Zaczęłam od najniższej dawki – 37,5 mg Prefaxine, zgodnie z zaleceniem lekarza. Po tygodniu zwiększyłam do 75 mg, tak jak było ustalone w planie leczenia. Przez kilka miesięcy czułam się całkiem stabilnie, ale po około pół roku pojawiła się we mnie potrzeba zejścia z dawki. Chciałam wrócić do 37,5 mg, licząc, że może już dam radę bez tak silnego wsparcia.
Niestety – wszystko się posypało. Emocjonalnie i psychicznie wypadłam z torów. Zdecydowałam się więc wrócić do 75 mg, ale z czasem – żeby utrzymać stabilność – lekarz zwiększył dawkę do 150 mg dziennie. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się całkowicie odstawić lek, ale w tym momencie… to raczej odległa perspektywa. Na ten moment Prefaxine jest czymś, bez czego trudno mi funkcjonować, choć gdzieś w głowie cały czas trzymam myśl, że może kiedyś się uda.