U mnie to była historia… Raz mi zadziałał praktycznie od razu, dosłownie po kilku godzinach już mogłam normalnie funkcjonować. Ale innym razem, to masakra – wzięłam wieczorem, rano wstałam i myślałam, że mi pęcherz eksploduje, pieczenie takie, że aż się popłakałam… Już chciałam dzwonić do przychodni, ale mąż mnie uspokoił, mówi: “daj mu czas, przecież to nie antybiotyk dożylny, tylko taki na spokojnie działa”.
I miał rację – drugiego dnia już czułam lekką poprawę, a trzeciego dnia po objawach ani śladu. Tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ja też wtedy się ratowałam herbatką z pokrzywy, żurawiną (chociaż nie znoszę, ale dałam radę) i takim ciepłym termoforkiem na brzuch.
W ogóle to mi lekarz powiedział, że jak się ma często te infekcje, to warto też popracować nad odpornością – probiotyki, witamina D, nie marznąć w stopy (a ja wiecznie boso po kafelkach chodzę). No i już tak nie przetrzymuję siku jak kiedyś – bo to podobno bardzo źle wpływa na pęcherz. Więc nie stresuj się za bardzo, tylko daj mu trochę czasu. Zwykle działa. Tylko nie od razu, jak aspiryna na ból głowy.