Dokładnie pamiętam jak dziś. Też mi mówili, że trzeba dać czas, że minimum 2–4 tygodnie. A ja po 10 dniach już panikowałam, że nic nie działa, że jestem jakaś inna, że może to lek nie dla mnie. Budziłam się w nocy z bijącym sercem, miałam ściśnięty żołądek i płakałam dosłownie o byle co. Mąż wtedy mówił: „Magda, przecież to dopiero początek, weź nie wariuj”. I miał rację. Dopiero w trzecim tygodniu coś puściło. Taki dziwny moment, że obudziłam się rano i pierwszy raz nie miałam wrażenia, że chcę zniknąć.
Teraz jestem już kilka miesięcy na 10 mg i czuję, że żyję. Nadal mam gorsze dni, ale to niebo a ziemia w porównaniu z tym, co było. Więc moja rada: wytrzymaj. Serio. To nie paracetamol, że działa po godzinie. Daj sobie ten miesiąc, ale też obserwuj, czy nie ma skutków ubocznych. U mnie były tylko nudności na początku. Trzymaj się mocno ![]()