Bałam się jak cholera… ale Welbox zmienił moje życie Powiem szczerze – byłam PRZERAŻONA na samą myśl o rozpoczęciu kuracji Welboxem. Od kilku lat brałam Zoloft na lęki, i mimo że w pewnym sensie pomagał, to z czasem zaczęłam zauważać coś niepokojącego. Zrobiłam się zupełnie obojętna – na ludzi, na rzeczy, które kiedyś mnie cieszyły, na życie. Do tego ciągły smutek, brak energii, senność, niezależnie od tego, czy spałam pięć czy dwanaście godzin. To było straszne. Miałam ochotę całkowicie rzucić Zoloft, ale mój lekarz zaproponował dodanie Welboxu, zamiast jego odstawiania.
Wiedziałam, że Welbox może nasilać lęki, a ja mam do nich dużą skłonność, więc byłam bardzo sceptyczna. Przeczytałam mnóstwo historii o drżeniach, bezsenności, panice – i naprawdę się bałam. Podzieliłam się tym z moją lekarką, a ona uspokoiła mnie, że jeśli zaczniemy od naprawdę niskiej dawki i powoli ją zwiększymy, nie powinnam mieć żadnych trudnych skutków ubocznych.
I tak zrobiłyśmy. Choć teoretycznie nie powinno się dzielić tabletek Welbox, zaczęłam od ćwiartki tabletki 150 mg, przez tydzień, potem połowa, aż w końcu pełna dawka. Nie miałam ŻADNYCH skutków ubocznych. Ani lęków, ani bezsenności, ani trzęsiawek. Nic.
A działanie? Cud. Dosłownie czuję, że Welbox wypełnił lukę, której Zoloft nie potrafił domknąć. Mam więcej siły, chęci, wróciły emocje, które wcześniej przygasły. Przestałam być zombiakiem – jestem znowu sobą.
Jeśli ktoś się waha – rozumiem to całkowicie. Też się bałam. Ale warto dać temu lekowi szczerą szansę, zwłaszcza pod opieką lekarza, który potrafi poprowadzić to z głową. Dla mnie to była jedna z najlepszych decyzji w leczeniu.