O matko dziewczyny, ja po Fluomizinie myślałam, że mi tam wszystko wypaliło!
Pieczenie było nie do zniesienia – serio, nie mogłam usiedzieć, chodziłam po domu z rozkraczonymi nogami jak kowboj i płakałam, że po co ja to zaczęłam brać. Ale wytrzymałam. Zadzwoniłam do lekarki, a ona powiedziała, że to częsty skutek uboczny i żebym spróbowała zmniejszyć podrażnienia – przemywać się tylko samą wodą, żadnych płynów, żadnych wkładek zapachowych itd.
Do tego miałam taki fajny żel łagodzący z apteki (chyba Vagisan, coś takiego), który smarowałam z zewnątrz – i faktycznie pomogło. Kurację skończyłam, a infekcja nie wróciła. Tak że dziewczyny – piecze, ale działa, trzeba tylko przetrwać ten piekielny środek.