Ja też na początku myślałam, że to nie działa. U mnie pierwsze dni to było istne piekło, wszystko mnie bolało, brzuch, głowa, serce waliło jak szalone. Ale wytrwałam. Dopiero po dwóch tygodniach zaczęłam zauważać drobne rzeczy – że się budzę bez takiego ścisku w klatce, że nie mam ciągle lęku jak przed egzaminem. Potem stopniowo – więcej siły, więcej uśmiechu, mniej płaczu.
W moim przypadku dopiero po 6 tygodniach poczułam się naprawdę stabilnie. Na tyle, że poszłam sama do urzędu (dla mnie to był kosmos). Dzisiaj minęło pół roku – dalej biorę Venlectine, ale wróciłam do życia, chodzę z małym na spacery, nawet zaczęłam gotować coś więcej niż parówki.
Więc moja rada: nie oczekuj cudu po tygodniu. Daj sobie czas, śpij, jedz i nie miej wyrzutów, że jesteś rozbita. To etap przejściowy!