Aktualnie jesteśmy w trakcie leczenia zapalenia krtani u mojej 3-letniej córki. Zaczęło się niewinnie – przez dwa dni podczas płaczu chwytała się za szyję, ale zbagatelizowałam to. W czwartek pojawił się stan podgorączkowy (37,7°C), a w nocy z czwartku na piątek zdarzyło się jedno „zapięcie”. W piątek poszliśmy do lekarza, ale naszego pediatry akurat nie było. Osłuchowo czysto, jednak z racji nadchodzących dni wolnych i odległości do szpitala (30 km), dostaliśmy antybiotyk „na wszelki wypadek”.
W nocy sytuacja gwałtownie się pogorszyła. Otworzyłam okno, co pomogło złagodzić objawy, i jakoś dotrwaliśmy do rana. Rano bez zastanowienia wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do szpitala. Pediatra w szpitalu powiedział, że mamy dwie opcje: oddział lub inhalacje w domu, choć nie wykluczał, że i tak możemy trafić na oddział, jeśli pojawi się ostra duszność.
Pulmicort w połączeniu z antybiotykiem bardzo pomógł – stan zapalny „zszedł” już do oskrzeli. Mieliśmy zalecone inhalacje przez 5 dni: dwie ampułki dwa razy dziennie. Kaszel, który wcześniej był suchy i szczekający, zmienił się w mokry i odrywający. Starsza córka (6 lat) miała kiedyś podobny przypadek i wtedy dostała zastrzyk.
Muszę przyznać, że zapalenia krtani naprawdę nie da się pomylić z niczym innym – te charakterystyczne objawy, szczekający kaszel i nagłe duszności są jednoznaczne i wymagają szybkiego działania.