Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Risperon w leczeniu schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej albo nasilonych zaburzeń zachowania? Czy zauważyliście poprawę w zakresie omamów, urojeń, silnego pobudzenia, wahań nastroju czy agresji? Jak szybko pojawiły się pierwsze efekty – czy była to stopniowa stabilizacja, czy raczej wyraźna zmiana w krótkim czasie? Czy podczas terapii wystąpiły u Was działania niepożądane, takie jak senność, spowolnienie, przyrost masy ciała, wzrost poziomu prolaktyny, sztywność mięśni, drżenia albo problemy ze snem? A może pojawiło się uczucie „emocjonalnego spłaszczenia” lub przeciwnie – większy spokój i wyciszenie?
Biorę Risperon od 15. roku życia, teraz mam 22 lata. Na początku ten lek działał naprawdę bardzo dobrze – byłam stabilna, bez większych wahań, objawy były pod kontrolą i mogłam normalnie funkcjonować. Po około 6 latach zaczęłam jednak zauważać, że coś się zmienia. Objawy zaczęły powoli wracać – mniej więcej raz w tygodniu pojawiały się myśli samobójcze, a innym razem lekka „maniakalna górka”, takie podkręcenie, którego nie potrafiłam zatrzymać. To nie było tak silne jak wcześniej przed leczeniem, ale wyraźnie czułam, że sama monoterapia przestaje mi wystarczać.
Od zeszłego roku dołączono mi lit i to była ogromna różnica. Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze jak teraz. Połączenie Risperonu z litem u mnie zadziałało dużo stabilniej – mniej huśtawek, mniej czarnych myśli, mniej tych dziwnych „wyskoków” nastroju.
U mnie Risperon działa naprawdę dobrze. Biorę go już od 2 lat i przede wszystkim mnie uspokaja – nie wyłącza mnie z życia, tylko sprowadza do takiego „normalnego poziomu”. Nie czuję się otępiała ani senna, po prostu mniej się nakręcam i łatwiej mi panować nad emocjami. Największym minusem był przyrost wagi. Na początku kilogramy zaczęły iść w górę i trochę mnie to przeraziło. Ale wzięłam się za dietę i ruch – ograniczyłam węglowodany, zaczęłam więcej chodzić i ćwiczyć – i udało mi się zrzucić około 2 kg. Moim zdaniem ten przyrost masy ciała da się kontrolować, tylko trzeba pilnować jedzenia i ruszać się regularnie. U mnie niskie węglowodany naprawdę zrobiły różnicę. Sam lek oceniam bardzo dobrze – gdyby nie kwestia wagi, byłby praktycznie idealny.
Chorobę afektywną dwubiegunową mam praktycznie odkąd pamiętam. Do okolic kwietnia/maja 2020 jakoś to wszystko trzymałam w ryzach – bywało ciężko, ale funkcjonowałam. Potem zaczęło się coś, czego totalnie nie kontroluję: silne wahania nastroju, raz głęboka depresja, raz mania, do tego krótkie epizody omamów wzrokowych i słuchowych. Problem w tym, że mimo iż ja i cała moja rodzina widzimy, że coś jest nie tak, psychiatra upiera się, że to kwestia braku ruchu, stresu społecznego, mojego lęku społecznego i różnych czynników zewnętrznych. Twierdzi, że to nie wina leków i że terapia jest „wystarczająca”. A ja mam coraz większe poczucie, że Risperon (i reszta leczenia) przestaje działać tak jak kiedyś. Dodatkowo biorę stymulant na ADHD i odstawianie go ciągnie się w nieskończoność – podejrzewam, że to też może mieszać w obrazie. Mimo wszystko mam wrażenie, że powoli tracę kontrolę nad sobą. Jakby lek, który kiedyś pomagał, teraz był coraz mniej skuteczny. Nie mówię, że Risperon jest zły – wiem, że wielu osobom bardzo pomaga. U mnie przez lata też był stabilizatorem. Ale mam poczucie, że z czasem jego działanie osłabło i że coś trzeba zmienić, bo obecnie czuję się tak, jakbym znowu powoli się rozsypywała.
Bez Risperonu moje nastroje są kompletnie niestabilne i to w skrajny sposób. Potrafię wpaść w ogromne pobudzenie albo totalne załamanie w bardzo krótkim czasie. Emocje są wtedy na maksa – zero kontroli, zero hamulca. Na leku jest zupełnie inaczej. W sytuacjach, w których normalnie wybuchłabym albo bardzo się nakręciła, czuję… prawie nic. Jakby ktoś ściszył pokrętło z emocjami. Nie ma tych ekstremów, nie ma takiej jazdy bez trzymanki. Czasem mam wrażenie, że to aż za duże wyciszenie, bo emocje są bardziej płaskie. Ale z drugiej strony daje mi to stabilność i poczucie kontroli, którego bez leku po prostu nie mam. W moim przypadku Risperon zdecydowanie ogranicza te skrajności.
Na początku było mi bardzo ciężko wytrzymać senność po Risperonie. Dosłownie miałam problem, żeby utrzymać oczy otwarte w ciągu dnia. Zdarzało się, że idąc chodnikiem na chwilę „odpływałam”, oczy same mi się zamykały na parę sekund i to było naprawdę niebezpieczne, zwłaszcza przy ruchliwej ulicy.
Z czasem organizm trochę się przyzwyczaił i ta senność nie jest już aż tak przytłaczająca, choć nadal ją czuję. To był dla mnie najtrudniejszy efekt uboczny.
Poza tym jednak lek działa u mnie bardzo dobrze na schizofrenię. Objawy są pod kontrolą, mam mniej chaosu w głowie, mniej lęku i większą stabilność. Gdyby nie ta początkowa walka ze zmęczeniem, powiedziałabym, że to naprawdę skuteczny lek w moim przypadku.
Ten lek zdziałał cuda w mojej schizofrenii. Odkąd biorę Risperon, moje objawy praktycznie zniknęły – nie mam już omamów ani urojeń, czuję się stabilnie i funkcjonuję normalnie.
Jedynym skutkiem ubocznym, jaki u mnie wystąpił, był początkowy przyrost masy ciała związany ze zwiększonym apetytem. Na początku faktycznie jadłam więcej, ale po czasie organizm się ustabilizował i udało mi się to opanować.
Biorę Risperon od dwóch lat i mogę powiedzieć, że w moim przypadku leczenie okazało się bardzo skuteczne. Czuję się „czysta” objawowo i mam wrażenie, że w końcu mam kontrolę nad swoim życiem.