Opinie Tisercin

Brałam Tisercin przez prawie rok i szczerze mówiąc – średnio za nim przepadałam. Działał, to fakt, ale efekt otępienia był dla mnie nie do zniesienia. Mój umysł i tak nie pracuje na najwyższych obrotach, a on tylko to pogłębiał. Czułam się jakby mi ktoś przycisnął „pauzę” w głowie. Do tego potrafił sprawić, że spałam nawet 13–14 godzin, co w praktyce oznaczało jeden wielki przestój w życiu.

W końcu zaczęłam brać go tylko okazjonalnie, może raz czy dwa razy w tygodniu, i to okazało się najlepszym wyjściem. Działał wtedy jak trzeba – bez przesady, bez zamulenia przez pół dnia. Teraz mam przepisany Onirex – usypia mnie dosłownie w ciągu kilkunastu minut, jakby ktoś mnie odciął. Ale co ciekawe – po siedmiu godzinach budzę się rześka, bez ciężkiej głowy. Biorę go tylko wtedy, gdy naprawdę bezsenność zaczyna mnie rozkładać, np. po dwóch-trzech nieprzespanych nocach z rzędu.

Nie wierzę w teksty typu „środki nasenne nie uzależniają”. Nawet jeśli fizycznie nie robią szkód, to psychicznie – owszem. Jak się człowiek raz nauczy, że „ta mała tabletka” daje sen, to potem bardzo trudno się od niej odkleić. I to może być właśnie ten mechanizm, przez który masz koszmarną noc – stres, że nie masz przy sobie leku, który dotąd cię ratował, potrafi całkowicie zablokować sen.