Opinie Relanium

Jakie są Wasze doświadczenia z lekiem Relanium? Czy zauważyliście poprawę w leczeniu stanów lękowych, bezsenności lub skurczów mięśniowych? Czy wystąpiły u Was jakieś skutki uboczne, takie jak senność, osłabienie mięśni czy problemy z koncentracją? Wasze opinie mogą być cennym wsparciem dla innych osób stosujących ten lek – każda historia ma znaczenie!

  • Bardzo dobrze
  • Przeciętnie
  • Słabo
0 głosujących

Od 2011 roku biorę Relanium po nagłej śmierci męża. Zawsze zmagałam się z silnym, uogólnionym lękiem, ale nigdy nie zostałam odpowiednio leczona. Przepisano mi jedynie Ketrel, który sprawił, że nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Strata męża jeszcze bardziej nasiliła mój stan lękowy, a do tego doszła bezsenność. Lekarz próbował różnych leków z grupy benzodiazepin, ale ich działanie było zbyt krótkie, by zapewnić mi odpowiednią ulgę. W końcu spróbowaliśmy diazepamu i okazał się skuteczny. Zaczęłam od dawki 20 mg dziennie, a z czasem udało mi się zejść do stabilnego poziomu 10 mg na dobę. Lek ten nie powoduje u mnie senności ani otępienia, lecz wystarczająco łagodzi objawy, abym mogła opiekować się dziećmi i radzić sobie w codziennym życiu. Tak, istnieje pewne uzależnienie, ale dla mnie to cena, którą warto zapłacić, aby nie musieć każdego dnia zmagać się z uciążliwymi objawami lęku. Polecam Relanium jako skuteczny lek przeciwlękowy, jednak warto pamiętać o ryzyku uzależnienia i możliwości nadużywania.

Przez prawie tydzień codziennie trafiałam na SOR z powodu ataków paniki. Za każdym razem próbowano różnych leków, ale nic mi nie pomagało. Po ostatniej wizycie dostałam Relanium i byłam w szoku — to jedyna rzecz, która kiedykolwiek zatrzymała u mnie atak paniki. Dosłownie lek ratujący sytuację.

Mam silne szumy uszne, mam 76 lat i biorę Relanium od 2011 roku. Mam głośne dzwonienie i szumiące, pulsujące dźwięki w obu uszach. Diazepam zmniejsza u mnie jedno i drugie. Lekarz odstawił mi ten lek, bo powiedział, że może powodować powikłania sercowe.

Relanium naprawdę odmieniło moje życie. Mam silne stany lękowe, a mój lęk dotyczy nawet samego brania leków. Nigdy wcześniej nie brałam żadnych leków poza naturalnymi środkami, nawet paracetamolu, więc byłam przerażona, kiedy miałam spróbować tej tabletki. Nie miałam jednak wyjścia, bo zbliżał się rezonans magnetyczny i wiedziałam, że bez czegoś uspokajającego nie dam rady go zrobić.

Najpierw spróbowałam ćwiartki tabletki, potem połówki, a później wzięłam całą. Mogę powiedzieć, że nie miałam żadnych skutków ubocznych i właściwie nawet nie czułam, że coś wzięłam. Po prostu lęk znikał.

Teraz zamiast bać się wyjść i wydarzeń, zaczynam się z nich cieszyć, bo wiem, że mam Relanium przy sobie, jeśli naprawdę będę go potrzebować. Zwykle biorę jednorazowo półtorej tabletki, czyli 7,5 mg, może 2–3 razy w miesiącu. Zaczęłam planować wakacje, umawiać się do fryzjera i robić proste rzeczy, których wcześniej nie byłam w stanie zrobić. Po ponad 10 latach życia z lękiem to dla mnie bardzo pozytywne doświadczenie.

Przez ten czas próbowałam wszystkiego: śpię 8 godzin, ćwiczę 5 razy w tygodniu, dobrze jem, stosuję techniki oddechowe i relaksacyjne. To wszystko pomaga, ale nie usuwa lęku całkowicie. Przez 10 lat czułam się uwięziona, a teraz wreszcie czuję się wolna. Stosuję to Relanium 5mg:

Jestem teraz na studiach i Relanium praktycznie całkowicie wyciszyło u mnie lęk. Kiedy je biorę, jestem w stanie podchodzić do egzaminów, wychodzić z domu i normalnie rozmawiać z ludźmi. Moim zdaniem ryzyko uzależnienia jest tego warte, bo wolę być zależny od tego leku, jeśli dzięki temu mogę funkcjonować bez ciągłego lęku i stresu.

Odkąd biorę Relanium, moje napady padaczkowe ustały. Obecnie przyjmuję też inne leki przeciwpadaczkowe, ale w moim przypadku to właśnie diazepam całkowicie zatrzymał napady. Biorę ten lek z powodu padaczki, chociaż rozumiem, dlaczego ludzie mówią, że pomaga też na lęk — rzeczywiście może tak działać. Nie biorę jednak więcej, niż naprawdę muszę. Bardzo dobrze oceniam działanie tego leku. Mam nawet osobę w rodzinie, która też go przyjmuje. Aktualnie biorę Relanium od prawie roku.

Biorę 10 mg Relanium, żeby na tyle się uspokoić, abym mogła przejść zamknięty rezonans magnetyczny. Mam klaustrofobię, a do tego głośne dźwięki w trakcie badania wywołują u mnie ataki paniki, jeśli wcześniej nie wezmę czegoś uspokajającego.

Mam objawy PTSD, mam diagnozę. Przez 6 lat brałem klonazepam trzy razy dziennie, ale jego działanie zaczęło szybko słabnąć. Ustawiałem sobie timer, żeby brać dawkę co 8 godzin. Jeśli zapomniałem o dawce, w ciągu kilku godzin wchodziłem w objawy odstawienne.

Mam trochę ponad 30 lat, jestem szczupły, mam zdrowe BMI i niewiele tkanki tłuszczowej, ale wagę mam prawidłową do wzrostu. Mam około 180 cm wzrostu i ważę zwykle 56–61 kg, zależnie od okresu. To głównie mięśnie, nie jestem słaby. Kiedyś ważyłem 50 kg i wyglądałem naprawdę źle.

Zszedłem z klonazepamu z 4 mg do 3 mg i to było koszmarne. Poprosiłem lekarza o zmianę na diazepam, czyli Relanium, ze względu na dłuższy okres półtrwania i mniejsze objawy odstawienne między dawkami. Teraz biorę 20 mg rano, 10 mg w ciągu dnia i 30 mg na noc, czyli łącznie 60 mg diazepamu dziennie.

Przejście wyglądało u mnie tak, że przez miesiąc brałem 30 mg diazepamu i 1,5 mg klonazepamu, a potem przeszedłem na 60 mg diazepamu. Sama zmiana była dość łatwa. Wcześniej brałem klonazepam w schemacie 1,5 mg / 1 mg / 1,5 mg, czyli łącznie 4 mg. Sam zszedłem do 3 mg, czyli 1,25 mg / 0,5 mg / 1,25 mg.

U mnie główne działanie diazepamu trwa krócej niż klonazepamu — około 5–7 godzin w porównaniu do 6–9 godzin po klonazepamie. Ale diazepam schodzi z organizmu łagodniej przez ponad 12 godzin, a właściwie działa w tle nawet dłużej. Klonazepam u mnie sprawiał wrażenie, jakby po 24 godzinach już go nie było, mimo że teoretycznie nadal był w organizmie. Po prostu po dobie już go nie czułem.

Relanium nie urywa działania nagle po 10 godzinach i nie wrzuca mnie od razu w paraliżujące objawy odstawienne. Mogę zapomnieć dawki i wziąć ją później, bez czekania ponad godzinę na ulgę od objawów odstawienia. U mnie metabolizm wydaje się szybki, więc to robi dużą różnicę. W porównaniu z klonazepamem diazepam jest dla mnie ratunkiem: działa szybciej, dłużej i nie powoduje u mnie depresji.

Robi jednak większą senność. Rozumiem, dlaczego 60 mg jest uznawane za maksymalną dawkę przy lęku. Na pewno nie powinienem prowadzić ciężkiego sprzętu. Diazepam to jedna z pierwszych medycznie zatwierdzonych benzodiazepin i moim zdaniem jedna z najlepszych do stopniowego schodzenia z innych leków z tej grupy. Nie jest aż tak silny w małej dawce, a występuje też w tabletkach 2 mg, które można dzielić na ćwiartki przy redukcji.

Ma szeroki zakres działania i może pomagać przy przechodzeniu z innych benzodiazepin. Nie sądzę, żebym mógł bez niego normalnie funkcjonować. Nadal męczą mnie koszmary, nadmierna czujność i lęk, mimo że od głównego traumatycznego wydarzenia minęło ponad 10 lat. Dla mnie diazepam działa lepiej niż klonazepam i inne benzodiazepiny, których próbowałem: lorazepam, alprazolam, oksazepam, klonazepam i diazepam.

Trzymałbym się z daleka od benzodiazepin z niepewnych źródeł, podróbek i substancji z szarego rynku, takich jak nielegalne wersje alprazolamu, lorazepamu, analogi benzodiazepin czy etizolam. Nie wiadomo, co naprawdę jest w takich tabletkach. Miałem znajomego, który przedawkował i zmarł po „Percocet”, który okazał się zawierać fentanyl. Dlatego takich rzeczy trzeba unikać.

Długoterminowo, przy problemach ze snem, lęku, nadmiernej czujności, bezsenności, flashbackach i nocnych koszmarach, diazepam jest dla mnie najlepszym wyborem. Nie jest idealny, ale sprawdził się lepiej niż ponad sześć innych leków i kombinacji, których próbowałem. Jednocześnie nie zaczynałbym benzodiazepin, dopóki nie wyczerpie się innych możliwości. Jestem fizycznie i psychicznie uzależniony. To potrafi być tak samo ciężkie jak uzależnienie od heroiny, a odstawienie benzodiazepin może być nawet śmiertelne.

Moim zdaniem odstawienie benzodiazepin jest gorsze niż odstawienie alkoholu z majaczeniem. Zgony przy odstawieniu opioidów są rzadsze, poza niektórymi syntetycznymi opioidami, jak metadon. Jedyny plus jest taki, że przy regularnym dawkowaniu wygląda to mniej „narkotykowo”. Byłem też alkoholikiem. Leżałem w łóżku przez trzy dni, spocony, trzęsący się i wykończony. Musiałem pokazać lekarzowi, że odstawiłem alkohol, zanim przepisał mi benzodiazepiny.

Poza tym brałem tylko 3 po dentyście, ale wiem, że odstawienie leków działających na GABA może być niebezpieczne. Opioidy przy odstawieniu rzadziej dają skutki śmiertelne, a przy benzodiazepinach ryzyko jest realne. Szkoda, że Relanium, ma taką złą opinię. Gdybym dostał je wcześniej, być może brałbym je w niższej dawce.

Mój lekarz częściej przepisuje klonazepam jako główną benzodiazepinę. Zaczęliśmy od 2 mg, po miesiącu było 3 mg, potem 4 mg. Rozważał nawet 5 mg, ale powiedziałem, że absolutnie nie. Próbowałem SSRI, SNRI, trójpierścieniowych leków przeciwdepresyjnych, takich jak amitryptylina, oraz leków przeciwpsychotycznych, takich jak risperidon. Risperidon sprawił, że miałem myśli samobójcze.

Wielokrotnie proponowano mi trazodon, ale po risperidonie nie chcę już brać żadnych leków przeciwpsychotycznych. I tak jestem już uzależniony od leków działających na GABA, więc nie chcę mieszać w mózgu bardziej, niż to konieczne. Diazepam jest dla mnie najlepszy. Jeśli ktoś jest starszy, ma wolniejszy metabolizm albo wyższe BMI, być może lepiej zapytać o oksazepam albo krócej działające benzodiazepiny. Niska ilość tkanki tłuszczowej może wpływać na działanie benzodiazepin.

Przepisano mi Relanium po wielu latach życia z uogólnionymi zaburzeniami lękowymi i napadami paniki. Ataki paniki zaczęły się u mnie, gdy miałem 16 lat — doszło do tego, że nie byłem w stanie wychodzić z domu. Później zacząłem pić alkohol, bo pomagał mi na lęk, ale stworzyło to zupełnie nowy problem. W końcu udało mi się z tym skończyć, ale zauważyłem, że co około 3 lata wracałem do picia, zawsze z powodu lęku, paniki i bólu w obrębie miednicy.

Próbowałem prawie wszystkich możliwych leków z grup SSRI, SNRI i innych. W końcu trafiłem do psychiatry, który naprawdę mnie wysłuchał i zaproponował właśnie Relanium, czego wielu lekarzy obecnie raczej unika. Przez ostatnie 3 lata przeszedłem 6 operacji z powodu dysfunkcji dna miednicy. Jestem tak napięty fizycznie i psychicznie, że obecnie mam ileostomię, bo moje ciało po prostu nie chciało prawidłowo funkcjonować.

Odkąd zacząłem brać Relanium, mięśnie brzucha się rozluźniły. Jestem w stanie normalnie funkcjonować przez cały dzień, pracować na pełen etat i być takim ojcem oraz mężem, jakim chcę być. Ten lek naprawdę uratował mi życie na kilka różnych sposobów. Rozumiem ryzyko, ale w moim przypadku korzyści zdecydowanie przewyższają minusy i jestem za to wdzięczny.

Biorę 5 mg trzy razy dziennie, chociaż rano zwykle tylko 2,5 mg, a około 7,5 mg wieczorem po pracy.

Relanium dobrze działa u mnie na PTSD i PMDD. Trzeba tylko trafić na lekarza, który naprawdę słucha, a nie od razu próbuje wciskać antydepresanty, które u mnie dawały bardzo złe skutki uboczne, łącznie z nasileniem myśli samobójczych. Dla mnie Relanium okazało się ratunkiem i powoduje dużo mniej działań niepożądanych. Jednym z minusów było przybieranie na wadze, ale lek zatrzymał moje traumatyczne koszmary, epizody psychotyczne i autoagresję. Pomaga mi też przy PMDD, z którym przez 30 lat nic wcześniej nie dawało sobie rady.

Cześć wszystkim. Dopiero trafiłam na tę stronę i jestem naprawdę przestraszona. W skrócie: od wejścia w menopauzę, czyli od około 4 lat, męczą mnie napady paniki. Próbowałam już 7 różnych antydepresantów, jestem też na hormonalnej terapii zastępczej.

Cztery lata temu zaczęłam brać Xanax 2 mg, ale odstawiłam go 13 tygodni temu z powodu omamów wzrokowych, okropnego zmęczenia i fal silnego lęku. Próbowałam terapii i właściwie wszystkiego, co mi zalecano, ale teraz czuję się naprawdę bardzo źle przez wyniszczający lęk i ataki paniki. Nie mam depresji.

Jestem pod opieką psychiatry, ale po 4 latach leczenia nie czuję poprawy. Mój lekarz rodzinny, który naprawdę jest świetny, zasugerował małą dawkę Relanium, czyli diazepamu. Czuję się jak porażka, jeśli mam spróbować kolejnego leku, i po wcześniejszych doświadczeniach bardzo boję się farmakoterapii. Ale jednocześnie nie jestem w stanie żyć tak każdego dnia.

Trzy razy trafiałam na izbę przyjęć przez ataki paniki i straszne objawy fizyczne. Chyba po prostu potrzebuję trochę wsparcia i uspokojenia — czy ktoś był w podobnej sytuacji? Czy po Relanium było u Was w porządku?

Relanium bardzo mi pomogło na kilka sposobów. Choruję na dystrofię mięśniową, neuropatię i mam wyniszczający lęk. Próbowałem wielu leków, w tym innych benzodiazepin, ale diazepam działa u mnie najlepiej.

Na początku bardzo mnie usypiał, ale kiedy organizm się do tego przyzwyczaił, moja jakość życia znacznie się poprawiła. Biorę 10 mg do 3–4 razy dziennie, w razie potrzeby. Zacząłem stosować ten lek i tę dawkę prawie 10 lat temu, a nadal działa bardzo dobrze. Nie mam potrzeby go nadużywać. Jestem wdzięczny, że mam dobrego lekarza, bo wiem, że takie leki często trudno dostać.

Od kilku miesięcy mam ból szyi. Z czasem doszło do tego, że zaczęłam mieć bardzo silne problemy po prawej stronie szyi, w prawym barku i przy prawej łopatce. Dawno temu brałam baklofen i wtedy mi pomagał. Próbowałam też Flexerilu, ale u mnie nie zadziałał w ogóle.

Później spróbowałam Tyzanidyny i ten lek działał, ale chyba dodatkowo podrażniłam uraz związany z krążkami międzykręgowymi. Dwie noce temu oglądałam film i nagle pojawił się przeszywający ból oraz obrzęk mięśni po prawej stronie ciała. Towarzyszyło temu kłucie i pieczenie, trochę jak przy próbie stanięcia na nodze, która wcześniej „zasnęła”. Czułam to przez skórę głowy, całą szyję, prawy obojczyk, prawy bark, połowę prawego ramienia, prawą pierś oraz górną część pleców po prawej stronie.

Kiedy chciałam się ubrać i założyć ręcznik, mój chłopak zobaczył u mnie ciemny, siny ślad idący od kręgosłupa poziomo w stronę boku. Próbowałam to rozciągać i robiłam wszystko, co mogłam: używałam kremu z lidokainą, aparatu TENS, leków rozluźniających mięśnie, Aleve i innych rzeczy. W końcu powiedziano mi, żebym jechała na SOR.

Na SOR-ze dostałam 5 mg Relanium i po około 15 minutach byłam w stanie położyć się płasko. Kiedy tam przyszłam, nie mogłam nawet usiąść, bo gdy nacisk był na ten mięsień, ból robił się sto razy gorszy. Przepisano mi Relanium 5 mg co 6 godzin w razie potrzeby, tylko na dwa dni. Zauważyłam jednak, że wystarczy mi brać je dwa razy dziennie i działa naprawdę świetnie.

Staram się nie brać go, dopóki ból nie jest tak silny, że nie mogę nawet dotknąć mięśnia, żeby te osiem tabletek wystarczyło mi na dłużej. Nie sądzę, żeby jakikolwiek lekarz chciał mi później przedłużyć ten lek. Uważam, że benzodiazepiny mają złą opinię, ale kiedy są stosowane zgodnie z zaleceniem albo tylko doraźnie, bez historii nadużywania substancji, potrafią być bardzo pomocne.

Powiedziano mi, żebym nie łączyła Relanium z moim lekiem przeciwlękowym ani z lekami rozluźniającymi mięśnie, więc tego nie robię. W moim przypadku Relanium dużo lepiej wycisza lęk niż tamten lek. Zauważyłam też, że przestały mi dokuczać migrenowe bóle głowy, choć nie wiem, czy to przypadek. Po pierwszej dawce spałam jak dziecko i lek dosłownie mnie „odciął”. Teraz nadal robię się po nim senna, ale nie zasypiam od razu — za to poprawia mi nastrój i jest dla mnie ogromną pomocą.

Przez wiele lat zmagałem się z alkoholizmem. W końcu miałem w sobie dość siły, żeby przestać pić, ale wiedziałem, że mogą pojawić się nieprzyjemne objawy odstawienne, a nawet ryzyko drgawek. Zgłosiłem się na SOR na detoks. Na początku podano mi lorazepam i dobrze na niego zareagowałem.

Później wypisano mnie i przepisano mi Relanium. Kiedy zacząłem je brać, bardzo pomogło mi przejść przez objawy odstawienia. Miałem bardzo małe drżenia albo prawie wcale ich nie było. Szczerze mogę powiedzieć, że Relanium uratowało mi życie, bo kto wie, czy bez niego nie dostałbym drgawek odstawiennych.