Od 10. roku życia zmagałam się z trądzikiem na twarzy i plecach. Przez 12 lat nie było dnia, żebym nie obudziła się z nowym pryszczem. W późnych nastoletnich latach trądzik zaczął przybierać postać torbielowatą, szczególnie w okolicach miesiączki. Wszyscy powtarzali mi, że z wiekiem hormony się „uspokoją” i problem minie. Niestety z każdym rokiem było tylko gorzej. Gdy zbliżały się moje 22. urodziny, a skóra wyglądała najgorzej w życiu – pełno cyst i blizn – postanowiłam, że nie dam rady dłużej psychicznie tego znosić i zgłosiłam się do dermatologa po pomoc.
Na początku proponowano mi Izotek (izotretynoina), ale miałam sporo obaw związanych ze skutkami ubocznymi, zwłaszcza dotyczącymi wzroku, który i tak mam słaby. Zapytałam, czy możemy spróbować czegoś innego i padło na Verospiron. Uzgodniłam, że jeśli nie zadziała, wtedy rozważę terapię izotretynoiną. Obecnie minęło 5 miesięcy od rozpoczęcia kuracji Verospironem i czuję się niesamowicie.
Pierwsze efekty przyszły po około 3 miesiącach, kiedy równolegle stosowałam też antybiotyk doksycyklinę. Po dwóch miesiącach byłam sceptyczna – zmiany były niewielkie i miałam wrażenie, że nic się nie poprawia. Dopiero od trzeciego miesiąca zauważyłam dużą różnicę – wypryski w czasie okresu przestały być torbielowate, pojawiały się co najwyżej małe krostki. Po raz pierwszy od prawie 10 lat zdarzyło się, że przed miesiączką miałam tylko jeden, malutki pryszcz i zero większego wysypu.
Jeszcze rok temu nie wychodziłam z domu bez makijażu, nie pokazywałam się bez niego nawet chłopakowi, z którym mieszkałam. Czułam się tak źle, że zdarzało mi się spać w pełnym makijażu, a rano budziłam się z jeszcze większym trądzikiem – byle tylko nikt nie zobaczył mojej prawdziwej twarzy. To mnie psychicznie wyniszczało. Wczoraj, szykując się spontanicznie na kolację ze znajomymi, spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się do siebie – byłam bez makijażu i czułam się dobrze. Zdałam sobie sprawę, że nie mogłam zrobić czegoś takiego od 12. roku życia. Przy trądziku nie istnieje coś takiego jak spontaniczne wyjście – zawsze trzeba było spędzić 45 minut na maskowaniu twarzy. Teraz to się zmieniło i jestem szczęśliwa jak nigdy.
Jeśli chodzi o skutki uboczne, to głównym jest częstsze oddawanie moczu – ale piję też dużo wody, więc trudno to rozdzielić. Dodatkowo zauważyłam, że powiększyły mi się piersi – z miseczki D do DD – ale traktuję to raczej jako plus, bo ubrania nadal leżą dobrze, tylko trochę inaczej się układają.
Żałuję, że tak długo zwlekałam z wizytą u dermatologa, bo przez lata uważałam, że to „normalna część dojrzewania” i bałam się kosztów. Teraz wiem, że są skuteczne sposoby i że można odzyskać pewność siebie. Chciałabym, żeby ta historia była zachętą dla innych, żeby nie czekali tak długo jak ja i skonsultowali się z lekarzem. Nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa.