Zaczęłam stosować Symfaxin ER w dawce 75 mg, kiedy trafiłam na 9 dni do ośrodka leczenia zaburzeń psychicznych – zostałam tam przyjęta z powodu myśli samobójczych. Przez pierwsze dni miałam zupełnie brak apetytu, ale ku mojemu zaskoczeniu lek zaczął działać rewelacyjnie. Po około roku, w okresie zimowym, mój lekarz podwyższył mi dawkę do 150 mg – miałam wtedy nasilenie sezonowej depresji i potrzebowałam dodatkowego wsparcia.
Byłam na Symfaxinie ER od 2022 roku aż do lutego 2024, kiedy mój lekarz rodzinny zauważył poważne zmiany w morfologii – liczba białych krwinek systematycznie spadała przez cały okres leczenia. Po odstawieniu zaczęło się najgorsze – miałam niekontrolowane tiki ciała, wahania emocji, napady złości, rzuciłam pracę, którą kochałam, i w którą włożyłam lata studiów i wysiłku. Znowu wróciły myśli samobójcze. Izolowałam się od ludzi, całymi dniami leżałam w łóżku, jedząc i nie chcąc mieć z nikim kontaktu.
Co gorsza, już podczas samego leczenia często czułam się mentalnie odcięta – jakby wyłączona. Nie potrafiłam przeżywać emocji – nie czułam ani radości, ani smutku, ani złości. Po prostu funkcjonowałam jak pusty automat. Choć początkowo ten lek mi pomógł, z czasem efekty uboczne i konsekwencje stały się nie do zniesienia.