Jakie są Wasze doświadczenia ze stosowaniem Symla w leczeniu schizofrenii, epizodów manii lub w terapii podtrzymującej w chorobie afektywnej dwubiegunowej? Czy zauważyliście poprawę w zakresie redukcji omamów, urojeń, natłoku myśli, pobudzenia albo problemów ze snem? Jak szybko pojawiły się pierwsze efekty – czy była to poprawa nastroju i wyciszenie już po kilku dniach, czy raczej pełna stabilizacja przyszła dopiero po kilku tygodniach regularnego stosowania? Czy podczas terapii Symla wystąpiły u Was działania niepożądane, takie jak senność w ciągu dnia, zwiększony apetyt, przyrost masy ciała, spowolnienie, suchość w ustach albo problemy metaboliczne? Jak radziliście sobie z ewentualnym wzrostem wagi czy uczuciem „otępienia” na początku leczenia? Czy konieczna była zmiana dawki, aby znaleźć równowagę między skutecznością a tolerancją leku? Wasze doświadczenia mogą być bardzo pomocne dla osób, które dopiero rozpoczynają terapię Symla albo rozważają jej włączenie i zastanawiają się, czego mogą się spodziewać w pierwszych tygodniach leczenia oraz w dłuższej perspektywie.
Symla jakieś 8–9 miesięcy temu, zauważyłam naprawdę duże zmiany.
Z plusów – widzę mniej „cieni” i słyszę zdecydowanie mniej rzeczy, które wcześniej się pojawiały. Od ponad 15 lat jestem na różnych kombinacjach leków, więc to nie jest moja pierwsza terapia. Jednak dopiero po około 3 miesiącach od włączenia Symla do mojego schematu leczenia zarówno ja, jak i moja rodzina, wyraźnie zauważyliśmy poprawę. Byłam spokojniejsza, bardziej stabilna i mniej odklejona od rzeczywistości.
Gdybym miała coś polecić osobom z podobnymi problemami, to powiedziałabym, że warto dać temu lekowi czas. U mnie to nie zadziałało z dnia na dzień – poprawa była stopniowa, ale konkretna.
Najgorsza rzecz? Przyrost masy ciała. U mnie był naprawdę duży. W pierwszych 2–3 miesiącach przytyłam około 7–9 kg. Zawsze miałam bardzo szybki metabolizm i nigdy wcześniej nie miałam problemu z wagą, a teraz pierwszy raz w życiu mam nadwagę. To było dla mnie trudne psychicznie.
Mimo wszystko uważam, że efekt, jaki dała mi Symla, jest wart tej ceny. To pierwszy lek od lat, który zrobił aż tak wyraźną różnicę w moim funkcjonowaniu. Teraz po prostu muszę bardziej pilnować diety i ruszać się
Ten lek sprawiał, że moja mama była przytomna i „kontaktowa”, a ma już 90 lat. Oprócz tego przyjmuje też lek na pamięć, ale dopiero po włączeniu Symla zaczęła mówić wyraźnie i bardziej zrozumiale. Była spokojniejsza, bardziej obecna, można było z nią normalnie porozmawiać i miała lepszy kontakt z rzeczywistością.
Odkąd lekarz odstawił Symla, widzę wyraźne pogorszenie. Mama często trzyma otwarte usta, jest bardziej otępiała, zrobiła się bardzo zapominalska. Zdarza się, że myli dzień z nocą i śpi znacznie więcej niż wcześniej. Mam wrażenie, że znowu się „wycofała”.
Jest mi z tym bardzo trudno, bo wcześniej widzieliśmy poprawę. Jako córka jestem po prostu rozczarowana i bezradna, bo miałam poczucie, że ten lek naprawdę jej pomagał w codziennym funkcjonowaniu.
Ten lek naprawdę bardzo pomógł mi na depresję i wahania nastroju. Odkąd biorę Symla, czuję się stabilniej, mam mniej dołów i w końcu nie buja mną tak emocjonalnie jak wcześniej. Głowa jest spokojniejsza, łatwiej mi funkcjonować na co dzień i ogólnie mam wrażenie, że w końcu coś „zaskoczyło”. Jedyny minus to niestety przyrost masy ciała… W ciągu trzech miesięcy przytyłam około 7 kg. Szczerze? Trochę mnie to dobija, bo wcześniej nie miałam takich problemów z wagą. Apetyt jest większy i trzeba się naprawdę pilnować.
Mimo wszystko efekt na nastrój jest na tyle dobry, że na razie uznaję, że było warto. Po prostu muszę bardziej uważać na jedzenie i ruszać się więcej niż kiedyś.
U mojego męża Symla działa dobrze – jest spokojniejszy, ma mniej wahań nastroju i ogólnie lepiej funkcjonuje przy depresji i chorobie afektywnej dwubiegunowej. Problem w tym, że lek bardzo go spowalnia i przez to ma trudności ze znalezieniem pracy. Jest senny, mniej energiczny, czasem wygląda jakby był „zamglony”. Zastanawiamy się, czy to normalne przy tym leku i czy to może być kwestia dawki. Oprócz Symla bierze też Zoloft. Nie wiemy, czy to połączenie może nasilać zmęczenie albo brak motywacji. Z jednej strony lek pomaga na objawy, z drugiej – utrudnia codzienne funkcjonowanie zawodowe. Boję się nagłego odstawienia, ale też widzę, że w takim stanie ciężko mu wrócić na rynek pracy. Czy ktoś miał podobnie? Czy to może być efekt uboczny, czy raczej objaw samej choroby?
Miałam ciężki okres, depresję i lęki, i u mnie to już prawie wchodziło w psychozę. Wtedy dostałam Symla i serio – ten lek mnie uratował. W krótkim czasie wyciągnął mnie z takiego stanu, w którym już sama nie dawałam rady ogarniać rzeczywistości. Brałam go razem z Zoloftem i to połączenie u mnie zadziałało bardzo dobrze, zwłaszcza na to skrajne napięcie i „odjazdy” w głowie. Nie byłam na Symla długo, raczej krótki okres, ale efekt był konkretny – wróciłam do kontaktu ze sobą i do normalniejszego funkcjonowania. Minusem był niestety przyrost wagi… okropny. Do tego zauważyłam, że podniósł mi się cholesterol. To mnie wkurzało i psychicznie, i zdrowotnie, bo człowiek się czuje lepiej na głowę, ale ciało dostaje po tyłku. Mimo wszystko, nawet z tymi skutkami ubocznymi, u mnie bilans był jasny: Symla mnie uratowała w momencie, gdy naprawdę było bardzo źle.
Dostałam 20 mg Symla, kiedy trafiłam do ośrodka w trakcie epizodu manii. Byłam też w stanie psychotycznym. Potrafiłam godzinami stać przy oknie i patrzeć na samoloty, widziałam różne „obiekty” na niebie. Czasem miałam wrażenie, że zatrzymują się w powietrzu na chwilę, a potem nagle odlatują pionowo w górę. Do dziś mam w głowie to, co widziałam.
Po włączeniu Symla coś się zaczęło zmieniać. Największa różnica? Zniknęło to ciągłe przeżuwanie myśli. Wcześniej moja głowa non stop pracowała – analizowałam wszystko w kółko, nakręcałam się, nie mogłam przestać myśleć. Ten lek naprawdę wyciszył tę ruminację.
Teraz jestem na 10 mg, nie biorę już litu i czuję się bardzo dobrze. Stabilniej, spokojniej, bez tego chaosu w głowie.
Jedyny ogromny minus to waga. Przytyłam ponad 20 kg. To dużo i nie będę udawać, że mnie to nie rusza. Ale jeśli mam wybierać między stabilnością psychiczną a rozchwianiem – na ten moment wybieram stabilność.
Cierpię na napady paniki i kiedy moja lekarka zaproponowała zwiększenie dawki mojego stałego leku, jednocześnie zaleciła Symla na kilka tygodni – jako „pomost”, zanim większa dawka zacznie w pełni działać. Muszę przyznać, że bardzo mi pomogła. Od momentu włączenia nie miałam ani jednego ataku paniki. Czuję się spokojniejsza, napięcie jest mniejsze i w końcu normalnie śpię. To dla mnie ogromna ulga, bo wcześniej bałam się każdego dnia. Biorę 2,5 mg, ale na początku byłam strasznie senna – dosłownie ścinało mnie z nóg, więc musiałam zmniejszyć dawkę. Teraz jest lepiej. Jeśli chodzi o apetyt, na razie nie zauważyłam wzrostu, ale minęło dopiero 7 dni, więc trudno jeszcze coś przesądzać. Lek działa u mnie ochronnie – jakby blokował rozwinięcie się ataku. Zobaczymy, jak będzie po odstawieniu, bo plan jest taki, żeby brać go tylko krótkoterminowo. Ja też nie chcę go przyjmować na stałe. Mam nadzieję, że gdy mój podstawowy lek zacznie w pełni działać, poradzę sobie już bez Symla.
Na razie widzę wyraźną poprawę. Lęk się zmniejszył, a od ciężkiej do lekkiej depresji też jakby schodzę w dół. Czuję, że wraca „światło” do życia – trudniej to opisać, ale jakby było jaśniej w głowie i w codzienności. Jestem w stanie kończyć rzeczy, które zaczynam. Lepiej się organizuję, mniej odkładam na później, łatwiej zebrać myśli. Mam też ADD i zauważyłam, że Symla trochę pomaga mi z koncentracją. Może to przez to, że w głowie jest spokojniej i mniej chaosu. Mam nadzieję, że lekarz jeszcze lekko zwiększy dawkę, bo może wtedy będzie jeszcze lepiej z pamięcią – serio chciałabym w końcu przestać zapominać, gdzie zostawiłam kubek z kawą dosłownie pięć minut temu Na ten moment jestem pozytywnie zaskoczona. Zobaczymy, jak będzie dalej, ale pierwszy raz od dawna czuję, że coś idzie w dobrą stronę.
Widzę, że wiele osób pisze, że ten lek im nie pomógł, ale u mnie historia jest zupełnie inna. Symla bardzo dobrze „czyści” mi myśli. Wcześniej miałam totalny chaos w głowie, natłok, analizowanie wszystkiego w kółko. Na tym leku myślenie stało się spokojniejsze i bardziej uporządkowane. Biorę go już ponad pół dekady i naprawdę oceniam go jako bardzo dobry w moim przypadku. Na początku byłam do niego nastawiona negatywnie i długo się wzbraniałam. No i nie ma co ukrywać – w pierwszych 2–3 latach był duży przyrost masy ciała. To był dla mnie największy minus. Teraz jednak czuję, że „sky is the limit” – funkcjonuję stabilnie, mam jasność myślenia i mogę planować przyszłość bez ciągłego lęku o to, że wszystko się posypie. Dla mnie ten lek działa bardzo dobrze. Waga była wyzwaniem, ale da się nad tym pracować, a stabilność psychiczna jest dla mnie bezcenna.