Dziewczyny, trochę panikuję i potrzebuję Waszych doświadczeń, bo może któraś miała podobną sytuację. Do tej pory zawsze stosowałam Polaring i byłam już do niego przyzwyczajona — wiedziałam, czego się spodziewać, jak mój organizm reaguje, kiedy zakładać, kiedy wyjmować itd. Teraz zrealizowałam receptę i w aptece dostałam NuvaRing. Niby wiem, że to też krążek dopochwowy i wygląda na to, że ma bardzo podobne dawkowanie, ale mimo wszystko mam ogromny stres, bo dla mnie antykoncepcja to temat, przy którym nie chcę żadnych niespodzianek.
Nie planuję dzieci i naprawdę bardzo się boję, że zmiana opakowania/producenta może coś namieszać. Wiem, że może przesadzam, ale jak człowiek przez długi czas używa jednego konkretnego preparatu, to potem taka zmiana od razu uruchamia milion myśli w głowie. Patrzę na te dwa pudełka obok siebie i niby wszystko wydaje się podobne, ale jednak nazwa inna i mam blokadę, żeby po prostu założyć nowy krążek bez upewnienia się, czy faktycznie jest tak samo.
Czy któraś z Was przechodziła z Polaring na NuvaRing albo stosowała je zamiennie? Miałyście jakieś różnice w samopoczuciu, plamienia, bóle, spadek libido, większy stres z cyklem albo coś nietypowego? Najbardziej zależy mi na tym, czy przy takiej zmianie skuteczność antykoncepcyjna jest traktowana tak samo, jeśli zakłada się krążek zgodnie z dotychczasowym schematem. Może głupio brzmi, ale serio bardzo się tym przejęłam.
Wrzucam zdjęcie, bo po lewej mam poprzednie opakowanie, którego używałam, a po prawej to nowe z apteki. Może dla kogoś to oczywiste, ale ja teraz siedzę, patrzę na te pudełka i zastanawiam się, czy to faktycznie „to samo”, tylko pod inną nazwą, czy jednak któraś z Was odczuła różnicę po zmianie.