Prefaxine pomógł mi za każdym razem, gdy wracała depresja. Ostatni epizod przyszedł po trudnej sytuacji w pracy i zaniedbaniu własnych pasji. Jak to zwykle bywa, człowiek zapomina, jak okropne potrafi być to uczucie – paraliż, pustka, niemożność odczuwania czegokolwiek. Miałam wątpliwości, czy lek jeszcze zadziała. Przez pierwsze dwa tygodnie byłam przerażona – naczytałam się opinii, że “tym razem nie działa”, że “tylko skutki uboczne”. Ale to przecież typowe przy depresji: katastroficzne myśli, lęk, wątpliwości. Po czterech tygodniach Prefaxine znów zadziałał – zaczęłam wracać do pracy, do życia, do siebie. Teraz mija ósmy tydzień i czuję się lepiej niż przed nawrotem.
Jeśli chodzi o skutki uboczne – były, ale z perspektywy depresji to naprawdę drobiazgi. Trochę potliwości, lekka utrata libido, przez chwilę nudności – wszystko minęło po kilku dniach lub tygodniach. Organizm się dostosował, a ja mogłam w końcu oddychać. Wiem, że nie każdy ma tyle szczęścia, ale zbyt często widzę, jak ludzie skupiają się tylko na minusach i nie dają lekom szansy. A przecież chodzi o życie. Nie o idealne samopoczucie bez potu czy zmęczenia – tylko o to, by się nie bać własnych myśli. Jeśli zastanawiasz się nad Prefaxine – daj sobie szansę. To może być pierwszy krok do wyjścia z tego mroku.