tutaj akurat czułam się całkiem dobrze. Powodem, dla którego ostatecznie przestałam go stosować, były częste migreny, które pojawiły się nagle po kilku latach. W jednym tygodniu miałam aż trzy napady migrenowe, co wcześniej mi się nie zdarzało w takiej skali. Ginekolog zasugerował, że PolaRing mógł mieć z tym związek, chociaż dla mnie było to trochę zaskakujące, bo przecież stosowałam go już od długiego czasu. Z drugiej strony możliwe, że po prostu z wiekiem organizm zaczął inaczej reagować na hormony i coś się zmieniło.

Gdyby nie te migreny, prawdopodobnie dalej bym stosowała PolaRing, bo pod względem wygody i ogólnego samopoczucia naprawdę mi odpowiadał. Teraz jestem ciekawa, co zostanie mi zaproponowane zamiast niego, bo szczerze mówiąc, trudno będzie znaleźć coś równie wygodnego. Nie zniechęcałabym się od razu samymi negatywnymi opiniami, bo każdy organizm reaguje inaczej. U mnie przez kilka lat PolaRing sprawdzał się bardzo dobrze i dopiero później pojawił się problem, który przesądził o zmianie metody.

Pierwszy miesiąc z PolaRingiem był u mnie naprawdę w porządku — praktycznie żadnych problemów, żadnych większych skutków ubocznych i miałam wrażenie, że może to będzie metoda idealna dla mnie. Podobało mi się to, że nie muszę codziennie pamiętać o tabletce, tylko zakładam krążek i mam spokój na kilka tygodni. Niestety drugi i trzeci cykl wyglądały już zupełnie inaczej. Największy problem jest taki, że krwawienie właściwie nie chce się skończyć. To nie jest typowe lekkie plamienie, ale też nie jest pełna, normalna miesiączka — coś pomiędzy. Trwa to już około półtora miesiąca i zaczyna mnie to naprawdę męczyć. Człowiek niby wie, że przy antykoncepcji hormonalnej organizm może się przyzwyczajać, ale kiedy krwawienie ciągnie się tygodniami, to trudno zachować spokój i udawać, że wszystko jest super. Dopiero po czasie zorientowałam się też, że od jakiegoś czasu jestem w takim dziwnym dołku psychicznym. Nie od razu połączyłam to z PolaRingiem, ale teraz widzę, że coś się zmieniło. Jestem bardziej rozbita, łatwiej się denerwuję, czasami mam wrażenie, że nic mnie nie obchodzi, a nastrój jest dużo gorszy niż wcześniej. To nie jest jeden słabszy dzień, tylko raczej takie przeciągające się przygaszenie, które zaczęło mi przeszkadzać w normalnym funkcjonowaniu. Jeśli chodzi o samo noszenie krążka, to tutaj nie miałam dużego problemu. PolaRing raczej mi nie wypadał na co dzień. Zdarzało się jedynie, że przesuwał się albo wychodził przy wyjmowaniu tampona, więc wtedy trzeba było na niego uważać. Podczas współżycia nigdy mi nie wypadł i ogólnie pod względem fizycznego komfortu nie było tragedii. Nie czułam go jakoś szczególnie i nie przeszkadzał mi w normalnych sytuacjach. Poza tym nie zauważyłam innych objawów. Nie miałam większych problemów typu nudności, bóle piersi czy przyrost masy ciała. U mnie wszystko właściwie sprowadza się do tego przedłużającego się krwawienia i pogorszenia nastroju. Szkoda, bo pierwszy miesiąc dawał mi nadzieję, że PolaRing będzie wygodną alternatywą dla tabletek, ale po drugim i trzecim cyklu mam już dużo więcej wątpliwości.

To mój drugi miesiąc stosowania PolaRingu i na razie zauważyłam kilka rzeczy, które trochę mnie zastanawiają. Najbardziej rzuca mi się w oczy to, że po założeniu nowego krążka przez pierwszy dzień albo dwa czuję się lekko oszołomiona i zakręcona. Nie jest to takie zawroty głowy, że nie mogę normalnie funkcjonować, ale jednak czuję różnicę — jakby organizm reagował na świeżą dawkę hormonów zaraz po zmianie krążka. Poza tym zdarza mi się mieć skurcze albo takie dziwne ciągnięcie podczas seksu. Nie jest to bardzo silny ból, ale wcześniej raczej tego nie miałam, więc od razu zwróciłam na to uwagę. Czasami mam wrażenie, że coś mnie lekko pobolewa albo napina w podbrzuszu, szczególnie przy zbliżeniu. Sam PolaRing raczej nie przeszkadza mi fizycznie przez większość czasu, ale te skurczowe odczucia są dla mnie nowe. Zauważyłam też, że mam większe wzdęcia niż zwykle. Brzuch jest bardziej napięty, czuję się trochę ciężej i ogólnie mam takie wrażenie zatrzymania wody albo napompowania. Nie jest to najgorszy możliwy skutek uboczny, ale na pewno nieprzyjemny, zwłaszcza że wcześniej nie miałam tego aż tak często. Jeśli chodzi o krwawienie, to mimo stosowania PolaRingu nadal miałam normalną, około 5-dniową miesiączkę. Nie skróciła się jakoś wyraźnie i nie zniknęła, więc pod tym względem nie widzę jeszcze dużej zmiany. Na razie chcę dać mu jeszcze szansę przez ten miesiąc i może następny, bo sama forma jest wygodna i nie trzeba codziennie pamiętać o tabletce. Ale jeśli uznam, że te objawy są zbyt męczące albo po prostu nie będę się z nim dobrze czuła, to prawdopodobnie wrócę do tabletek.

Jestem aż zdziwiona, kiedy czytam tyle negatywnych opinii o PolaRingu, bo u mnie ta metoda sprawdziła się naprawdę świetnie. Stosowałam go przez ostatnie 5 lat i szczerze mówiąc, była to najwygodniejsza antykoncepcja, jakiej używałam. Wcześniej miałam różne obawy, bo wiadomo, że przy hormonach każda z nas może reagować inaczej, ale w moim przypadku PolaRing okazał się strzałem w dziesiątkę. Największy plus to dla mnie wygoda. Nie musiałam codziennie pamiętać o tabletce, stresować się godziną przyjęcia ani zastanawiać się, czy przypadkiem czegoś nie pominęłam. Zakładałam krążek, nosiłam go zgodnie ze schematem i po prostu normalnie funkcjonowałam. Dla mnie to była ogromna ulga, bo przy tabletkach zawsze gdzieś z tyłu głowy miałam ten obowiązek pilnowania regularności. Co ważne, nie miałam żadnych skutków ubocznych. Nie zauważyłam u siebie większych wahań nastroju, problemów ze skórą, przyrostu masy ciała, bólu głowy ani żadnego dyskomfortu, który mogłabym połączyć z PolaRingiem. Nie przeszkadzał mi też fizycznie, nie czułam go na co dzień i nie miałam poczucia, że coś jest nie tak. Po prostu stał się częścią rutyny i właściwie przez większość czasu zapominałam, że go stosuję. Wiem, że opinie są bardzo różne i każda kobieta może mieć zupełnie inne doświadczenie, ale u mnie PolaRing był naprawdę idealną metodą antykoncepcji. Gdybym sugerowała się tylko negatywnymi komentarzami, pewnie nigdy bym go nie wypróbowała, a okazało się, że przez lata sprawdzał się bez zarzutu. Dlatego z mojej perspektywy mogę powiedzieć, że warto dać mu szansę, jeśli ktoś szuka czegoś wygodniejszego niż codzienne tabletki.

Bardzo polubiłam PolaRing jako formę antykoncepcji. Największą zaletą jest dla mnie to, że nie muszę codziennie o nim pamiętać, tak jak przy tabletkach. Przy wcześniejszych metodach zawsze miałam z tyłu głowy stres, czy na pewno wzięłam tabletkę o właściwej porze, czy nie zapomniałam, czy coś nie zaburzy działania. Przy PolaRingu jest dużo spokojniej — zakładam krążek i przez większość czasu po prostu normalnie funkcjonuję. Podoba mi się też to, że mam do tej metody zaufanie. Oczywiście na początku trochę się zastanawiałam, czy będę go czuła, czy będzie przeszkadzał, czy partner coś zauważy, ale u mnie szybko stało się to czymś normalnym. Na co dzień praktycznie o nim zapominam. Nie przeszkadza mi w chodzeniu, siedzeniu, pracy ani w zwykłych codziennych czynnościach. Mój partner mówi, że czasami czuje PolaRing podczas stosunku, ale nie jest to dla niego problem ani nic, co przeszkadzałoby nam w zbliżeniu. Bardziej jest to kwestia świadomości, że krążek tam jest, niż realnego dyskomfortu. Dla mnie też nie jest to coś uciążliwego, chociaż rozumiem, że niektórym kobietom albo ich partnerom może to bardziej przeszkadzać. Dużym plusem jest też to, że jeśli komuś PolaRing przeszkadza podczas seksu albo powoduje dyskomfort, można go na krótko wyjąć. Daje to trochę większą swobodę i poczucie kontroli nad sytuacją, zwłaszcza na początku, kiedy człowiek dopiero przyzwyczaja się do tej metody. Sama świadomość, że nie trzeba się z nim męczyć, jeśli akurat podczas współżycia jest niewygodnie, jest dla mnie dużym ułatwieniem.

Ogólnie naprawdę polecam PolaRing kobietom, które nie lubią codziennego pilnowania tabletek i szukają czegoś wygodniejszego. Dla mnie to jedna z najbardziej komfortowych metod antykoncepcji, bo łączy wygodę, dyskrecję i dużo mniejszy stres związany z pamiętaniem o dawce każdego dnia.

Próbowałam już różnych metod antykoncepcji — brałam tabletki, w tym Yaz, testowałam też plastry i kilka innych rozwiązań. Z moim organizmem bywa trudno, bo bardzo szybko reaguje na hormony i potrafi dawać różne dziwne skutki uboczne, dlatego znalezienie czegoś odpowiedniego wcale nie było proste. Na tle tych wszystkich metod PolaRing sprawdził się u mnie najlepiej.

Najbardziej doceniam to, że jest po prostu wygodny. Nie muszę codziennie pamiętać o tabletce, nie pilnuję godziny, nie stresuję się, że zapomnę dawki albo że coś mi się pomyli. Zakładam krążek i przez kilka tygodni mam spokój. Dla mnie to ogromna różnica, bo przy tabletkach antykoncepcyjnych zawsze czułam presję regularności, a przy PolaRingu ta cała codzienna kontrola odpada.

Mam też wrażenie, że przy PolaRingu moje nastroje są dużo bardziej stabilne niż przy niektórych innych metodach. Wcześniej zdarzały mi się większe wahania emocji, drażliwość albo takie uczucie, że hormony kompletnie mną rządzą. Tutaj było spokojniej. Nie mówię, że od pierwszego dnia wszystko było idealnie, ale ogólnie czułam się bardziej „sobą” i łatwiej było mi normalnie funkcjonować.

Jeśli chodzi o ochronę przed ciążą, też miałam przy nim większy komfort psychiczny. Oczywiście każda metoda wymaga stosowania zgodnie z zasadami, ale dla mnie PolaRing był mniej stresujący niż tabletki, bo nie było tego codziennego ryzyka zapomnienia. To dawało mi większe poczucie bezpieczeństwa i mniej nerwów w ciągu miesiąca.

Nie będę jednak udawać, że początki były całkowicie bezproblemowe. Przez około 3 miesiące miałam nieregularne krwawienia, czasami mocniejsze, czasami bardziej w formie plamienia. Było to irytujące i momentami naprawdę miałam ochotę zrezygnować, bo ile można chodzić z takim rozregulowanym cyklem. Ale u mnie po tym czasie organizm się uspokoił i później było już dużo lepiej.

Dlatego z mojej perspektywy warto dać PolaRingowi trochę czasu, jeśli objawy nie są bardzo uciążliwe. U mnie te pierwsze miesiące były okresem przestawiania się organizmu, ale później okazało się, że to najwygodniejsza i najczystsza forma antykoncepcji, jaką do tej pory znalazłam. Po tabletkach i plastrach PolaRing naprawdę okazał się dla mnie najlepszym wyborem.

Stosuję PolaRing od około 7 miesięcy i jak na razie jestem naprawdę zadowolona. Na początku miałam trochę wątpliwości, bo przez pierwsze dwa miesiące pojawiały się nieregularne krwawienia. Nie było to może coś, co całkowicie uniemożliwiało normalne funkcjonowanie, ale jednak było irytujące, bo trudno przewidzieć, kiedy coś się pojawi. Raz było bardziej jak plamienie, innym razem trochę mocniejsze krwawienie, więc na początku zastanawiałam się, czy ta metoda na pewno będzie dla mnie. Po tych pierwszych miesiącach organizm chyba się przyzwyczaił, bo wszystko zaczęło się stabilizować i teraz właściwie nie mam na co narzekać. PolaRing jest dla mnie bardzo prosty w użyciu. Najbardziej lubię to, że nie muszę codziennie pamiętać o tabletce ani pilnować konkretnej godziny. Przy tabletkach zawsze miałam z tyłu głowy stres, czy na pewno nie zapomniałam, a tutaj po założeniu krążka właściwie mogę o nim zapomnieć na dłuższy czas. Dla mnie to ogromna wygoda, bo PolaRing nie wymaga codziennego planowania. Zakładam go i normalnie funkcjonuję — praca, wyjścia, podróże, zwykłe obowiązki, wszystko bez ciągłego myślenia o antykoncepcji. W ciągu dnia praktycznie go nie czuję i nie przeszkadza mi w żadnych codziennych sytuacjach. Pod tym względem naprawdę bardzo mi odpowiada.

Jedyny minus, jaki zauważyłam, dotyczy współżycia. Czasami można wyczuć PolaRing podczas seksu, co nie zawsze jest komfortowe. Nie jest to u mnie jakiś ogromny problem, ale bywało tak, że po prostu lepiej było go na chwilę wyjąć i założyć ponownie po wszystkim. To trochę rozwiązuje sprawę i sprawia, że sama metoda nadal pozostaje wygodna. Ogólnie bardzo polubiłam PolaRing. Początek był trochę męczący przez nieregularne krwawienia, ale kiedy organizm się przyzwyczaił, okazało się, że to jedna z najwygodniejszych metod antykoncepcji, jakie stosowałam. Największy plus to zdecydowanie prostota — zakładasz i nie musisz codziennie o tym myśleć.

Uwielbiam PolaRing i naprawdę będzie mi go brakować, jeśli będę musiała z niego zrezygnować. Stosuję go od około 14 miesięcy i przez większość tego czasu byłam bardzo zadowolona. To była jedna z najwygodniejszych metod antykoncepcji, jakie miałam — bez codziennego pamiętania o tabletce, bez ustawiania alarmów, bez stresu, że zapomnę dawki albo wezmę ją za późno. Po prostu zakładałam krążek i miałam spokój. Niestety przez ostatnie dwa cykle zaczęło dziać się coś, co mnie martwi. Dostaję krwawienia już mniej więcej 10 dni po założeniu nowego PolaRingu, czyli dużo za wcześnie. Wcześniej tak nie było, dlatego jestem tym mocno rozczarowana. Wygląda na to, że chyba będę musiała pomyśleć o zmianie metody, chociaż szczerze mówiąc, bardzo nie chcę, bo właśnie wygoda PolaRingu była dla mnie największym plusem. Najbardziej lubię w nim to, że myślę o antykoncepcji właściwie tylko raz w miesiącu. Zakładam nowy krążek i nie muszę codziennie kontrolować, czy coś wzięłam. Podoba mi się też sama forma stosowania — dla mnie dużo wygodniejsza niż tabletki, które trzeba połykać każdego dnia. Mam wrażenie, że przy PolaRingu wszystko jest bardziej dyskretne i mniej angażujące na co dzień. Duży plus jest też taki, że nie czuję go w środku. Nie przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu, nie czuję go podczas chodzenia, siedzenia czy pracy. Po założeniu praktycznie zapominam, że tam jest. To było dla mnie bardzo ważne, bo bałam się, że krążek będzie wyczuwalny albo irytujący, a okazało się, że na co dzień jest naprawdę komfortowy. Lubiłam też możliwość kontrolowania krwawienia. Jeśli chciałam pominąć miesiączkę, mogłam po prostu założyć świeży PolaRing od razu po wyjęciu starego, bez robienia przerwy. To dawało mi poczucie większej swobody, zwłaszcza przy wyjazdach, ważnych wydarzeniach albo sytuacjach, kiedy krwawienie byłoby wyjątkowo niewygodne.
Niestety teraz największym minusem jest u mnie krwawienie międzymiesiączkowe, którego nie mogę opanować. Pojawia się mimo stosowania krążka i psuje cały komfort tej metody. Mam też świadomość, że PolaRing ma określoną dawkę hormonów, więc nie da się po prostu wybrać „mocniejszej” wersji tak jak czasem zmienia się tabletki na inne. To trochę ogranicza możliwości, jeśli organizm nagle zaczyna reagować inaczej. Zauważyłam też, że od czasu do czasu miałam infekcje drożdżakowe i zastanawiam się, czy PolaRing mógł mieć z tym jakiś związek. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się podejrzane, że zaczęło się to pojawiać w czasie stosowania tej metody. Nie było to ciągłe, ale na tyle zauważalne, że zaczęłam brać to pod uwagę.

Stosuję PolaRing już od około 3–4 lat i ogólnie bardzo lubię tę metodę. Największy plus to dla mnie wygoda — nie muszę codziennie pamiętać o tabletce, pilnować godziny, nosić blistra przy sobie ani stresować się, że coś pominęłam. Przy tabletkach zawsze miałam w głowie ten obowiązek, a przy PolaRingu jest dużo prościej. Zakładam krążek i przez większość czasu po prostu o nim nie myślę. Pierwszy miesiąc albo trochę dłużej był jednak u mnie dość ciężki. Byłam wtedy bardzo emocjonalna, dużo bardziej niż normalnie. To kompletnie nie było w moim stylu, bo zwykle nie reaguję aż tak gwałtownie, a wtedy potrafiłam zdenerwować się o drobiazg albo rozpłakać się praktycznie bez większego powodu. Miałam wrażenie, jakby hormony bardzo mocno wpływały na moje emocje i przez chwilę naprawdę zastanawiałam się, czy ta metoda w ogóle jest dla mnie. Na szczęście po około miesiącu wszystko zaczęło się uspokajać. Organizm chyba się przyzwyczaił, bo te nagłe wybuchy złości, płaczliwość i ogólna huśtawka emocjonalna stopniowo minęły. Od tamtej pory jest naprawdę dobrze i właśnie dlatego zostałam przy PolaRingu na tyle długo. Pod względem codziennego komfortu, wygody i braku konieczności pamiętania o tabletce ta metoda bardzo mi odpowiada. Mam jednak jedną większą rzecz, która mnie denerwuje — częste infekcje grzybicze. Zauważyłam, że odkąd stosuję PolaRing, zdarzają mi się częściej niż wcześniej. Nie wiem, czy to na pewno przez krążek, ale mam takie podejrzenie, bo jednak jest on cały czas w pochwie przez kilka tygodni i możliwe, że u mnie wpływa to jakoś na florę bakteryjną albo podrażnienia. Nie jest to problem ciągły, ale pojawia się na tyle często, że zaczęłam szukać sposobu, jak to ograniczyć. Słyszałam od innych dziewczyn, że czasem pomaga wyjmowanie PolaRingu na czas współżycia, więc chyba spróbuję tej opcji i zobaczę, czy u mnie coś się poprawi. Może mniej podrażnień i tarcia sprawi, że infekcje będą pojawiały się rzadziej. Bardzo bym chciała, żeby to pomogło, bo poza tym jednym minusem naprawdę lubię PolaRing i nie chciałabym z niego rezygnować. Ogólnie moja opinia jest raczej pozytywna. Początek był emocjonalnie trudny, potem organizm się unormował i przez lata PolaRing był dla mnie bardzo wygodną metodą antykoncepcji. Gdyby nie te nawracające infekcje grzybicze, właściwie nie miałabym większych zastrzeżeń.